Sens OZE cz. 2

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Po wpisie Sens OZE sprzed prawie dwóch lat czas na drugą część, do której sprowokował mnie kolega Solaris ostatnim komentarzem do wpisu o Lodach bambino przemycanych do Laponii.

Drogi Solaris uważa że,

Wspierać powinno się technologie innowacyjne które gwarantują w przyszłości redukcję kosztów. Dlatego cena jaką płaci się za energię powinna być zróżnicowana w zależności od źródła. Niemcy mają taki system od samego początku, finansują połowę światowej fotowoltaiki mimo to energia jest u nich tańsza niż u nas a ceny zielonej energii z roku na rok spadają.

Przyjmijmy na razie założenie, że decydujemy się wypełniać nasze zobowiązanie odnośnie 15% udziału energii odnawialnej w 2020 roku. Odłóżmy na bok całą dyskusje, czy to ma jakikolwiek sens.

Dzisiejszy system wsparcia OZE dotuje jednakowo energię ze źródeł odnawialnych, obojętnie z jakiego źródła. Jest oczywiste, że dzięki temu zbuduje się w Polsce odnoga energetyki odnawialnej najbardziej przystosowana do warunków geograficznych naszego kraju. Dlaczego? Bo będzie po prostu najtańsza.

Dlaczego mamy w naszym kraju dotować energetykę, która nie ma w niej racji bytu? Tak jak na Grenlandii nie będzie dużo energii z biomasy, w Czechach z pływów morskich, na Węgrzech z tam na rzekach, tak w Polsce z fotowoltaiki czy geotermii. Jeżeli mamy cel, a celem jest 15 procent energetyki odnawialnej w 2020 roku, to spełnijmy go w najbardziej odpowiadający dla naszego kraju sposób.

Oczywiście pokutuje tutaj jakże niebezpieczno słowo, a jak popularne wśród polityków jak DYWERSYFIKACJA. Nie możemy skupić się na najefektywniejszej dla nas technologii, musimy mieć wszystkie możliwe źródła OZE. Już samo obecne OZE w dużej mierze jest budowaniem zamków na piasku, a co dopiero zmuszaniem ludzi do budowania ich na wodzie… Do tego się sprowadza dywersyfikacja o budowanie czegoś, co ma jeszcze mniej sensu ekonomicznego i energetycznego.

Oczywiście drogiemu Solarisowi chodzi o to, żeby rozwijać technologię… i żeby ten rozwój finansować. Wielokrotnie się spotkałem z stwierdzeniami, że dotacje do zielonego prądu są po to żeby popchnąć rynek, żeby stworzyć na to popyt.

A ja mówię super!!! To niech to sobie finansują, popychają i tworzą inni.. ja poczekam.

Problem z rozwojem technologii jest taki, że jest bardzo dużo ślepych uliczek w pierwszych stadiach. Pół biedy, jeżeli za te błędy płaci prywatna firma i się na nich szybko uczy, lecz w przypadku dotacji państwowych za błędy firm płaci całe społeczeństwo, przez dekady i to miliardy euro. Płaci prywatnym firmom i co więcej sprawia, że tym firmom opłaca się trwać w błędzie!

Example.

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

System energetyki wiatrowej w Niemczech. Za państwowe pieniądze nabudowali od groma wiatraków po całym kraju. Z wiatrakami jest ten problem, że raz wieje, a raz nie wieje. Sieć energetyczna potrzebuje stałego dopływu prądu, wiec do wiatraków dobudowuje się turbiny gazowe, które uruchamiają się wtedy, kiedy nie wieje. Żeby sterować całym systemem nabudowano centra dowodzenia całą siecią wiatrową i gazową. Jak nie trudno zgadnąć majątek nie jest wykorzystywany efektywnie, bo na przykład turbiny gazowe raz pracują, raz pracują na pół gwizdka albo w ogóle są wyłączone. Jednak mimo wszystko opłaca się to robić!

Rozwój techniki jednak pokazuje, że być może nie były potrzebne te turbiny gazowe, te wpinanie się w sieć… sterowanie tym z niewątpliwie większymi stratami na transformatorach i przesyle. Klaruje się dziś obraz wpięcia energetyki wiatrowej w system ładowania akumulatorów. Być może powstaną stacje wymiany i ładowania akumulatorów dla samochodów elektrycznych, które będą podłączone do 2 hektarów wiatraków. Problem rozwiązany.. gdy wieje, akumulatory się ładują, gdy nie wieje, to się nie ładują.. Nie cierpi ani na tym siec energetyczna, ani nie trzeba budować jakiś dodatkowych turbin gazowych.

Wyobraźmy sobie, że jacyś decydenci stwierdzili w latach 80-tych w Niemczech, że telekomunikacja komórkowa jest tak ważna, że trzeba ją dotować. Wtedy telefony i przekaźniki były bardzo słabe i trzeba było budować dużo przekaźników żeby pokryć nim cały kraj. Dopłaty odnosiłyby się do każdej minuty rozmowy przez telefon komórkowy.

Co by się działo?? Oczywiście naprodukowano i nabudowano by masę telefonów i przekaźników, które po czasie trzeba by było burzyć, gdyż powstała nowa technologia operująca na innych falach. Niepotrzebne przekaźniki byłby burzone i budowano by nowe o wiele bardziej efektywniejsze i pokrywające znacznie większy obszar… tym razem docelowe.

Tymczasem mądra Polska, patrzyłaby na te wariactwa z boku, a polskie firmy dorabiały by się przy okazji na budowie tych niepotrzebnych masztów. Gdy technologia osiągnęłaby poziom gwarantujący rentowność w normalnych warunkach, to i u nas byśmy wybudowali sieć… ale docelową. Jednak o dziwo technologia rozwinęła się bez dotacji… hmmm

Kto za to płaci?

Poprzez system dopłat w danym kraju jest po prostu droga energia. A energia to nie tylko prąd w gniazdku, ale też paliwo na stacji, gaz, węgiel, żywność, ogrzewanie i wszystkie produkty do których produkcji jest używana. Powoduje to nie dość, że spadek konkurencyjności gospodarki i przesuwanie produkcji do innych krajów (Chiny, Indie etc) to również zwiększone podatki oraz drożyznę dla konsumentów. I nie ma się co łudzić, że podatki idą na rozwój swojego przemysłu… nawet jeżeli by tak było, to ten przemysł jest prywatny, a jaki ja mam interes w dopłacaniu do Kowalskiego który akurat produkuje panele słoneczne? Po drugie centra produkcyjne wiatraków, paneli etc i tak się przesuwają do Chin, które gwiżdżą na CO2. Zatem podatki ostatecznie wędrują tam gdzie jest tańsza produkcja, a ta jest tańsza m.in. dzięki tańszej energii. Czy jest coś w tym dziwnego?

Bądźmy realistami… Czy to, że wywalimy ileś tam miliardów na dopłaty do prądu z fotowoltaiki sprawi, że w Polsce zaczną się budować wielkie centra budowy paneli? Wręcz przeciwnie… zaczniemy je sprowadzać z Chin.

Oprócz podatków jest jeszcze inny pośredni efekt dotowania energii jakim jest wzrost długu publicznego. Zabawa w dotacje może przecież pochodzić albo z podatków, albo ze wzrostu długu. Także niech sobie Niemcy testują co chcą ze swoimi instalacjami solarnymi, dotują, wspierają na wszystkie sposoby, bo gdy już doczekają się efektywnej technologii na ich warunki geograficzne, to pewnie zdążą wcześniej zbankrutować, a my kupimy od nich te Solarki za czapkę gruszek. Każdy wie, że najtaniej kupuje się z masy upadłościowej. Przykładem koszt zakupu samochodu z licytowanych kredytobiorców w USA.

Ja rozumiem, że kolega Solaris jest za rozwojem technologii… Chyba każdy jest, ale nie popadajmy w paranoje. Najpierw technologia musi zaistnieć, a dopiero później można ją implementować. Dzisiejszy system wsparcia OZE działa na zasadzie wojskowego manewru „rozpoznania bojem”.

Gdyby farmacja tak wdrażała swoje technologie na rynek, to dopiero byłby raban. Wprowadzamy lek na raka, który nie do końca leczy i powoduje szkodliwe efekty uboczne, no ale państwo dopłaca firmom farmacji do wszelkich procesów sądowych o utratę zdrowia lub funduje renty czy pogrzeby poszkodowanym w nadziei, że firma farmaceutyczna rozwiąże problem efektów ubocznych i lek w końcu zacznie leczyć.

Tak działa dzisiejsze wsparcie OZE, które w zasadzie konserwuje stan rzeczy, a nie popycha je naprzód.

Gdyby Polska chciała koniecznie wpłynąć na rozwój technologii to niech ogłosi konkurs… 2 miliardy do wygrania w zamian za opracowanie patentu za ogniwa fotowoltaiczne o 35 procentowej sprawności za 50 centów za wat mocy. Albo dotować jakiś instytut badawczy, który się tym zajmuje, albo sfinansować Malinowskiemu badania nad tą technologią… Tylko znowu… dlaczego akurat Polska ma za to płacić i dlaczego akurat Malinowskiemu?

A rozwój istnieje, lecz nie dzięki dotacjom a pomimo ich. Przecież istnieje niewykorzystana przestrzeń na wszystkich dachach i murach, gdzie mogły by być zamontowane panele produkujące prąd. To bardzo duża pokusa dla biznesu i niewątpliwie będzie kiedyś wykorzystana. Przełomy już się pojawiają z tym że mimo tego że:

Niemcy (…), finansują połowę światowej fotowoltaiki (…)

… to te przełomy są w USA i Australii od takich firm jak Nanosolar czy Firstsolar, a nie w Niemczech.

Tak.. Niemcy sfinansują, a Amerykanie im sprzedadzą 😀 Ja podziękuje za taki interes, poczekam aż to będzie gotowe.

Motyw z Pulp Fiction zaczerpnięty od Web Development.

Tagi: , , , ,