Wpis gościnny Wojciech Majdy, założyciela Polskiego Instytutu Permakultury.
Zapewne wielu Czytelników tego bloga jest libertarianami. Wiele osób również uważa, że libertarianizm jest niemożliwy do zrealizowania, że to utopia itp. Czy można w Polsce jakoś wspierać tę ideologię, ten wolnościowy sposób myślenia? Czy można przyczynić się jakoś do tego, by Polska była wolnym krajem? Na pewno działanie w ramach partii politycznych nie pomoże – przecież partie to grupy osób, których celem jest przejęcie władzy. My przecież chcemy, by władza była w rękach jednostek, a nie w rękach „naszej grupy”.
Jesteśmy w stanie coś zrobić, poza spędzaniem dziesiątek godzin na forach internetowych i „przekonywaniem” ludzi, którzy i tak nie dają się przekonać?
Możemy i to w iście libertariański sposób – zaczynając od siebie i nie używając żadnej przemocy. Protestujemy za pomocą najpotężniejszej broni jaką posiadamy – portfelem. Ograniczamy konsumpcję opodatkowaną, a zwiększamy konsumpcję nieopodatkowaną. Nie namawiam do łamania prawa – wszystko co robimy będzie zgodne z prawem. Chyba tylko głosując kieszenią możemy wywrzeć jakiś wpływ na państwo. Chodzi o produkcję własnej żywności w ogródku, czy na działce.
Według Wikipedii w 2008 roku dochody do budżetu RP z podatku VAT wyniosły 111,7 mld zł, co stanowiło ponad 48% dochodów podatkowych i ponad 45% dochodów budżetu RP. Według GUSu Polacy wydają na żywność około 48% swoich dochodów. Upraszczając sytuację można domniemywać, że znaczna część VATu pochodzi właśnie z opodatkowania żywności. VAT na produkty nieprzetworzone wynosi 7% na produkty przetworzone 22%. Jeśli zatem część naszej żywności wyprodukujemy sami, to automatycznie tego podatku nie zapłacimy. VAT nie jest oczywiście jedyną daniną, która jest pobierana w zamian za przywilej kupowania żywności. Ktoś przecież musi tą żywność dowieść, używając mocno opodatkowanego paliwa. Dochodzi do tego CIT sklepu, ZUS jego pracowników…
Pieniądze zaoszczędzone na wydatkach na jedzenie możemy wykorzystać w jakichś przyjaźniejszych ludziom jurysdykcjach lub możemy po prostu mniej pracować zarobkowo, czym dalej sprawimy, że nadmierne dochody państwa się zmniejszą.
Uważni Czytelnicy mogą zauważyć zaraz, że przecież i tak wydamy pieniądze na nawozy, nasiona, sadzonki, pestycydy… a więc zapłacimy i tak podatek, tylko od innych produktów. Będzie tak, jeśli będziemy chcieli podążać mainstreamowym nurtem w ogrodnictwie i opierać naszą produkcję żywności o rośliny jednoroczne. Nie zwiększymy opodatkowanej konsumpcji, jeśli wykorzystamy zasady permakultury i posadzimy leśny ogród, czyli ogród, który w swej strukturze naśladuje las. Jest to las, w którym większość roślin to rośliny wieloletnie, które dają jadalne plony. I tak górne piętro drzew tego „lasu” nie składa się z lip, tylko jabłoni, lub kasztanów chińskich. Na ich pniach wspinają się jadalne pnącza, jak mrozoodporne kiwi, albo winorośl. Poniżej drzew rosną krzewy, które nieźle owocują w cieniu, jak porzeczki czerwone, czy jagody goji. Glebę okrywa warstwa żywej ściółki w postaci poziomek i truskawek. Dodatkowo możemy drzewka w naszym ogrodzie zaszczepić grzybnią grzybów jadalnych – nie dość, że będziemy mieć smaczne grzyby, to jeszcze poprawimy kondycję naszych roślin.
Nawozy? Wystarczy zastosować rośliny wiążące azot z powietrza (jak np. bardzo zdrowy rokitnik zwyczajny) lub od czasu do czasu ulżyć sobie pod drzewkiem. Mocz to najnaturalniejszy nawóz bogaty w azot, potas i mnóstwo mikroelementów.
To tylko jeden z setek sposobów w jaki można wykorzystać naturę do tego, by Urząd Skarbowy dowiedział się o naszym proteście. Inne to np. wykorzystywanie odpadów (kompostu) do produkcji energii lub bluszczu jako żywej izolacji. Kto by pomyślał, że znajomość ekologii może być największą bronią libertarianina? Jak się człowiek zastanowi, to nie ma w tym jednak nic dziwnego – przecież libertarianie to zwolennicy praw naturalnych.
O innych sposobach jak możesz produkować zdrową żywność, przygotować swój dom na Peak Oil, zmniejszyć koszty życia i poprawić jego jakość możesz przeczytać na blogu Polskiego Instytutu Permakultury. Dzięki wykorzystaniu zasad promowanych przez permakulture możesz dać do zrozumienia establishmentowi, że nie akceptujesz obecnej sytuacji. Jak mawiali starożytni “Owce należy strzyc a nie obdzierać ze skóry”. Współcześni politycy najwyraźniej o tym zapomnieli.










40 Responses
Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.
dzięki za odkrycie dla mnie tego bloga:)
Będę sobie musiał na nowo rozplanować działkę:)
Pozdro,
Z całym szacunkiem, ale prowadzenie własnego ogródka w formie protestu przeciwko ustrojowi, brzmi niepoważnie.
@Adam
a jaki masz inny pomysł?
Generalnie byłbym więcej niż szczęśliwy mogąc wykorzystać rady Wojtka, tyle, że do tego trzeba mieć ziemię… cóż życie w dużym mieście ma swoje wady.
Na taki ogród trzeba czekać co najmniej 20lat, ale polecany blog i tak świetny, dużo ciekawych pomysłów.
@smootnyclown
Mam nadzieję, że będzie przydatny
@Adam
Może brzmi niepoważnie, jednak tak to wygląda w rzeczywistości.
Przerobienie ogrodu, to tylko początek, bardzo ważny, ale początek. Jeśli “ulepszysz” cały dom, to już oszczędności są znaczne. Zauważ Adam, że w Polsce dzień wolności podatkowej przypada jakoś w czerwcu. Jeśli Twoja opodatkowana konsumpcja jest mniejsza, to automatycznie Twój prywatny dzień wolności podatkowej nadchodzi wcześniej, bo możesz więcej pracować “na swoim” (bez dzielenia się z fiskusem). Ewentualnie możesz wydać pieniądze w kraju, gdzie dzień wolności podatkowej jest wcześniej (np. kupując ebooka). Opodatkowanie żywności moim zdaniem jest wyjątkowo skuteczną i perfidnym sposobem opodatkowania – ludzie przecież muszą jeść, tego nie da się outsourcować. Co ciekawe to kolejny przykład, który pokazuje jak państwo dba o biednych.
@ Polski Instytut Permakultury
Vat na żywność wynosi 7 %. Lepiej już zrezygnować z konsumpcji innych produktów. Wysoko opodatkowana jest benzyna. Czy w następnym wpisie zaproponujesz sprzedaż samochodu i chodzenie piechotą?
“Obecnie obowiązują trzy stawki podatku VAT na żywność: podstawowa 22% oraz obniżone 7% i 3% mające odniesienie do produktów rolnych i żywności nieprzetworzonej. Stawka 3%, podobnie jak 7% stawka na usługi gastronomiczne, jest niezgodna z zapisami VI Dyrektywy i jako taka została zaakceptowana jedynie na okres przejściowy tj. do kwietnia 2008 r.
Plany podwyżki stawek VAT w 2008 r. były zapisane w traktacie akcesyjnym i są one wynikiem konieczności dostosowania polskiego systemu podatkowego do wymagań Unii Europejskiej. Zmiana w VAT ma doprowadzić do ujednolicenia stawek obowiązujących w Polsce i UE. ”
http://www.pfpz.pl/nowosci/?id_news=215&lang_id=1
Co do benzyny, to nie będę się za bardzo na ten temat wypowiadał – dużo więcej może powiedzieć Krzysztof Lis z http://www.drewnozamiastbenzyny.pl/ – on ma specjalistyczną wiedzę na ten temat
Choć nie da się ukryć, że jeśli wiele osób by tak postąpiło, to uderzyłoby to rząd po kieszeni. Pewnie również doprowadziłoby to do zmiany polityki podatkowej w dłuższym okresie. Nie zmieni to jednak faktu, że nasze życie przez jakiś czas byłoby “mniej opodatkowane”, zatem pole naszych możliwości zwiększyłoby się trochę.
Ja co najwyżej mogę polecić kilka systemowych, dzięki którym zmniejszy się zapotrzebowanie na benzynę, czy ogólnie paliwa kopalniane w rolnictwie. Dzięki temu będziemy bardziej PeakOilOdporni. Jeśli chcemy by nasze państwo było wolne musimy zacząć od siebie. Wszystko co opisałem w tym wpisie, sprawi, że nasze życie będzie lepsze, czy chcemy protestować, czy nie…
@Mitia. Rzeczywiście do posiadania leśnego ogrodu trzeba mieć trochę ziemi. Nie jest jednak tak, że trzeba mieć hektary. Zasady rządzące takim ogrodem można wykorzystać gdy się ma chociaż małą działkę. Zamiast drzew dorastających do 20 metrów wykorzystuje się takie na podkładkach karłowatych. Wtedy co prawda więcej musisz przy takim ogrodzie robić, ale również możesz wykorzystać przestrzeń pionową nawet małego drzewka…
@artur xxxxxx
By wykorzystać zasady “leśnego ogrodu” wcale nie trzeba czekać 20 lat. Przykładowo sadzisz jabłonkę tej wiosny i wysiewasz dookoła np.fasolkę szparagową. Musisz trochę uważać, by fasola nie zagłuszyła drzewka, ale pierwszy plon masz już w kilka miesięcy po posadzeniu. Dodatkowo taka fasola wiąże azot z powietrza, więc dodatkowo nawozi drzewko…
Podobnie można wykorzystać nasturcję większą jako jednoroczne, sałatkowe pnącze. Ona co prawda nie wiąże azotu, ale pikanterii rzeczom dodaje (smakuje jak skrzyżowanie rzeżuchy z rukolą) . Rośnie jak głupia
http://roslinyuzytkowe.blogspot.com/2009/10/nasturcja-wieksza.html
Dodam jeszcze, że w międzyczasie tzn zanim dorosną nasze drzewa możemy uprawiać “normalne” warzywa typu marchewka, pietruszka – przecież jak drzewka są małe, to jeszcze mało cienia rzucają. Ogólnie jednak w systemach permakulturowych dąży się do używania jak największej ilości roślin wieloletnich – z nimi po prostu mniej roboty jest…
A tak w ogóle dziękuję za komplement
Jeśli chodzi o samochód – to może trzeba się częściej przesiadać na rower? :> Oczywiście, czasem trzeba coś zawieźć, czasem jedzie się daleko, ale chyba każdy w końcu tak przywyka do ogrzewanej/klimatyzowanej kabiny i miękkiego fotela, że wybiera samochód dla komfortu, nie z konieczności…
Z całym szacunkiem, ale prowadzenie własnego ogródka w formie protestu przeciwko ustrojowi, brzmi niepoważnie.
no. lepiej przeciwko ustrojowi głosować za ustrojem, nie:D
Z całego serca jestem za takimi pomysłami, ale spójrzmy prawdzie w oczy: po pierwsze, mało kogo stać na taki eskapizm, bo ziemia uprawna kosztuje (nawet głupia działka w ogródku działkowym w mieście); po drugie – doglądanie własnych plonów zajmuje czas; po trzecie – uprawa ogródka jest drastycznie droga, nieporównywalnie droższa, niż zakup żywności w sklepie, włączając wszelkie podatki w niej zawarte. Jedyny sens, jaki widzę w takim rozwiązaniu, to kwestia zdrowia – pełna kontrola nad jakością tego, co się je. No i niestety, jest to rozwiązanie raczej dla osób bogatszych, niż biedniejszych. Nie jest też skalowalne jako protest/ominięcie podatków – nie da się w ten sposób ograniczyć płaconego VATu od żywności w skali kraju więcej, niż kilka procent…
panika2008
Sporo ludzi mieszka w domkach jednorodzinnych w których zazwyczaj jest jakiś kawałek ogródka.
Dla innych rzeczywiście kupowanie czy wynajmowanie działki możne nie być ekonomicznie najbardziej opłacalne.
Jeżeli chodzi o czas. To właśnie wszystko jest kwestią tego jak się zaprojektuje ogród. Jeśli chcesz mieć w nim marchewkę, sałatę itp. to rzeczywiście ich uprawa będzie dość czasochłonna. Jeśli oprzeć ogród o rośliny wieloletnie, to nakład pracy jest znacznie ograniczony. Martin Crawford na zarządzanie 8000 m2 (0,8 ha) zużywa 10 dni w roku. Byłem tam, widziałem ten jeszcze młody leśny ogród. Chwastów w nim praktycznie nie ma, bo jedna celowo zasadzona roślina jadalna konkuruje z drugą celowo zasadzoną rośliną jadalna. Jeśli jakaś zbyt mocno się rozpanoszy to po prostu częściej na obiad będzie – aż do powrotu do równowagi. Ile zajmowałoby doglądanie leśnego ogródka o powierzchni 200m2 ?
Co do tego, czy to jest dla bogaczy, czy biednych. Biedni również bywają bezrobotni. Często przez kilka miesięcy pozostają bez pracy – wtedy taki leśny ogród może pomóc im przetrwać ciężkie czasy, pracy innej i tak nie ma. Gdyby tylko w miejsce co trzeciej tui posadzić jakąś jabłoń, czy orzecha laskowego.
Może zmniejszymy dochody do budżetu tylko o kilka procent (co najwyżej), ale tytuł wpisu sugeruje, że w ogrodzie ZACZYNA się libertarianizm. Permakultura, to holistyczny sposób podejścia do tematu. Można również wykorzystać takie rzeczy jak liście, (których na jesień w miastach pełno) i wytwarzać z nich energię cieplną. Koszty skonstruowania takiego systemu nie są duże. Wersja najbardziej podstawowa, to zbiornik, wąż ogrodowy (z 50 metrów) no i materiał na kompost). Cena za ogrzewanie domu zimą, czy za ciepłą wodę użytkową spada. Fakt, nie za bardzo nadaje się ten system zastosować w bloku, ale w innych sytuacjach (np. jak ktoś mieszka na działce). Dlatego uważam, że permakultura zwłaszcza przyda się ludziom o niskich dochodach.
Nagle słynny gazowy “dea”l, który załatwił nam wice premier W. Pawlak. nie brzmi aż tak strasznie. http://bezdekretu.blogspot.com/2010/01/wicepremier-pawlak-wiezien-bez-dylematu.html
Co jednak, my zwykli ludzie możemy z tym zrobić? No właśnie stosować zasady permakultury.
Ja – mieszkaniec bloku mój permakulturowy biznes rozkręcam w akwarium o wymiarach 30×40x25 cm
Sam jeszcze jestem biedny, można powiedzieć, żem gołodupiec:) Mój cały majątek, to laptop i 17letni samochód marki Cinqueciento. Nie mam jeszcze nawet kawałka ziemi, jednak mój przyjaciel ją posiada. Użycza mi kawałek pola, dzięki temu nie posiadając na własność nawet kawałka pola mam możliwość uprawy swojego własnego jedzenia.
Jeśli ktoś chce, to może. Wystarczy się przejść po jakimś osiedlu i zobaczyć kto ma zaniedbany ogród. Zwykle to są jacyś emeryci. Można iść na układ z właścicielem, że w zamian za użyczenie i zadbanie o ogród będzie można zabierać 50 (czy ile się tam umówi z właścicielem) procent zbiorów.
@PIP
Chyba nie doceniasz kreatywnosci urzedasa
W momencie upowszechnienia Twojej idei wyjda z jakims podatkiem albo koncesja, ktora ja ustawi w szeregu
P.S. Sam pomysl mi sie podoba, chociazby ze wzgledow zdrowotnych
tak niedorzecznego wpisu nie czytalem od miesiecy :<
jak popularyzujesz ogrodki bo lubisz ogrodnictwo to ok
jako sposob walki z systemem osmieszasz sie
moze czas poswiecony na ogrodnictwo przeznacz na nauke/prace i za pare lat bedziesz mial pare ha pod miastem a nie akwarium na parapecie :<
zejdzcie na ziemie panowie
@Adam Duda
To Twoje podworko ale jako gosc mam nadzieje, ze tolerancja dla takich komentarzy jak omfgO_O jest umiarkowana
Drogi OMFG O_0
Smutny jest Twój komentarz, bo każesz drugiemu człowiekowi wyzbyć się swej pasji, bo coś nie pasuje do Twojego stylu życia. Nikt tu nie popularyzuje walki z systemem, bo też nikt nie walczy. Tematem wpisu IMO jest szukanie swojej własnej niezależności i czasami to kosztuje, czasami to wygląda niedorzecznie.
osobiście mam bardzo pozytywny stosunek to permakultury, coś co w wielu krajach działa bardzo fajnie i może się bardzo dobrze uzupełniać z wchodzącą na rynek polski modą na domy pasywne.
Wróże Wojtkowi, że będzie miał te swoje kilka HA pod miastem, i to z pracy projektowania takich własnie mini działek, wbrew Twoim radom.
Jeżeli upatrujesz się tutaj jakiejś walki z systemem to radzę samemu zejść na ziemie i zając się własnym życiem, zamiast szukania sposobu na walkę z wiatrakami.
Jak mawiał mój nauczyciel matematyki “w tym szaleństwie jest metoda”
.
@brocki
Niestety zgodzę się z Tobą. W tym momencie użytkownicy samochodów elektrycznych jeżdżą prawie za darmo, jednak jeżeli będą popularniejsze to urzędnicy nie przepuszczą takiego źródła dochodów. Zyskują innowatorzy (oni też najwięcej ryzykują)
@omfgO_O
Dziękuję za życzenia hektarów, z Bożą pomocą się to stanie.
powiedz mi proszę omfgO_O ile zapłaciłeś zmią 2008/2009 roku za ogrzewanie swojego domu? Czy wiesz, że 22% ceny węgla to VAT? Czy wiesz, że na ogrzanie przeciętnego domu potrzeba około 3000zł rocznie? Policz sobie sam o ile jesteś w stanie zmniejszyć przychody budżetowe państwa używając kompostu.
Jedni hodują świnie, które karmią paszą w chlewie, za które dostają około 5zł za kg. Inni hodują coś za co dostaną 300zł za kg i mogą to karmić resztkami ze stołu .Ja tak się składa hoduję to w akwarium:) w domu. Jak tylko przyjdzie wiosna, to produkcja rusza na całego
@ Adam Duda
Rozmawialiśmy już nt. państwa i “walki z systemem”. Ja (jako osoba prywatna – Wojciech Majda) uważam, że państwo opodatkowuje nas za bardzo, że odbiera nam za dużo. Racjonalne z mojej strony jest dążenie do minimalizowania tego obciążenia. Jako libertarianin chcę by inni też znali te sposoby, by mieli ciut większy zakres “wolności”. Posiadanie swojego ogródka to właśnie krok w tym kierunku.
wojtek
tych podatków w cenie węgla jest znacznie więcej. jest akcyza na paliwo, bo ten węgiel trzeba dowozić, sa zusy górników, pit górników, cit kopalni i PKP, znacznie więcej jest podatkó w węglu, zresztą tak samo i w żywności jak tylko Vat, który widzisz na paragonie
Racja, w sumie nie wiem czemu nie liczyłem tego… W każdym razie ciepło z kompostu, to dobry, tani i mało skomplikowany sposób pozyskiwania energii. Dzięki temu, że jest prosty mało rzeczy jest w stanie się zepsuć. A jak się już zepsuje, to taśmą izolacyjna można naprawić “zepsutego” węża ogrodowego:)
Jakby kogoś interesowało, to pod tym linkiem jest filmik, który pokazuje prysznic ogrzewany na kompost.
http://www.youtube.com/watch?v=CT3Uz_sW0tI
I znowu wpis o tym, że wszystkie podatki są wliczone w cenę produktów????
Chyba jednak ciągle obowiązują stawki 3 i 7%.
Obawiam się, że omfgO_O ma sporo racji co z tego, że nie zapłacimy VAT jak rząd zaciągnie kolejną pożyczkę którą będzie trzeba spłacić?
Obniżka podatków czy też ich nie płacenie nie jest metodą. Jedynym sposobem na obniżenie ciężaru opodatkowania jest obniżka wydatków państwa. Rząd musi, w ten czy inny sposób, zebrać dokładnie tyle ile wydaje. Obniżenie wydatków jest więc warunkiem koniecznym i wystarczającym na ulżenie podatnikom.
Tak więc pomysł ciekawy lecz niestety chybiony.
Panie Stanisławie a jak obywatel może wpłynąć na wydatki zadu ? Zabrzmi to przewrotnie ale im szybciej Polska zbankrutuje tym szybciej naród pójdzie po rozum ( albo i nie ale jest szansa) bo w życiu żaden liczący się polityk nie zaproponuje takiego rozwiązania. Kwestią jest czy chcemy trwać w agonii przez lata czy dobić trupa, pozabierać przywileje i iść do przodu.
dobry pomysł, ale zastanawiam się dlaczego właściwie nie łamać prawa w walce z opresyjnym rządem? ja jak tylko mogę łamię prawo i nie płacę podatków albo płacę mniejsze
Spojrzmy na to chocby pod katem Peak Oil.
1.Peak Oil nie nadejdzie.W tym wypadku wiekszosc zywnosci na rynku to bedzie zywnosc GMO,hydroponika itp.Ale nawet w takim wypadku zawsze znajda sie bogatsi klienci ktorzy nie chca “plastikowego jedzenia” (ogolnie klasy wyzsze)z supermarketu i dobrze zaplaca za ekologiczna zywnosc.Czyli w tym wypadku to dobry pomysl na biznes oraz spsob na nieco zdrowsze odzywianie sie przecietnego obywatela(bo cos tam z wlasnego ogrodka zawsze podje).
2.Peak Oil nadchodzi.W takim wypadku nowoczesne rolnictwo schodzi na margines.Zywnosc GMO,hydroponika itp zostaja tylko ciekawostkami a nawet klasyczne rolnictwo oparte na nawozach sztucznych itp zalamuje sie(ropa do podstawa do wywtarzania wielu nawozow sztucznych,paliw itp).W tym scenariuszu permakultura z jej wysoka niezaleznoscia od przemyslu chemicznego,skomplikowanych maszyn itp a jednoczesnie wysoka wydajnoscia to bedzie podstawa i jedyny ratunek.
Jak do tego dodamy ekologicznosc tej metody oraz mozliwosc zapewnienia sobie bezpieczenstwa zywnosciowego kraju to gra jest warta swieczki.
Dla mnie ta idea(permakultura)to przelom porownywalny z Zielona Rewolucja.Jedyny problem z permakultura jest taki ze nie daje ona zarobic wielkim koncernom chemicznym itp wiec beda one blokowac ten pomysl.
@Stanisław Chmielewski
Oczywiście sami świata nie zbawimy. Permakultura skupia się na “naszym obszarze możliwości”. Daje nam realne narzędzia do poprawy naszego małego świata.
Jak nowynarod pisze, jaki zwykły obywatel ma wpływ na rząd? Jaki możemy wpłynąć (mam na myśli ja – jako osoba prywatna) na to, że rząd przestanie nas zadłużać? Niewielki, by nie rzec, że żaden niestety.
o parmakulturze było kiedyś na peakoil
http://forum.oilpeak.pl/about539-0-asc-0.html
Kurde.. to aż cztery lata temu… czas leci
anyway.. zdjęcia jakimś cudem zniknęły
Jakbyś Wojtek je chciał to zwróć się do Kavy.. Ona na pewno Ci pomoże
@panika2008
“Jedyny sens, jaki widzę w takim rozwiązaniu, to kwestia zdrowia – pełna kontrola nad jakością tego, co się je”
Pomysł jest godny przemyślenia, ale wymaga sporego samozaparcia;-) Początkującym polecam kilka skrzynek na balkon i posianie tam sałaty oraz rzodkiewki, nie dla oszczędności, ale dla doświadczenia – pouczajace!
Dla oszczędności i mniejszych podatków polecam natomiast zakup żywności bezpośrednio od rolników, np ziemniaków, żywca, które ubój można dokonac w pobliskiej masarni, albo umówić się tamże na odbiór gotowego rozparcelowanego mięsa;-) Można też zaoszczędzić samemu przyrządzając jedzenie z produktów nieprzetworzonych (7%VAT). Raz, ze lepiej wiemy, co jemy, a dwa, że wspólne gotowanie spaja rodzinę;-)
Polecam też to domowy wyrób piwa, wina i mocniejszych trunków;-), a na bazie uzyskanych mocniejszych alkoholi można tworzyć lecznicze maceraty. Leczyć sie też można taniej ziołami (dla lżejszych przypadków), z mieszanek sporządzanych osobiście. Jeśli lekarz już rozpoznał dolegliwość, to można ją leczyć, a leczenie ze znawca skonsultować;-) W poradnikach zielarsko-medycznych pełno jest podanych mieszanek ziołowych, poczynając od prostych syropów na kaszel, poprzez leki na nadcisnienie, a na lekach na przewlekłe choroby kończąc. Nic też nie szkodzi, aby w doniczkach sobie zioła;-) sadzić. Polecam http://januszdabrowski.prv.pl/Serwis/Rosliny/index.html żeby przez przypadek nie tych, co trzeba konopi nie posiać;-)
Wszystko oczywiście trzeba robić z głową, bo czasami mam wrażenie, jakby co niektórzy uzytkownicy Internetu sami leczyli sie blekotem;-)
@nowynarod, PIP
Jak obywatel wpływa na wydatki rządu? Oczywiście za pośrednictwem partii politycznych. Nie ma takiej dziś?
No to może najwyższy czas ją stworzyć?
W tym tygodniu przez chwilę słuchałem w radio relacji z przesłuchań komisji. I dochodzę do wniosku, że dzisiejszy premier jak i też poprzedni nie mają nic intelektualnie do zaoferowania. Obecny premier nie rozumie, że ustawą hazardową wycina konkurencje LOTTO i innym kasynom.
Poprzedni premier miał genialny pomysł aby zabierać ludziom którzy drobny hazard uważają za świetną rozrywkę i dawać tym którzy za rozrywkę uważają teatr. Ciekawe czy każdą sztukę teatralną uważa za tak wartościową czy też repertuar państwowych teatrów też chciał sam układać.
Przesłuchujący ich posłowie też jakoś nie potrafili odkryć na czym na prawdę polegała afera hazardowa.
Wniosek jest jeden, przeciętny czytelnik tego blogu jest na poziomie wyższym niż osoby o których mowa powyżej.
Można stworzyć partię której celem będzie państwo minimum, taka partia może przejąć władzę, potrzeba tylko chęci ludzi.
Nowynarod nie ma polityka któremu możesz zaufać a dostrzegasz, że polityka to 50% Twoich pieniędzy? Może czas samemu zostać politykiem?
HansKlos powiedział:
Gdzież byś przecież nawoływał do nielegalnego wytwarzania bimbru
“Polecam też to domowy wyrób piwa, wina i mocniejszych trunków;-),”
Oczywiście polecenie dotyczące domowej produkcji mocniejszych trunków tyczy się tylko obywateli innych państw niż Polska
@Stanisław Chmielewski
Na działalność w partii politycznej przeznaczyłem kilka lat, mojego młodego życia. Głosować zawsze głosuję… I co z tego?
No właśnie mamy efekty (nie głosowałem na PO, ani PSL). System polityczny mamy tak stworzony, że żeby partia weszła do Sejmu musi mieć w całej Polsce minimum 5%. Jakich pieniędzy potrzeba do stworzenia partii, która posiada struktury w całej Polsce?
No takich, że trzeba wyłożyć miliony złotych na reklamę itd. Inaczej media uznają Cię za “nie wartego uwagi”. Podobnie zostanie się zamilczanym na śmierć, gdy mówi się o takich rzeczach jak państwo minimum. Są ludzie i grupy w Polsce, którym to baardzo nie na rękę.
Ja się do polityki nie nadaję, tak “merytorycznie”(brak wykształcenia) . Jak i brak pieniędzy – uważam, że trzeba mieć “normalną”, dobrze płatną pracę, by nie być zmuszonym być przy korycie za wszelką cenę.
“Obecny premier nie rozumie, że ustawą hazardową wycina konkurencje LOTTO i innym kasynom.”
Wydaje mi się, że on doskonale o wszystkim wie, tylko łatwiej rżnąć głupa.
@PIP: domowe wytwarzanie bimbru jest legalne, jeśli na własny użytek (bo co nie jest zakazane, jest dozwolone). Są co prawda na ten temat rozbieżności i kilka wyroków sądów niższej instancji o przeciwnym brzmieniu, ale zapewniam Cię, że nie ma takiego paragrafu, który by to zakazywał i szczerze mówiąc dziwię się, że w żadnym z tych przypadków sprawa nie trafiła do Strassburga, bo zwycięstwo jest murowane.
W kwestii obniżenia strumienia VATu do kasy Państwa: uważam, że lepszym rozwiązaniem jest zaopatrywanie się raz na jakiś czas w ilościach hurtowych lub półhurtowych, na giełdach owocowo-warzywnych. Korzyści z tego tytułu wynika kilka:
1. Ograniczenie strumienia VAT-u. Jeszcze u żadnego rolnika sprzedającego prosto z Żuka lub na małym straganie nie widziałem kasy fiskalnej lub choćby paragonów.
2. Bardzo niskie ceny przy zakupie większych ilości warzyw/owoców. Wydajność i ekonomiczność produkcji zawodowych rolników będzie zawsze większa niż w przydomowym ogródku.
3. Oszczędność czasu, który przy braku zdolności ogrodniczych może o wiele lepiej wykorzystać.
4. Duży wybór gotowych produktów, brak ryzyka utraty plonów np. w przypadku suszy, działania szkodników itp.
5. Wsparcie lokalnego rolnictwa – to już niejako przy okazji.
Nie neguję korzyści wynikających z posiadania ogródka przy domu – sam niewielki posiadam, ale uprawiam go czysto hobbysycznie i nie wyobrażam sobie (przynajmniej w obecnej sytuacji) całkowitego uniezależnienia się od dostaw zewnętrznych dzięki tylko samemu ogródkowi.
Odpowiedzią na terror podatkowy państwa może być terror.
@E.G
Możemy też powrócić do wymiany barterowej. I tym samym zaliczyć krok wstecz w rozwoju cywilizacyjnym o jakieś 3 tysiące lat. O to chodzi?
@stanisław chmielewski
Podobnego argumentu używają socjaliści: “kapitalizm to ustrój sprzed 100 lat, czy ludzkość ma się teraz cofnąć w rozwoju, gdy znane są już zdobycze socjalizmu?”. Otóż czasem warto obejrzeć się za siebie i sprawdzić, czy nie zabrnęliśmy w ślepą uliczkę. Poza tym nie pisałem nic o barterze i nie uważam, aby konieczne były aż tak daleko idące zmiany.
@stanisław chmielewski
Barter jest w pewnych sytuacjach dużo lepszą formą wymiany niż “nowoczesny” pieniądz. Przykład:
Polski 20 lat temu, czy Zimbabwe obecnie.
Moim zdaniem permakultura proponowana powyżej to powrót do gospodarki naturalnej, czyli produkujesz żywność dla siebie, bo musisz. Tymczasem ja robię(i lubię ) inne rzeczy duuużo lepiej niż pielenie rzodkiewki i jest rzesza ludzi ,którzy chcą mi za to płacić. 10-15% zarobków mogę przeznaczyć na dobre jedzenie , które produkują inni fachowcy , a jak będę chciał coś extra to przeznaczę 20%… Pozostały po pracy czas/pieniądz spędzam z rodziną , rozwijam się zawodowo, odpoczywam. W swoich permakulturowych kalkulacjach autor nie bierze pod uwagę poświęcenia czasu, a tymczasem to decydujący czynnik w naszym życiu. Jeśli cały dzień będę uprawiał ogródek,orał , siał , zbierał , oszczędzał to nie mam chwili na to co mogę robić lepiej i co mogę sprzedać na rynku.
@mizio: jest jednak więcej argumentów na plus. Praca przy pieleniu ogródka oczywiście nie jest specjalnie efektywnym ekonomicznie zajęciem dla np. specjalisty od budowy mostów albo bankiera, ale dla niektórych ludzi (np. dla mnie, mimo, że bardzo dawno tego nie robiłem) jeśli praktykowana w ograniczonym zakresie, to jest to a) rozrywka b) odskocznia od monotonii pracy “w zawodzie” c) ćwiczenie fizyczne. Oczywiście jest to kwestia preferencji, czy chcemy 100% wolnego czasu spędzać z rodziną, czy 80% z rodziną, a 20% z chwastami, czy w jakiejkolwiek innej proporcji.
Możesz z rodziną pielić te chwasty;)
Choć zaraz wojtek powie że w perma nie ma chwastów
Chyba nie tak zaraz, bo Walentynki były i trzeba było zająć się narzeczoną
Adam Duda:
“Choć zaraz wojtek powie że w perma nie ma chwastów”
Nie ma chwastów, są tylko dynamiczne akumulatory
Jak się ściółkuje grządkę, to tych roślin nie ma aż tak dużo.
Oczywiście, jeśli zarabia się przykładowo 200zł na godzinę, to produkcja własnej żywności nie jest “ekonomicznie” opłacalna – z tym nie będę polemizował.
mizio :
“”Moim zdaniem permakultura proponowana powyżej to powrót do gospodarki naturalnej, czyli produkujesz żywność dla siebie, bo musisz”
Nie dlatego, że musisz, tylko dlatego, że chcesz. Chcesz protestować przeciwko podatkom itp.. Trochę przypomina to Ayn Randowy strajk.:)
“Tymczasem ja robię(i lubię ) inne rzeczy duuużo lepiej niż pielenie rzodkiewki i jest rzesza ludzi ,którzy chcą mi za to płacić. 10-15% zarobków mogę przeznaczyć na dobre jedzenie , które produkują inni fachowcy , a jak będę chciał coś extra to przeznaczę 20%”
Nie masz pewności co do jakości tej żywności, tzn zwłaszcza, czy pochodzi z uprawy ekologicznej, czy nie. Wiele było przypadków, że “ekologiczne” jaja nie były nawet od kur z wolnego wybiegu. Sytuacje takie występowały w “bardziej cywilizowanych” Niemczech, jestem pewien, że występują również w Polsce (znam 1 taki przypadek).
Ogólnie chodzi o to, że jeśli sprzedajesz swoje umiejętności na rynku (legalnie), to państwo zazwyczaj ma z tego niezłą działkę.
Continuing the Discussion