Polska A, Polska B

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Po ostatnich wyborach jak zwykle pojawiły się dyskusje o Polsce A i Polsce B. Naprawdę nie wiem w czym problem i dlaczego po 20 latach od upadku komunizmu gonimy, żeby wszędzie żyło się na takim samym poziomie. Patrząc na mapę Polski z wyszczególnionymi województwami, łatwo można zauważyć, że dominują województwa Mazowieckie, Wielkopolskiego, Śląskie, Pomorskie i Dolnoslaśkie.

Jest to oczywiście zasługa aglomeracji Warszawskiej, Krakowsko-Katowickiej, Poznańskiej, Wrocławskiej i Gdańska, które ciągną swoje regiony do góry.

Pytanie jest zasadnicze, czy to jest dobre czy złe, że w niektórych miejscach średnia pensja jest dwa razy wyższa niż w innych częściach kraju, a w niektórych wcale nie ma pracy? Czy potrzebujemy równomiernego zrównoważonego rozwoju całego kraju czy też może warto pozostawić wszytko na żywioł?

Oczywiście pod pojęciem zrównoważonego rozwoju kryje się przepompowywanie pieniędzy z lokomotyw wzrostu, czyli z Warszawy, Poznania Wrocławia etc. do tak zwanej ściany wschodniej. W końcu żeby stymulować zrównoważony wzrost, to trzeba mieć pieniądze, a żeby je mieć to trzeba je komuś zabrać. Zabiera się z reguły od tego, kto je ma.

Nie widzę żadnego sensu w zabieraniu pieniędzy z tego miejsca, gdzie są one wypracowywane i dotowaniu miejsc w których tych pieniędzy się nie wypracowuje. W końcu jakieś rynkowe przyczyny decydują o tym (nie trudno zgadnąć jakie), że biznes lokuje się na przykład we Wrocławiu czy Poznaniu, a nie w Lublinie. Dotowanie firm na ścianie wschodniej , za pieniądze firm ze ściany zachodniej w oczywisty sposób zmniejszy rozwój tych pierwszych, a niekoniecznie stworzy coś produktywnego u drugich. Kto powiedział, że fabryki muszą powstawać w Bieszczadach?

Nie przemawia do mnie argument, że trzeba zwiększać nakłady na infrastrukturę drogową, internetową, kanalizacyjną etc ściany wschodniej (kosztem rzecz jasna bogatych regionów) w celu wyrównania szans… Szanse ma każdy wyrównane już teraz. Jak chce to sie może przeprowadzić do miejsca, gdzie jest więcej autostrad, lepsze połączenie z internetem itd. Nikt nie jest przyspawany do swojego miejsca. Jak ktoś sobie wybrał miejsce zamieszkania na wzgórzu w Bieszczadach, albo na innym odludziu, to musi liczyć się z tym, że kanalizacji może nie mieć, a do najbliższej autostrady jest daleko.

„Problem” zróżnicowania różnych części kraju jest również w USA jak i w Kanadzie.

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Nie sadzę jednak, żeby z racji niskiego PKB per capita w Montanie ktoś chciał tam budować dodatkowe autostrady i dotować firmy stymulując „rozwój”.

Oglądając sieć natężenia autostrad można odnieść wrażenie, że na terenach „biednych” jest ich stosunkowo mniej. Jednak należy sobie zadać pytanie, czy mniejsza ilość autostrad jest przyczyną istnienia biedniejszych rejonów, czy odwrotnie.. Ze względu na mniejszą aktywność gospodarczą jest potrzebnych mniej dróg?

W Polsce ciągle trwają przemiany, a jedną z nich jest migracja ludności. Po czasach komunizmu odziedziczyliśmy rolnictwo, w którym pracowało ponad 30 % ludności, podczas gdy na zachodzie ok 3%. Jest jasnym, że tereny wiejskie będą się wyludniać, a miastom będzie przybywać mieszkańców. Jest to naturalna konsekwencja przemian i urbanizacji. Klarują się własnie w Polsce centra przemysłowe i wszytko wskazuje, że będą do nich należeć okolice największych miast. Nie ma w tym nic dziwnego. Tak samo jest w Stanach czy Kanadzie. W większej od Polski Montanie, żyje niespełna milion ludzi. Takie same naturalne dysproporcje będą i w Polskich województwach.


Przy okazji… grywa ktoś w Starcrafta? Odliczanie zmierza ku końcowi

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Tagi: