Skip to content


Polska Agencja Rozkładu Przedsiębiorczości

Myślę, że niewielu musze tutaj przekonywać, że żadna agencja, czy urząd zajmująca się rozwojem przedsiębiorczości nie przyczynia się do rozwoju przedsiębiorczości. Wręcz przeciwnie, zabija ją, gdyż żeby działać (czytaj rozdawać) musi skądś mieć pieniądze, a te pieniądze ma rzecz jasna tylko z podatków od osób które są najbardziej przedsiębiorczy właśnie.  Ta swoista kara, jaką nakłada na najbardziej przedsiębiorczych ludzi państwo ma potrójne działanie.

Pierwsze to akt zabrania pieniędzy per se, pieniędzy które niechybnie zostałyby wydane na inwestycje. Dodajmy inwestycje przemyślane i mające dużą szanse powodzenia, gdyż realizowane przez ludzi, którzy odnieśli już sukces i wiedzą na czym sprawy się mają.

Drugie działanie jest takie, że pieniądze zabrane przedsiębiorczym wędrują do konkurencji. Do osób które niekoniecznie mają dobry pomysł na efektywny biznes, ale mają za to wypełniony wniosek i z dofinansowaniem mogą pokonać tego, który liczy koszty wieczorami i stara się o jak najlepszy produkt dla klienta.

Jest oczywistym, że ani PARP, ani inne instytucje zajmujące się „rozwojem przedsiębiorczości” niczego nie rozwijają, a niszczą, gdyż wysysają pieniądze od tych, którzy właśnie są przedsiębiorcy i przekazują je w znacznej mierze kombinatorom i cwaniakom na biznes, którzy bez dotacji nie utrzymaliby się przez miesiąc. Biznes dajmy na to zwijany po otrzymaniu dotacji i prowadzeniu go przez wymaganą ilość czasu. Tylko dzięki owym dotacjom jest możliwe wzbogacenie się poprzez bankructwo… Bankructwo kontrolowane J

Niezrozumiałe dla mnie jest parcie na innowacyjność ze strony władz jak i nawet ośrodków naukowych. Pamiętam, kiedyś byłem na uczelni na wykładzie otwartym, gdzie zastanawiano się jak zmusić (dokładnie to słowo) przedsiębiorców do przestawienia się na bardziej innowacyjne biznesy. Otóż szanowne  grono naukowe bardzo ubolewało, że zamiast robić procesory zajmujemy się produkcją mebli, pierza, artykułów ogrodniczych i rolnictwem i te artykuły sprzedajemy na eksport. Marzeniem jest przecież sprzedawanie komputerów i oprogramowania. Co ciekawe, dla nikogo nie było ważne, że właśnie na tym pierzu zarabiają ci przedsiębiorcy, a skoro zarabiają, to chyba dobrze, prawda? Gdy podniosłem ten argument, to się okazało, ze przecież na innowacyjności można zarobić więcej J Tak mniej więcej wygląda gospodarka zza akademickiego biurka, co przekłada się oczywiście na politykę państwa, gdyż polityk ma oto pole do działania usprawiedliwione mądrą miną profesora. Zatem polityk i ekonom ma prace i pewnie to jedyna logika w tym parciu na innowacyjność

Tu dochodzimy do trzeciego działania dotacji i to działania o wiele bardziej szkodzącego i daleko idącego, gdyż zmieniającego mentalność ludzi. Jest nim gwałcenie pojęcia „przedsiębiorczość”. Dla zdrowego człowieka, przedsiębiorczość to cecha u ludzi, która stymuluje ich do podjęcia takiej działalności, z której przedsiębiorca osiąga zysk. Zysk to nic złego… To sygnał, że praca wykonywana przez przedsiębiorcę wytwarza wartość dodaną. Zysk to właśnie rozwój.

Zauważmy, że prawie każdy jest przedsiębiorcą. Każdy dysponuje swoimi umiejętnościami i prawie każdy chce sprzedać efekty swojej pracy innym. Nie ma tu znaczenia, czy sprzedaje te efekty w formie sprzedaży produktów, usługi, czy pracy na etacie. Każda ta działalność, jeżeli akceptowana i wynagradzana przez inne osoby przynosi zysk. Zysk oczywiście obarczony ryzykiem straty, ale nie ma zysku bez ryzyka.

Szkodę, jaką przedsiębiorczości wyrządzają dotacje przy pomocy min PARP jest zakłócenie celu działania. Oto nastały nowe okoliczności i nie działa się już dla zysku rozumianego jako wytworzenie wartości dodanej, ale pracuje się dla dotacji. Dotacja natomiast ma sprawić, że będziemy bardziej innowacyjni.

Uruchamianie machiny dotacyjnej to stawianie koni za wozem, gdzie innowacyjność wynika nie z chęci większego zysku obarczonego większym ryzykiem, ale z chęci otrzymania dotacji, które skutecznie zmniejszają ryzyko. Ale to, że ryzyko jest mniejsze nie oznacza, że produkty będą bardziej innowacyjne.. wręcz przeciwnie. Bodziec do starania się o innowacyjność i lepszy produkt znacznie się osłabia w momencie gdy mamy już zapewnione dotacyjne zyski. Żeby konie pociągnęły wóz, muszą stać przed wozem, nie inaczej.

Oczywiście PARP jest tylko narzędziem systemu dotacyjnego. Sam PARP nie tworzy polityki, a ją wprowadza w życie, stając się katem przedsiębiorczości poprzez wykonywanie wyroku wydanego gdzieś indziej. O tym, jakie chimery powstają dzięki sukcesom PARP, można sobie poczytać na przykład u Olgierda – polecam.

Weźmy przykładowy program wypiera… tfu… wspierania innowacyjności. Ze strony dotacjeue.org, dotowanej zresztą,  a jakże!, dowiadujemy się z przepisanych darmowych publikacji PARP’u, że istnieje taki program jak:

 3.1 “Inicjowanie działalności innowacyjnej”

  • Wsparciem zostaną objęte projekty związane z poszukiwaniem i oceną innowacyjnych pomysłów potencjalnych przedsiębiorców, pracami przygotowawczymi mającymi na celu utworzenie nowego przedsiębiorstwa na bazie tego pomysłu (tzw. preinkubacja) oraz inwestycjami kapitałowymi w nowopowstałe przedsiębiorstwo (równowartość 200 tys. euro wg kursu z dnia udzielenia pomocy, poniżej 50% udziałów instytucji wspierającej powstawanie innowacyjnych przedsiębiorstw w spółce)

Dla tego programu finansowanie wynosi 85 procent, czyli praktycznie wszystkie koszty są refinansowane.. słowem za darmo.

Ok. wymyślmy teraz sobie jakiś pomysł innowacyjny.. już wiem. Będzie to portal podróżniczy, na którym co tydzień będę umieszczał wpis z mojej podróży dookoła świata. Podróżował będę na motorze z ekipą która będzie zabezpieczała wszystkie technikalia potrzebne to realizacji tego projektu. Zarabiać będę na reklamach biur podróżniczych, ale nie to jest przecież najważniejsze. Ważne że pomysł jest innowacyjny, bo jeszcze tego nie ma na rynku, a nawet jak jest, to nie jest rozpowszechnione.

Przyjrzyjmy się kosztom, jakie się kwalifikują do projektu.. Pogrubione opisy to moje pomysły na koszty w projekcie.

  • wynagrodzenia wraz z pozapłacowymi kosztami pracy, w tym składkami na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne – Oczywiście zatrudniam siebie, żonę, całą rodzinę i znajomych ze studiów. W tak dużym projekcie znajdzie się praca dla każdego.
  • podróże służbowe osób uczestniczących w projekcie – tu nie trzeba się wielce wysilać.. projekt to będzie jedna wielka podróż służbowa.
  • zakup nowego wyposażenia, sprzętu i urządzeń przeznaczonych dla spółki – niech pomyśle, motory dla siebie i ekipy, kamery, aparaty, telefony satelitarne, komputery wyposażenie biura projektu – nie będzie problemu.
  • zakup oprogramowania, licencji oraz innych wartości niematerialnych i prawnych – dużo programów komputerowych będzie potrzebnych… systemy operacyjne, nawigacje etc.
  • zakup usług, w szczególności transportowych, telekomunikacyjnych, pocztowych i komunalnych – Usług transportowych i telekomunikacyjncyh będzie bez liku – zero problemu.
  • najem i użytkowanie pomieszczeń – Tak !!! Biuro projektu wynajmę od szwagra.
  • pokrycie kosztów amortyzacji budynków w zakresie i przez okres ich używania na potrzeby projektu objętego wsparciem – Cóż.. biura raczej będę wynajmował od spółki szwagra, także pewnie tutaj nie skorzystam.
  • zakup materiałów biurowych i eksploatacyjnych – Ciotka ma firmę co sprzedaje takie rzeczy… na pewno umówimy się na odpowiednią cenę ;)
  • remonty, naprawy lub adaptację pomieszczeń –o, a tu kolega ma jednoosobową firmę remontową. Odpowiednio się umówimy i wyremontuje przy okazji jeszcze moje mieszkanie.
  • tłumaczenia i druk materiałów oraz publikacji – Brat zna dobrze angielski, a przy takiej międzynarodowej podróży to wiele do tłumaczenia się znajdzie… dajmy na to ze 1000 pln od strony.. w końcu to odpowiedzialne zadanie.
  • działania promocyjne i informacyjne – a tu siostrę poproszę o wystawienie faktury na mnie.. Niech mnie trochę popromuje, a i dobrze będzie jak jej 200 kpln wpadnie kieszonkowego.
  • obsługę księgową, usługi prawnicze, doradcze i eksperckie – księgowość i ekspertyzy poprowadzi wujek.
  • raty spłat wartości początkowej środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych – nie za bardzo kumam o co chodzi, ale może księgowy mi powie, jakie tu koszty mogę sobie wymyślić.
  • pokrycie kosztów szkoleń, niezbędnych do realizacji projektu w wysokości nieprzekraczającej 10% całkowitych wydatków kwalifikujących się do objęcia wsparciem wymienionych powyżej – o właśnie!!! Żona mnie wyszkoli, żeby unikać terrorystów i myć się co wieczór. Takie szkolenia są bardzo drogie, ale z 85 procentową dotacją jej zapłacę.
  • audyt finansowy dotyczący wydatków wymienionych powyżej – Proszę bardzo… wszystkie wydatki będą jak najbardziej związane z projektem.
  • nabycie udziałów lub akacji w spółce powstałej w wyniku działań, o których mowa w Rozporządzeniu Ministerstwa Rozwoju Regionalnego z dnia 7 kwietnia 2008 roku.  – no proszę, jeszcze za darmo na emeryturę odłożę ;)

Może będzie trzeba zgwałcić swój mózg, żeby myśleć według definicji przedsiębiorczości PARP, czyli w powyższy sposób. Może będzie trzeba.

Ktoś chce jechać ze mną? Gwarantowane przygody, no i jeszcze rodzinka zarobi ;)

Posted in Ekonomia, Polityka. Tagged with , , .

A jednak będzie bailout Grecji

A jednak na bankructwo któregoś z kraju kwitnącego europejskiego papieru poczekamy trochę dłużej. Europejski Fundusz Walutowy własnie powstaje z bardzo jasną misją… Oddajmy głos Sarkozy-emu:

Jeśli stworzyliśmy Euro nie możemy pozwolić, żeby któryś z krajów strefy euro zbankrutował. W innym przypadku nie było by sensu stwarzać Euro.

Czyżby już nadchodził czas szczerości, gdzie gadające głowy mówią jak jest? Chyba jeszcze trochę za wcześnie. EFW będzie potrzebował finansowania, a to finansowanie będzie miał z krajów strefy Euro właśnie. Oczywiście można narazie siać zamęt i ogłaszać, że państwa członkowskie nie dołożą centa do funduszu, ponieważ EFW będzie się samodzielnie finansował zaciągają kredyty na rynkach finansowych. Układ jest taki, że Fundusz jako ciało o bardzo wysokiej wiarygodności będzie mogło się zapożyczać na bardzo niski procent, no i te pieniądze z pożyczek będzie pożyczało własnie Grecji na wyższy procent. Każdy jednak, który ma łeb na karku a nie w piasku wie, że żeby móc pożyczyć od kogoś to trzeba mieć wiarygodność, a w przypadku sztucznego ciała jakim będzie EFW ta wiarygodność będą zapewniały kraje strefy Euro udzielając na przykład gwarancji.

Tym oto sposobem odpowiedzialność za bankructwo Grecji została przerzucona na wszystkie kraje strefy Euro, a wiemy dobrze, że im bardziej odpowiedzialność jest rozmyta tym ludzie zachowują się bardziej odpowiedzialnie, prawda ;)

To tyle jeżeli chodzi o suwerenność państw w strefie Euro.. Oczywiście wszystko zostanie demokratycznie przyklepane. Jak tonąć to razem, ale jutro.. dziś jeszcze nie.

Ja proponuje w Polsce zrobić taki na przykład Miedzywojewódzki Fundusz Walutowy, albo Międzymiastowy… Na pewno rajcy popuścili by swoją wyobraźnie i urządzili igrzyska piłki kopanej jakie świat nie widział.

No cóż… czas chyba powiększyć swoją złota arkę, bo czeka nas iście biblijna powódź.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Posted in Ekonomia.

Islandzkie referendum

Islandia to bardzo mały kraj, mały pod względem ludnościowym, gdyż mieszkańców ma tyle co Białystok. To w zasadzie miasteczko, ma zapłacić długi banku Icesave, który tak się składa działał na ich terytorium. Długi te to oczywiście pieniądze depozytariuszy, głównie z Holandii i Wielkiej Brytanii. Co się stało z pieniędzmi to wszyscy wiemy. Icesave zainwestował w kupno długu opartego na nieruchomościach, czyli pośrednio udzielił kredytu jakiemuś bezrobotnemu Joe na dom w Arizonie. Oczywiście wiemy również, że nie wiemy kto to jest ten Joe i czy była w ogóle jakaś nieruchomość. Wall Street w apogeum swojego szaleństwa produkowała papiery dłużne, które oderwały się od zabezpieczenia i nie wiadomo, czy te CDO to w ogóle nie papier zabezpieczony powietrzem… Jest takie stare porzekadło, że w firmie, gdzie pracuje w administracji więcej jak 1000 osób nie potrzeba wcale klientów, żeby pracować. Sami dla siebie produkują sobie pracę i być może tak było, że w ferworze walki zapomnieli o domach ;)

Tak więc Icesave przyciągnęło klientów na lokaty za 5 % do siebie, kupiło hipoteki, które okazały się nic nie warte i zbankrutowało. I tak się powinna zakończyć ta historia, jednak niepotrzebnie Islandzcy politycy zaczęli wychodzić na ambony i zapewniać, że wszytko gwarantują. Jak wiadomo politycy odpowiadają przed Bogiem i historią, a nie własną kieszenią, stąd mogą mówić wszytko. Jednak przychodzi owy czas zapłaty, a pieniędzy nie ma. W Referendum prawie 100 % osób wypowiedziało się że Islandia nie ma płacić 5 mld $ długów banku Icesave, a wypowiedzieli się prawie wszyscy. Islandczycy mają oczywiście racje, gdyż po pierwsze Islandia nie ma tych pieniędzy to jak niby ma zapłacić, a po drugie to co ich obchodzą pieniądze Holendrów czy Brytyjczyków. Nikt ich w referendum nie pytał, czy mają pożyczać pieniądze od Brytyjczyków i kupować za to CDO, to dlaczego teraz mają niby komuś coś płacić? Zatem najlepsze co powinni zrobić rok temu politycy, to siedzieć cicho i pozwolić na krach banków zlokalizowanych w Islandii. Nie było by wtedy żadnych podstaw do wysuwania żądań pieniężnych od zagranicznych depozytariuszy. Na masę upadłościowa banków wszedłby syndyk, wyprzędałby z biur wszystkie kubki do kawy, spinacze i segregatory i zgasił światło nie ruszając Islandczyków.

Jak narazie gwarancje przejęły brytyjskie i holenderskie rządy i wypłacają odszkodowania jednocześnie strasząc Rejkiavik zapisami o EOG, co jest dość ciekawe w zderzeniu z casusem greckim. Jak to? To daleką Isladnię nie będąca ani w Unii,  ani w strefie Euro wybailotowano, a Greków, będących w jednej rodzinie nie?

Posted in Ekonomia, Polityka. Tagged with , , .