Skąd wziąć pieniądze?

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.


Nudy takie, że aż chciałem zamknąć ten cały kram. Wyratowała mnie jednak gazeta zostawiona przez pewnego jegomościa w okolicznej szybko-jadłodajni.

Polska filia The Wall Street Journal prezentuje nam wspólny artykuł Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jerzego Pruskiego, prezesów dwóch największych Banków Pekao i PKO BP pod tytułem „skąd wziąć pieniądze”. Artykuł to istna nowomowa

Przyrost akcji kredytowej był dotychczas bardzo ważnym źródłem popytu wewnętrznego. Umożliwiał realizację przedsięwzięć inwestycyjnych, modernizację infrastruktury produkcyjnej i usługowej, współfinansowanie projektów unijnych oraz pozwalał zaspokajać aspiracje gospodarstw domowych, także te dotyczące mieszkalnictwa.

Klasyczne robienie wody z mózgu, ze to banki i akcja kredytowa umożliwiły budowy dróg i zaspokojenie aspiracji mieszkaniowych

W 2008 r. występowały sprzyjające warunki dla wzrostu depozytów bankowych: wysoka dynamika wynagrodzeń, wzrost liczby pracujących oraz przede wszystkim znaczący przepływ środków wycofywanych z funduszy inwestycyjnych w związku z załamaniem notowań akcji na giełdzie. Przepływ środków z funduszy inwestycyjnych na depozyty bankowe można szacować na blisko 31 mld zł.

Tu jest znowu bzdura, do której zrozumienia przydatny jest wpis o ołówkach…. Jak ludzie rozwiązywali lokaty i kupowali za te pieniądze akcje, to gdzie się dalej podziewały te pieniądze? Sprzedawca tych akcji albo założył lokatę albo kupił jakieś towary i sprzedawca tych towarów założył lokatę. Obojętnie co się z nimi stanie, to te pieniądze będą w banku. Pieniądze były, są i będą w bankach. Można się tylko spierać czy więcej depozytów bankowych mają firmy, osoby fizyczne czy instytucje finansowe.

Choć artykuł składa się z samych takich kwiatków to nie będziemy się nad nimi skupiać. Szkoda nafty. Przejdźmy lepiej do „recept” ze streszczenia tego artykułu.

Najpierw przedstawmy problem:

Polskim bankom może zabraknąć w tym roku pieniędzy na kredyty.

Hmm… jak czegoś braknie to z reguły cena powinna iść w górę. Jak kredyt byłby droższy to i chętnych by było mniej, ale pieniędzy by nie zabrakło. Wyobraźmy sobie takie zdanie „w tym roku może zabraknąć mercedesów na sprzedaż!!!”. Dziwnie brzmi; nieprawdaż? Oczywiście wiemy, że w systemie Fiat money nie możemy doprowadzić do nadmiernego wzrostu oprocentowania kredytu bo może doprowadzić do gwałtownej kontrakcji kredytu i anihilacji systemu. Pieniądze to nie mercedesy.. ich ilość uzależniona jest od szybkości rozrostu kredytów w gospodarce.

Dalej jest ciekawie i zakłamanie

(…)gdyby przedsiębiorstwa chciały by pożyczyć tyle samo co rok wcześniej, czyli 50 mld złotych, to wiele z nich odejdzie z kwitkiem (…). Bowiem nasze banki będą mieć tylko 40 mld złotych. Mogłoby to oznaczać, że gdyby dać wszystkim firmom kredyty, to żadne polski obywatel nie dostałby kredytu na mieszkanie, auto czy pralke

Oczywiście jest to bzdura. Jak dostane miliard złotych z banku na zakup wieżowca to opłacę tym miliardem sprzedawcę. Sprzedawca o ile nie kupi sobie za to kawałka autostrady to wpłaci do banku i w banku się zwiększą depozyty o miliard, a to oznacza, że może udzielić znowu kredytu na 965 mln złotych. Z tych 40 mld wolnych środków które są w bankach, system bankowy może udzielić kredytów na 1 bilon 143 mld złotych (=40/0,035), także spokojnie.. mamy pewną rezerwę. Troska o przeciętnego obywatela jest ujmująca.


Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

I recepty

Według prezesów ten ostrzegawczy scenariusz dla całej gospodarki może się nie spełnić tylko pod jednym warunkiem – jeśli uda się szybko zwiększyć podaż pieniądza.

Voila… to co doprowadziło do choroby ma być teraz lekarstwem. Kaca leczyć klinem. Prezesi odpowiadają jasno… skąd wziąć pieniądze??? Wydrukować.

Dalej lecą już technikalia. A idą prawie po kolei, jak z wpisu „jak się drukuje pieniądze

Prezesi dwóch największych polskich banków proponują więc, by NBP zgodził się obniżyć rezerwę obowiązkową z 3,5 procent do 2 procent. (…) pozwoliło by to bankom wydać dodatkowe 6 mld złotych

A z 6 mld złotych można zrobić dodatkowe 300 mld kredytów – druk pieniądza – metoda I

Kolejne 8 mld (czyli dodatkowe 400 mld akcji kredytowej – przyp. Adam Duda) banki mogły by dostać od NBP, gdyby ten wcześniej wykupił od nich obligacje.

Czyli nic innego jak metoda druku pieniądza nr III ze wspomnianego wpisu.

Prezesi PKO BP i Pekao ponadto wskazują, że NBP wzorem EBC i FED mógłby bankom komercyjnym przyznawać długookresowe pożyczki pod zastaw udzielonych przez nie kredytów

Metoda nr II w kombinacji z metodą nr IV druku pieniądza.

Gdyby udało się wprowadzić w życie te propozycje, gospodarka polska nie ucierpiałaby z powodu zmniejszonej akcji kredytowej.

Alleluja! Im więcej kredytów, tym lepsza gospodarka. Gdyby NBP zakupił szwadron helikopterów do zrzutu pieniędzy z nieba w paczuszkach z napisem „kredyt – zwróć do banku, kiedy będziesz mógł” to już bym sie w ogóle nie martwił o polską gospodarkę.

A już tak na poważnie to kiedyś ludzie byli mądrzejsi i nazywano to po imieniu. Kradzież i oszustwo. Przyprawiano diabelskie rogi i rozpędzano na cztery wiatry, każąc przed sądem co poniektórych:

800px-1832bank1


Tagi: , , , , ,