Ile jest pieniądza w pieniądzu ?

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Mów o centralizacji!

Tymi słowami, cytując Marksa,  Steve Keen rozpoczyna swój artykuł „The roving cavaliers of credit”, w którym rozprawia się z teorią mnożnika pieniężnego (lub kredytowego) i roli banku centralnego. Rozprawia się również z tezami Bernanke’go, który oświadczył kilka lat temu, że ma narzędzia do tego, aby nie dopuścić do deflacji w USA; pisze o modelu mnożnika pieniężnego neoklasyków i podaje go surowej krytyce. Przede wszystkim jednak, wpis Keen’a dobrze opisuje obecny system monetarny, w którym żyjemy, a który jest tak mało rozumiany.

Kenn to bardzo mocny zawodnik, przedstawiciel myśli postkeynesowskiej i żeby wdać się z nim w polemikę, należy jeszcze raz przedstawić obraz naszego systemu i przedstawić dobrze terminy o których rozmawiamy. Wydaje mi się, że Keen po macoszemu podszedł na teorii neoklasyków i dyskutuje z tezami, które są uproszczeniem modelu pozwalającego na jego dalsze poznanie. Po kolei jednak. Poniższy obrazek reprezentuje agregaty pieniężne jakie mamy w naszym systemie bankowym, oraz gdzie w tym systemie umieszczony jest kredyt. Układ statyczny – kliknij w rysunek, aby uzyskać wyraźny obraz.

model-statyczny

Zielony pasek symbolizuje wielkość pieniędzy w obiegu. Oczywiście nie każdy pieniądz jest w takiej samej postaci, także jest odpowiednio podzielony. W pozycji nr [3] widzimy nasze pieniądze w  portfelach. Są to pieniądze poza systemem bankowym, fizycznie wydrukowane, wchodzą również w skład bazy monetarnej, lecz na jej podstawie nie są udzielane kredyty, gdyż są poza systemem bankowym. Następnie jest baza monetarna [5] w systemie bankowym, czyli banknoty umieszczone w skarbcach banku, środki  zapisane na rachunkach depozytowych samych banków w NBP, czy rezerwa obowiązkowa, która również jest swego rodzaju depozytem banku w NBP.

Co ciekawe, baza monetarna w systemie bankowym [5] to nie pieniądze, mimo iż są de facto banknoty. Te banknoty stają się pieniądzem wtedy, kiedy zostaną wypłacone w zamian za depozyt. Banknoty są pieniądzem tylko w obrocie poza bankowym. Co się dzieje gdy banknoty wpłacamy do banku. Zwiększa się nasz depozyt o kwotę wpłaconych banknotów, który staje się dla  nas pieniądzem elektronicznym, natomiast umniejsza się wartość pieniędzy w banknotach w obiegu poza bankowym. Gdyby ciągle liczyć banknoty w banku jako pieniądze to zdublowalibyśmy nasze liczenie. Od momentu wpłaty nasz depozyt, który jest pieniądzem, określa ilość pieniędzy. Jak wpłacamy,  to depozyt rośnie, pieniądze (banknoty) w obiegu maleją, jak wypłacamy mamy sytuacje odwrotną.  Czy depozytów mamy więcej niż bank ma banknotów w skarbcu?? Oczywiście, na tym polega nasz system rezerwy częściowej, w którym nowe pieniądze tworzymy z kredytu (szczegóły, patrz wpis „Jak się drukuje pieniądze” oraz „Pusty pieniądz, jak to jest zrobione”). Krótko mówiąc, wartość udzielonych kredytów odpowiada nowym pieniądzom, które powstały absolutnie z niczego.  To nas prowadzi do pozycji nr [4] w agregatach, a więc pieniądze w bankach. Pieniądze w bankach to zapisy na rachunkach depozytowych. Wartość tych zapisów wynika wprost z wielkości bazy monetarnej trzymanej w bankach oraz kredytów jakie zostały wytworzone na podstawie tej bazy, zatem pieniądze w bankach są oparte na bazie monetarnej, inaczej gotówce (fiat money) i na udzielonych przez system bankowy kredytach (credit money).

Mnożnik monetarny, o którym mówi Keen to wynik dzielenia pozycji nr [4] przez bazę monetarną,  czyli ile z bazy wytworzono nowych kredytów, a tym samym nowych pieniędzy. Z reguły w literaturze podaje się, że mnożnik jest odwrotnością stopy rezerw obowiązkowych, czyli jeżeli rezerwa obowiązkowa wynosi 20 procent, to mnożnik wynosi 5. Oznacza to,  że przy bazie równej 1000 złoty zostanie wytworzone 5000 złotych. Kryje się za tym pewne oczywiste założenie, o którym myślę każdy wie, że zostało by wytworzone 5 razy więcej pieniędzy pod warunkiem pełnego wykorzystania potencjału tworzenia kredytów przez banki. Tak się oczywiście nigdy nie dzieje; Steeve Keen przemilcza to założenie i tę niedoskonałość używa do ogólnej negacji teorii mnożnika kredytowego. A mnożnik kredytowy to tylko iloraz.. to nie czynnik równania, ale wynik.

W związku z tym, że banki nie wykorzystują w pełni potencjału to tworzenia nowych pieniędzy, mamy pokazane na wykresie teoretyczną maksymalną ilość pieniądza oraz faktyczną. Dlaczego banki nie tworzą pieniędzy i kredytów na maksimum swoich możliwości? Ponieważ im więcej stworzą kredytów przy stałej bazie tym większe dla nich ryzyko. Mniejsza ilość fizycznych pieniędzy obsługuje zobowiązania kredytowe, stąd ryzyko niespłacalności rośnie. Większe ryzyko to większe stopy oprocentowania kredytów, a jak są większe stopy to i kredytobiorcy nie chcą brać tych kredytów. W pewnym momencie kredyt będzie dla nich za drogi. Politykę banku można przyrównać do jazdy samochodem. Dlaczego, mimo, że faktycznie samochód może jechać 200 km/H, na drodze nie wykorzystujemy w pełni tych możliwości? Im szybciej tym większe ryzyko i tak samo w banku.. więcej kredytów przy tej samej bazie to większe ryzyko niewypłacalności kredytobiorców. Gdzieś ta równowaga się tworzy. Oczywiście banki mogą zwiększać akcje kredytową, gdy uznają razem z kredytobiorcami, że czekają ich lata koniunktury. Kliknij w rysunek, aby uzyskać wyraźny obraz.

ekspansja

Rysunek powyżej przedstawia wzrost akcji kredytowej. Wraz zwiększa ilością kredytów zbliżamy się do maksymalnego poziomy ilości pieniędzy jakie mogą być wytworzone przy danej bazie monetarnej. Wynika to z prostego faktu, że od każdego nowego depozytu, banki muszą część swoich wolnych środków przeznaczać na rezerwę obowiązkową w banku centralnym, zmienia zatem się struktura bazy monetarnej. Wolne środki w banku, przechodzą na rezerwę obowiązkową. Rezerwa obowiązkowa, jak i wolne środki, to jest właśnie baza monetarna w systemie bankowym, której wielkość się nie zmienia, lecz tylko struktura. Gdyby akcja kredytowa doszła do punktu maksimum [2] wtedy banki nie miały by już wolnych środków na udzielanie kredytów, gdyż wszystkie zostały przeznaczone na pokrycie wymaganej rezerwy obowiązkowej. W tym miejscu mnożnik kredytowy rzeczywiście by osiągnął wartość odwrotności stopy rezerw obowiązkowych.. tak oczywiście się jeszcze nie zdarzyło.

Niestety ten model nie opisuje nam współczesnej działalności systemu bankowego. Szkopuł tkwi w bazie monetarnej, a konkretnie z tym co robi bank centralny z otrzymanymi pieniędzmi (choć właściwie to nie pieniądze, a narzędzie polityki monetarnej) z tytułu rezerwy obowiązkowej. Praktyka pokazuje, że Bank centralny w całości rzuca z powrotem rezerwę obowiązkową na rynek, dublując ją przy okazji. Stosuje zatem metodę druku pieniądza nr 2, 3  i 4 z wpisu „jak się drukuje pieniądze”. Zauważa to oczywiście Keen, co oczywiście nie jest jakimś wielkim odkryciem, a prostą obserwacją (czytaj też wpis „Czy Polska ma złoto?”). Zatem  wraz z wzrostem akcji kredytowej, rośnie również baza monetarna. Przywołując analogię z samochodem, to zmieniają nam się postrzeganie, jaka prędkość jest bezpieczna oraz zwiększa nam się prędkość maksymalna samochodu! Czy ma to wpływ na relacje jakie występują w gospodarce? Oczywiście, że tak!

Rysunek przedstawia akcję kredytową, wraz ze zwiększaniem bazy poprzez dublowanie pieniędzy pochodzących z rezerwy obowiązkowej. Strzałki „od kreski” oznaczają ruch pierwotny, strzałki „do kreski” oznaczają ruch wtórny. Kliknij w rysunek, aby uzyskać wyraźny obraz.

baza-up-credit-up

Jeżeli baza się powiększa, to mnożnik kredytowy może pozostać ciągle na takim samym poziomie, nawet jak kredyty rosną. W końcu kredyty to licznik, baza to mianownik. Krótka zabawa w arkuszu kalkulacyjnym z ciągami geometrycznymi i łatwo można stwierdzić, że przy ciągłym „wyrzucaniu” pieniędzy z rezerwy obowiązkowej z powrotem na rynek, ilość pieniędzy w całej gospodarce może iść do nieskończoności. Pewnym hamulcem może być tutaj chęć ludzi do posiadania fizycznych banknotów w portfelu. Wypłacając pieniądze z banku, obniżamy bazę monetarną znajdującą się w systemie bankowym, na której możemy tworzyć piramidę kredytów, a co za tym idzie, obniżamy zdolność systemu do tworzenia nowych pieniędzy poprzez mnożnik kredytowy.

Pytanie, czy zawsze musi być tak, że baza się zwiększa w wyniku akcji kredytowej. Oczywiście, że nie. Bank centralny może zwiększać bazę monetarną czy to poprzez monetyzowanie swojego zysku na rezerwach walutowych (czytaj tez wpis ‚Rezerwa rewaluacyjna‚), czy poprzez wydrukowanie bez żadnych podstaw nowych pieniędzy w system. Swego czasu ta druga opcja była nie do pomyślenia, dziś jednak to standard.

Rysunek przedstawia wpływ zwiększania bazy na akcję kredytową. Kliknij w rysunek, aby uzyskać wyraźny obraz:

baza-na-kredyt

Pytanie nasuwa się podstawowe… czy zawsze tak jest, że po zwiększaniu bazy rośnie akcja kredytowa, a zatem rośnie również ilość pieniędzy w gospodarce? Oczywiście, że nie. Zwiększona baza monetarna zmniejsza ryzyko działalności bankowej, poprzez wpompowywanie nowych pieniędzy w system, a zatem zmniejsza lewar czyli mnożnik kredytowy. Z tym, że wysokość rzeczywistego mnożnika kredytowego, to nie jedyne ryzyko banków jakie ponoszą.. Ich podstawowe ryzyko, to ryzyko niewypłacalności swoich klientów spowodowanych sytuacją gospodarczą, a ta ma związek wprost z inwestycjami jakie przedsięwzięli kredytobiorcy. Jeżeli były nietrafione i nie mogą dzięki nim spłacić swoich kredytów, to mają problem o wiele większy niż wysokość mnożnika. Dokładnie taką sytuację mamy w czasie obecnego kryzysu. Większość kredytów poszła na budowę domów, remonty wnętrz, wakacje w Europie, czy import z Chin. Stosunkowa taniość pieniądza, spowodowała, że popyt na te dobra był bardzo duży, co podniosło ich ceny. Z czasem się okazało, że majątek stworzony dzięki tym kredytom nie przynosił żadnego dodatkowego dochodu w gospodarce i w momencie bankructw coraz większej ilości rodzin, cała gospodarka odczuła brak popytu i spirala się rozpoczęła. Jak to wygląda w systemie bankowym? Zezowato, to znaczy Bernankee zwiększa bazę monetarną na potęgę, z kolei banki zmniejszają akcje kredytową. Kliknij w rysunek, aby uzyskać wyraźny obraz:

zezowate-pieniadze

Jednym słowem Bernanke wciska na maksa pedał gazu, jednak rynek wcześniej wrzucił na wsteczny. Chmura oznacza kryzys, a wiec sterta nietrafionych inwestycji, które stymulowane były boomem kredytowym i tanim pieniądzem. Dziś dla banku,  każdy kredytobiorca wygląda jak potencjalny bankrut. Co z tego, że zwiększa nam się prędkość maksymalna samochodu, gdy jedziemy na coraz większych wybojach i w deszczu. Co ciekawe Bernanke nie tylko chce zwiększać bazę monetarną w celu pobudzenia akcji kredytowej, ale wręcz musi. Wiemy o tym wszyscy, że piętą achillesową USA jest ich dług publiczny i na obligacje USA powoli zaczyna brakować chętnych. Pisał o tym również Hummler (patrz „Wegelin, czyli pożegnanie z Ameryką”), że Stany są zmuszone miesiąc w miesiąc monetyzować połowę nowego długu. Co to znaczy? Ano tyle, że połowa zaciąganego nowego długu co miesiąc jest kupowana przez FED z nowych pieniędzy. A te nowe pieniądze powiększają bazę monetarną banku centralnego, a zatem całego systemu bankowego. Mało tego FED jest zmuszony do trzymania tych obligacji w swoich aktywach, bo odwrócenie sytuacji grozi  ich załamaniem. (zobacz co sie dzieje teraz w bilasie FED)

Z drugiej strony banki nie wykorzystują tych nowych pieniędzy do udzielania nowych kredytów. Po prostu nie ma komu. Wolą odkładać te pieniądze z powrotem w FED na rachunku depozytowym. FED wpadł w pułapkę płynności… zwiększona ilość bazy monetarnej nie zwiększa ilości pieniądza w obiegu. Dodatkowo bazę w bankach mogą zwiększać wpłaty fizycznych banknotów do systemu bankowego. Jeżeli jest zmniejszona aktywność gospodarcza to wydaje się naturalnym, że ludzie potrzebują mniej banknotów do obsługi codziennych transakcji i wolą je trzymać w banku, gdzie chociaż będą mieć mały zysk z oprocentowania. To co widzimy na obrazku i w gospodarce USA to niebywałą inflacje w Fiat Money i deflacje w Credit Money. W sumie ilość całego pieniądza się nie zmienia (sprawdź aktualne agregaty link 1, link 2)

Czy to jest już inflacja? Jeszcze nie, gdyż nowe pieniądze nie są wykorzystywane do udzielania nowych kredytów. Wzrost ilości pustego pieniądza jest równoważony destrukcją pieniądza kredytowego. Co się stanie gdy ilość pieniądza pustego zrówna się z ilością pieniądza ogółem? Dokładnie to samo co w Zimbwawe. Kliknij w rysunek, aby uzyskać wyraźny obraz:

zez-rozbiezny-w-zimbwawe

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

W Zimbwawe już nie ma kredytu.. pieniądz jest oparty tylko na prawnym środku płatniczym. Jest to generalnie koniec systemu. Dziś Zimbwawe, żeby odbudować zaufanie do swojej waluty rozważa wprowadzenie standardu złota. Kto wie.. może za lat kilka dolar amerykański będzie oparty na stabilnym dolarze zimbwaweńskim?

Patrząc jednak na wykres porównujący bazę monetarną, to kredytu ogółem, to Bernanke ma jeszcze trochę manewru :).

fed

Po opisaniu tego kontekstu, można wrócić do wpisu Steve Keena „the roving cavaliers of credit”.

Kenn model mnożnika kredytowego opisuje twierdząc, że zawiera dwie tezy

The creation of credit money should happen after the creation of government money.

Kreacja kredytowego pieniądza powinna nastąpić po kreacji rządowego pieniądza (bazy – AD)

Z oczywistych względów nie zawsze się tak dzieje. Prezes Banku centralnego nie może zmusić banki i ludzi do udzielania i zaciągania kredytów.. może im tworzyć sprzyjające warunki drukując nowe pieniądze, ale sam fakt kreacji nie zależy bezpośrednio od niego.

The amount of money in the economy should exceed the amount of debt, with the difference representing the government’s initial creation of money.

Ilość pieniędzy w gospodarce powinna przekraczać dług (jaki dług? -AD ) o różnice, którą reprezentuje pierwotne stworzenie rządowych pieniędzy (Bazy – AD)

I to się zgadza, jeżeli patrzymy na system bankowy. Ilość pieniędzy w gospodarce przekracza ilość kredytów o wysokość bazy co jest wykazane na rysunkach. Nie wiem jednak, co Keen rozumie przez słowo „dług”. Jeżeli cały dług w gospodarce, to z oczywistych względów jest go więcej, gdyz nie każdy dług jest kredytem. Weźmy pierwsze z brzegu fundusze pieniężne MMF, bądź banki inwestycyjne, które same finansują się obligacjami i udzielają pożyczek prywatnym ludziom poprzez wszelkiej maści SIV’y czy CDO.

Keen zauważa, że najpierw są tworzone pieniądze kredytowe, a potem następuje zwiększanie bazy

Rather than fiat money being created first and credit money following with a lag, the sequence was reversed: credit money was created first, and fiat money was then created about a year later.

Jest to dość prosta obserwacja, jeżeli spojrzymy na 3 rysunek. Banki nie wykorzystują maksymalnie możliwości kredytowych jakie im daje baza monetarna i jeżeli czują dobrą koniunkturę, to powiększają akcje kredytową w ramach swoich możliwości. Bank centralny może, ale nie musi powiększyć bazę, ale z reguły to robi i tym samym ułatwia jeszcze bardziej powiększanie się akcji kredytowej.

W tym momencie Keen słusznie przytacza słynną już wypowiedź Bernanke’go

Like gold, U.S. dollars have value only to the extent that they are strictly limited in supply. But the U.S. government has a technology, called a printing press (or, today, its electronic equivalent), that allows it to produce as many U.S. dollars as it wishes at essentially no cost.

By increasing the number of U.S. dollars in circulation, or even by credibly threatening to do so, the U.S. government can also reduce the value of a dollar in terms of goods and services, which is equivalent to raising the prices in dollars of those goods and services. We conclude that, under a paper-money system, a determined government can always generate higher spending and hence positive inflation…

If we do fall into deflation, however, we can take comfort that the logic of the printing press example must assert itself, and sufficient injections of money will ultimately always reverse a deflation.

Tak jak złoto, amerykańskie dolary mają wartość tylko dlatego, że jest ich ograniczona ilość. Lecz rząd amerykański ma technologię zwaną prasą drukarską (lub jej dzisiejszy elektroniczny odpowiednik), która umożliwia wyprodukowanie dowolną ilość dolarów na życzenie po praktycznie zerowym koszcie

Poprzez zwiększanie dolarów w cyrkulacji lub nawet poprzez straszenie, że to się zrobi, rząd USA może zmniejszyć wartość dolara w stosunku do towarów i usług, co jest odpowiednikiem wzrostu ich cen. Nasza konkluzja jest taka, że w systemie papierowego pieniądza, zdeterminowany rząd może zawsze wygenerować zwiększone wydatki i tym samym większą inflacje.

Jednakże jeżeli wpadniemy w deflacje, możemy użyć naszej prasy drukarskiej i poprzez odpowiednie zastrzyki pieniężne, możemy zawsze odwrócić deflację.

Nie wiem czy Bernenke wierzył w to co mówił w przemówieniu z 2002 roku,  ale prawdopodobnie dzięki niemu dostał posadę szefa FED. Oczywiście nie zawsze można wywołać inflacje, bo papierowego pieniądza podług kredytu jest około 5 razy mniej, jeżeli jednak FED będzie drukował tak jak drukuje, to w końcu zadrukuje całe agregaty pieniężne (patrz tez wpis „Hiperinfacja„) i znajdziemy się w modelu a’la Zimbwawe. Lecz kto będzie wtedy akceptował amerykańskie dolary?

Koniec części 1.

Tagi: , ,