Hiperinflacja

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.


Dyskusja na temat „inflacja czy deflacja” nie zamiera. Michel Shedlock (MISH) polemizuje z Garrym Northem  jednak, moim zdaniem, każdy używa do tego amerykańskiego podejścia; podejścia które nie wie co to jest hiperinflacja.  Garry North używa pojęcia mass inflation na zjawisko, które będzie spowodowane uruchomieniem akcji kredytowej przez banki na podstawie obecnej bazy monetarnej. Takie zjawisko nie nastąpi z powodów które wymienił MISH. Jednak sam MISH pisząc o deflacji  zapomniał o jednej rzeczy. Mianowicie na dłuższą metę deflacja w systemie fiat money jest nie do utrzymania.

Żeby to rozwinąć najpierw trzeba rozróżnić inflacje i deflacje na kilku podstawowych poziomach. Inflacja i deflacja „normalna”, na poziomie +- 10 procent występuję zawsze z przewagą inflacji, gdyż banki centralne umożliwiają ciągłe prowadzenie ekspansji kredytowej metodami wymienionymi wcześniej.

Natomiast masowa deflacja, czy masowa inflacja (hiperinflacja) to klasyczna gra końcowa systemu fiat money (endgame). To tak jak z huśtawką.. można kołysać się w dwie strony, jednak gdy rozkołyszemy za bardzo, to albo dziecko wyleci z huśtawki, albo sama huśtawka się rozleci.

Dziś obserwujemy deflacje, czyli spłacanie kredytów lub bankructwa kredytobiorców przy równoczesnym nie udzielaniu nowych pożyczek. Pieniądza na rynku jest coraz mniej stąd jego wartość tymczasowo rośnie. Dodatkowo jest jeszcze w zanadrzu nawis niespłaconych kart kredytowych, których zadłużenie banki będą musiały sobie odpisać w końcu w straty. Odpisanie w straty banku, to nic innego jak spłacenie kredytu, ale z kapitałów własnych banku. Znowu spiskowcy, którzy twierdzą, że banki przejmą kiedyś cały majątek ludzi za odsetki nie zauważą, że banki pokrywają niespłacone kredyty z własnych kapitałów… ale zostawmy już to.

Dlaczego napisałem, że wartość pieniądza tymczasowo rośnie? Bo docelowy ruch może być tylko jeden… masowa inflacja.

Inflacja nie taka, jaką opisują sobie MISH z Northem. W tym przypadku akurat moim zdaniem więcej rozsądnych argumentów jest po stronie MISHa i deflacji, jednak cała dyskusja jest o przecinki w zdaniu. Zapalnik masowej inflacji nie leży w systemie bankowym, o którym dyskutują, lecz w długu państwowym.

W warunkach deflacji rośnie wartość pieniądza, majątek staje się nominalnie tańszy, płace nominalnie maleją, jednak to co pozostaje to dług zaciągnięty w warunkach o wiele większej podaży pieniądza, a więc o wiele mniej wartościowego pieniądza. Skutkuje to tym, że za mniejsze dochody, ludzie muszą spłacać dług, który zaciągali przy większych dochodach. Stąd wiele ludzi ogłasza bankructwo osobiste i odmawia spłaty swoich długów, co jeszcze potęguje zjawisko deflacji, gdyż jak powszechnie wiadomo, mniej długu to mniej pieniądza.

W tym wszystkim nie było by problemu, gdyby nie jeden aspekt. Dług publiczny i skarb państwa, czyli coś, co nie może ot tak sobie zbankrutować. Dług publiczny był również zaciągnięty w czasach gdy pieniądz był mniej warty, a on wraz ze wzrostem wartości pustego pieniądza nie maleje nominalnie. Co z tego że za obligacje wystawioną rok temu o nominale 1 milion dolarów kiedyś rząd mógł kupić 7000 baryłek ropy, a dziś posiadacz tej samej obligacji może od rządu kupić już 14 000 baryłek. Obligacja nie zmienia swojego nominału… ma po prostu większą siłę nabywczą tak samo jak pieniądze.

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Sytuacja w której znajduje się obecnie światowa gospodarka, która ciągle rządzi dolar, jest nie do utrzymania na dłuższą metę. Z jednej strony mam postępująca deflacje,  ludzie tracą pracę, a z drugiej powiększają się wszystkie możliwe deficyty. Ktoś oczywiście musi sfinansować te deficyty, czyli pożyczyć rządowi pieniądze.  Ze struktury długu USA wynika, że połowę długu sfinansowali przyszyli emeryci i osoby odkładające na swoje ubezpieczenie społeczne  oraz FED. Odpowiednik naszego Zusu w stanach jest kompletnie wymaksowany i jedyne co posiada to obligacje, które jak wiadomo są obietnicą, że rząd kiedyś zapłaci, ale rząd oczywiście nie ma swoich pieniędzy, tylko te, które ściągnie od podatników. Słowem, oszczędzający w funduszach rządowych (intragovermental funds), będą się musieli sami kiedyś złożyć na swoje oszczędności… Brzmi koślawo??? Tak właśnie jest.

W tych okolicznościach przyrody, cieszą się Ci którzy posiadają obligacje USA. Mogą za nie coraz więcej kupić! Co więcej, ceny w dolarach ciągle spadają, domy i grunty są coraz tańsze, akcje ciekawych spółek również. Jednak, żeby kupić ziemie w USA, będą musieli sprzedać komuś te obligacje… a tych obligacji jest coraz więcej na świecie.

I tu dochodzimy do momentu przegięcia, co bardziej fachowo nazywa się ekstremum.

Rząd potrzebuje więcej pieniędzy, gdyż budżet nie domyka się coraz bardziej. Baza podatkowa zanika, gdyż coraz więcej ludzi nie pracuje, a z drugiej strony rośnie liczba osób ubiegających się o zasiłki. Do tego dochodzą wszelkie koszty rozmaitych stymulansów ekonomicznych z malowaniem mostów i wyrównywaniem strat bankom na czele. W takim układzie, rząd powiększa deficyt i zwiększa całkowita ilość obligacji na rynku. Aktualnie deficyt budżetowy USA jest na poziomie kilkunastu procent, co równa się standardom republik bananowych.

Jednak jeżeli deflacja stwarza bodziec do wykorzystywania swoich rezerw u posiadaczy obligacji (Chiny, Japonia) to tym samym osłabia bodziec do kupowania nowych. Jakim cudem rząd USA sprzeda dodatkowe 2 biliony obligacji? Komu?

Trzeba zdać sobie sprawę, że powiększanie długów i sprzedawanie nowych obligacji to nie jakaś tam zabawa w papierki czy cyferki w banku. Owszem po jednej stronie korzysta się z kartek trochę ładniejszych od kartek do gry w monopol, jednak po drugiej stronie transakcji płyną zasoby. Rzadkie zasoby, do których wytworzenia jest potrzebny rzeczywisty wysiłek pracy ludzkiej i wykorzystanie rzadkich surowców naturalnych.

Co się jednak stanie, gdy rząd nie znajdzie nowych nabywców na swoje obligacje? Nie ma takiej opcji.  Gdy nie ma chętnych na wolnym rynku, do przekazania zasobów w zamian za obligacje, rząd zabierze te zasoby w inny sposób. Każe kupić obligacje bankowi centralnemu za nowe pieniądze. Nowymi pieniędzmi da się ściągnąć z rynku zasoby potrzebne do utrzymania jeszcze przez chwile państwa w ryzach, ale tylko przez chwile.  Na rynku powstanie większa ilość pieniędzy, co pobudzi wzrost cen. Wzrost cen będzie powodował spadek siły nabywczej wszystkich posiadających oszczędności. Siła nabywcza spadnie o tyle, o ile rząd mógł kupić więcej dóbr na rynku za nowe pieniądze. To typowy transfer bogactwa, w którym posiadacz nowych pieniędzy grabi posiadaczy starych. Naturalnie spada zaufanie do pieniądza i obligacji. Skoro rząd sprzedaje obligacje bankowi centralnemu za nowe pieniądze, to ile będą warte moje pieniądze jutro? Następuje ucieczka od pieniądza i obligacji… kto może to zamienia je na realne dobra. Co ciekawe, zwiększona szybkość obiegu pieniądza podbija ceny… w końcu skoro każdy się chce pozbywać pieniądza, to jak chcesz coś kupić ode mnie to zapłać 10 procent więcej jak wczoraj, bo kto wie co za to kupie jutro. Powiększa to problem rządu, który ściąga zasoby z rynku za pieniądze właśnie… Skoro ceny są wyższe nawet bardziej niż wynika to z wzrostu ilości pieniądza w gospodarce, to na kolejne zakupy trzeba jeszcze więcej powiększyć swój dług, czyli jeszcze więcej pieniędzy musi być wydrukowanych przez Bank Centralny. Obligacje i pieniądze stają się coraz bardziej gorącym ziemniakiem… Co ciekawe, im szybciej jest ten ziemniak odrzucany, tym jest on coraz bardziej gorący, bo ceny rosną niewspółmiernie szybko!  Spirala hiperinflacyjna się rozpoczęła i zakończyć może się tylko jednym, destrukcją pieniądza, potocznie nazywaną eufemistycznie denominacją.

Konsekwencje dla trzymających obligacje są opłakane… W legalny sposób ich aktywa denominowane w zniszczonej walucie są bez wartościowe… nawet nie ma do kogo zgłaszać pretensji. Skoro masz obligacje na milion dolarów, to dostaniesz ten milion, ale kupisz za niego paczkę zapałek.

Kiedy taki moment przegięcia nastąpi? Tego nikt nie wie, i nikt nie napisał książki wskazującą datę, tak samo jak do dziś nie wiemy kiedy w wichury powstaje tornado. Co bardziej ciekawe nie wiemy, która waluta pierwsza ucierpi. Może to być Złotówka, może to być Euro, Dolar czy Funt. Na razie jednak dynamika procesu powiększania długu wskazuje na te dwie ostatnie waluty. Wiadomo, że wykładniczo rosnący dług jest na dłuższą metę nie do utrzymania, a już tym bardziej w warunkach bankowej deflacji.

Masowa deflacja??? Owszem, ale w standardzie złota i nie pełnej rezerwie obowiązkowej. W fiat money masowa inflacja, a przyczyna tkwi  nie w akcji kredytowej, a w długu państwowym. Zawsze tak było, lecz dawno nie w USA i być może dlatego amerykańscy blogerzy tego nie dostrzegają.