Czy Polska ma złoto?

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

W dyskusjach na temat standardu złota w Polsce, między innymi na linkowanym niedawno wątku z forumPI o demokracji finansowej, pojawia się zdanie, że przecież Polska nie ma złota. Ten powód jest wymieniany jako główna przeszkoda wprowadzenia standardu złota lub przynajmniej oparciu o nie naszej obecnej fiducjarnej waluty, która,  nomen omen , nazywa się złoty polski.
Trudno o bardziej chybiony argument. Polska ma złoto i to dużo… przynajmniej potencjalnie 😀  Złoto jakie oficjalnie posiada Narodowy Bank Polski to 103 tony kupione jeszcze przez byłą prezes Waltz (75 ton) co jest równoważne 3 mld usd. Ta ilość jest bardzo mizerna stąd to ułamek rezerw NBP, gdyż większość jest ulokowane w zagranicznych obligacjach. Na koniec lipca wartość zagranicznych aktywów NBP to 75,5 mld usd! Ta pozycja w bilansie NBP to nasze złoto; w każdym razie mogło by być, gdyby została w całości wymienione na uncje.
Rezerwy walutowe trzymane są w celu zabezpieczenia płynności wewnętrznego rynku walutowego oraz budowaniu zaufania do polskiej waluty. Zaufanie; na tym to wszytko polega. Zabezpieczenie płynności, to nic innego jak obrona przed atakiem na Polską walutę. Im większe rezerwy tym większa możliwość obrony kursu.
Pytanie jakie sobie należy zadać jest podstawowe… co może pełnić funkcję zabezpieczania płynności wewnętrznego rynku walutowego? Same obce waluty wydają się najbardziej logiczną odpowiedzią. Są najbardziej płynne, ale też nie przynoszą za dużo dochodu. Większy dochód przynoszą obligacje obcych państw denominowane w pożądanych walutach. Pożądane waluty to takie, z którymi polski system bankowy ma najwięcej obrotów. Wychodzi nam zatem Euro, Dolar, Frank szwajcarski, i Funt. W chwili NBP aktywa lokuje w 45% w dolara, 40% w Euro, 15% w Funta i po 5% w dolara australijskiego i norweską koronę.  Te dwie ostatnie w imię polityki wzrostu dochodowości naszych rezerw.
Ile za te rezerwy można kupić złota? Gdyby policzyć po obecnych cenach to nasze rezerwy w papierowych obligacjach są warte ponad 2500 Ton. Razem z obecnym złotem które mamy moglibyśmy posiadać 2650 Ton. czy to dużo? To prawie 1/3 całych zasobów całego złota USA. Ponad połowa tego co się składuje w osławionym forcie knox, o ile się składuje, gdyż władze USA konsekwentnie od lat 50 odmawiają audytu zapasów. Jedną z bardziej znanych organizacji domagających się takiego przeglądu jest GATA. Ciekawa sprawa.. W styczniu 2008 roku wykupili za ponad ćwierć miliona dolarów całostronicowe ogłoszenie w jednym z najbardziej prestiżowych magazynów finansowych jakim jest the Wall Street Journal i zadali pytanie wprost… Czy ktoś widział nasze złoto??
gata
Mimo wszytko jestem przekonany, że to złoto tam jest. Jedyny powód do tajemnej sprzedaży złota to utrzymywanie jego ceny na niskim poziomie w celu maskowania grandy z drukowaniem swoich dolarów bez pokrycia.. Jednak uważam to za nierealne. Amerykanie nie są na tyle durni, żeby sprzedać coś, na czym mogą odbudować swoją walutę po nieuchronnej zapaści obecnego dolara. Innych do sprzedaży owszem namawiają, ale sami oficjalnie jeszcze nie sprzedali ani uncji. Zresztą jak narazie mała jest wartość tego złota. Warto wspomnieć że całe rezery złota USA to zaledwie 1/50 długu publicznego lub 1/3 wartości programu TARP. O czym to świadczy? Ano świadczy to o tym jak wielkie góry papieru dłużnego zostały wydrukowane i jak bardzo się to wszytko oderwało od rzeczywistości.
dolaryWróćmy jednak do NBP. Czy złoto mogło by spełniać taką samą funkcje jak Euro czy Dolary w bilansie NBP jeżeli chodzi o zabezpieczenie płynności rynku walutowego? Nawet lepszą. Złoto ma tę zaletę, że jest akceptowane na każdej szerokości geograficznej. Płynność złota jest taka sama jak obligacji i co więcej mamy pewność, że jego wartość nie spadnie do zera jak może się stać z obligacjami, których emitent wywołał hiperinflacje w celu pozbycia się dłużnego garba. W związku z tym, jeżeli potrzebowalibyśmy na przykład dolarów, to nie było by najmniejszyego problemu ze znalezieniem kupca złota, który zaoferował by nam w zamian dolary. Euro? Proszę bardzo. Pełna dowolność kupna obojętnie jakich walut. Dziś również możemy tak robić z naszymi obligacjami dolarowymi, bo dolar jest akceptowany na całym świecie. A co gdybyśmy mieli cześć naszych rezerw trzymanych w obligacjach zimbwaweńskich? Ile dziś by byłe warte i za ile Euro moglibyśmy się wymienić? Ktoś powie że USA to nie Zimbabwe i okay, ale pamiętajmy, że kiedyś Keiser marka była synonimem stabilności dopóki nie zaczęto nią palić w piecu.
Czas rozprawić się z drugą funkcją rezerw banków centralnych jaką jest dochodowość… Bank centralny kupuje zagraniczne obligacje, które są oprocentowane i odnotowuje na tych odsetkach zysk. Złoto takiej zalety nie ma. Śmieszna sprawa z tą dochodowością, jeżeli widzimy te góry papieru naprodukowane beztrosko daleko poza granice materialnego świata, ale zacznijmy od końca. Co się dzieje, gdy NBP odnotowuje zysk na rezerwach? Wypłaca zysk do budżetu państwa (Nie mowa tu o zysku na róznicy kuroswej, ale na odsetkach). Można się zapytać jak to się dzieje, że zysk mamy w dolarach a wypłacone mamy w złotówkach? To bardzo proste. Rezerwy banku się zwiększyły po aktywach o odpowiednią ilość dolarów z odsetek, natomiast po pasywach zysk zostaje wypłacony poprzez monetyzacje. Krótko mówiąc pozycja „zysk” zmienia się w pozycje pieniądze w obiegu. Tym sposobem na powiększaniu rezerw NBP z odsetek drukuje się dodatkowe złotówki. Najlepsze jest jednak to, że to samo robi FED z amerykańskim dolarem i inne banki centralne, systematycznie dewaluując swoje waluty. Dlatego nie widać tego procesu tak bardzo porównując poszczególne waluty, ale widać podług złota, gdzie mimo jego rocznego przyrostu o 2-3 procent w skutek wydobycia, wartość dolara spadła z 1/30 uncji złota to 1/1000 w przeciągu 70 lat. W tym środowisku nikt nie przejmuje się odsetkami od długu publicznego i samym przyrostem długu jeżeli jest ten przyrost w miarę ograniczony. Ale to nas prowadzi do ciekawego wniosku. Jeżeli rynek długu jest tak ogromny, dług ten nigdy nie będzie spłacony, a odsetki są czysto fikcyjne, bo idzie zanim dewaluacja waluty emitenta obligacji, a my i tak drukujemy na ich podstawie własną walutę jednocześnie ją dewaluując, to po co sobie zawracać głowę tymi obligacjmi i tym zyskiem? To dziecinada. Czy nie lepiej od razu wydrukować tyle złotówek o ile chcemy zdebazować sobie własną walutę i kupić w zamian za to 3 tony złota? Efekt będzie identyczny, z tym że zamiast obligacji będziemy mieć złoto. Ostatecznie nigdy nie wiemy, czy kiedyś nastąpi efekt przegięcia w drukowaniu dolarów i za zapłatę swoich zobowiązań przyjdzie pan z US Treasury i powie „potnijcie sobie sami… mamy tyle roboty, że nie mamy już na to czasu”:
72b7e600f4c088f0_money
Mogą również nam przysłać prase i kazać sobie samemu wydrukować odpowiednią ilość dolarów 😉 Wtedy mocno się zastanowimy, po co trzymaliśmy obligacje obcych państw?? Dla zysku? Wolne żarty…
Na koniec krótka uwaga. Złoto to nie fetysz, to nie oblig.. to symbol czegoś co na przestrzeni 5000 lat zawsze było akceptowalne i zawsze trzymało wartość. To symbol również czegoś materialnego. NBP w cale nie musi trzymać rezerwy w złocie.. może w czymś innym. W ropie? Okay bele żeby to nie była czyjaś obietnica, ale i tak jest problem z magazynowaniem. Kupno półtora miliarda baryłek to nie kupno pietruszki na targu, jednak bezpieczeństwo energetyczne kraju mogło by być dodatkową funkcją rezerw NBP. Gdyby tak zdywersyfikować swoje rezerwy i kupić uran?
Zabezpieczyło by nam to źródło prądu na dziesiątki lat do przodu, a zużywany uran byłby na bieżąco odkupywany przez elektrownie, uzupełniając rezerwy NBP. Jeżeli już mamy system fiat money, to zarządzajmy nim tak, żeby śmiać się ostatnim, jak się to wszystko zawali 😉