Polska A, Polska B

Po ostatnich wyborach jak zwykle pojawiły się dyskusje o Polsce A i Polsce B. Naprawdę nie wiem w czym problem i dlaczego po 20 latach od upadku komunizmu gonimy, żeby wszędzie żyło się na takim samym poziomie. Patrząc na mapę Polski z wyszczególnionymi województwami, łatwo można zauważyć, że dominują województwa Mazowieckie, Wielkopolskiego, Śląskie, Pomorskie i Dolnoslaśkie.

Jest to oczywiście zasługa aglomeracji Warszawskiej, Krakowsko-Katowickiej, Poznańskiej, Wrocławskiej i Gdańska, które ciągną swoje regiony do góry.

Pytanie jest zasadnicze, czy to jest dobre czy złe, że w niektórych miejscach średnia pensja jest dwa razy wyższa niż w innych częściach kraju, a w niektórych wcale nie ma pracy? Czy potrzebujemy równomiernego zrównoważonego rozwoju całego kraju czy też może warto pozostawić wszytko na żywioł?

Oczywiście pod pojęciem zrównoważonego rozwoju kryje się przepompowywanie pieniędzy z lokomotyw wzrostu, czyli z Warszawy, Poznania Wrocławia etc. do tak zwanej ściany wschodniej. W końcu żeby stymulować zrównoważony wzrost, to trzeba mieć pieniądze, a żeby je mieć to trzeba je komuś zabrać. Zabiera się z reguły od tego, kto je ma.

Nie widzę żadnego sensu w zabieraniu pieniędzy z tego miejsca, gdzie są one wypracowywane i dotowaniu miejsc w których tych pieniędzy się nie wypracowuje. W końcu jakieś rynkowe przyczyny decydują o tym (nie trudno zgadnąć jakie), że biznes lokuje się na przykład we Wrocławiu czy Poznaniu, a nie w Lublinie. Dotowanie firm na ścianie wschodniej , za pieniądze firm ze ściany zachodniej w oczywisty sposób zmniejszy rozwój tych pierwszych, a niekoniecznie stworzy coś produktywnego u drugich. Kto powiedział, że fabryki muszą powstawać w Bieszczadach?

Nie przemawia do mnie argument, że trzeba zwiększać nakłady na infrastrukturę drogową, internetową, kanalizacyjną etc ściany wschodniej (kosztem rzecz jasna bogatych regionów) w celu wyrównania szans… Szanse ma każdy wyrównane już teraz. Jak chce to sie może przeprowadzić do miejsca, gdzie jest więcej autostrad, lepsze połączenie z internetem itd. Nikt nie jest przyspawany do swojego miejsca. Jak ktoś sobie wybrał miejsce zamieszkania na wzgórzu w Bieszczadach, albo na innym odludziu, to musi liczyć się z tym, że kanalizacji może nie mieć, a do najbliższej autostrady jest daleko.

„Problem” zróżnicowania różnych części kraju jest również w USA jak i w Kanadzie.

Nie sadzę jednak, żeby z racji niskiego PKB per capita w Montanie ktoś chciał tam budować dodatkowe autostrady i dotować firmy stymulując „rozwój”.

Oglądając sieć natężenia autostrad można odnieść wrażenie, że na terenach „biednych” jest ich stosunkowo mniej. Jednak należy sobie zadać pytanie, czy mniejsza ilość autostrad jest przyczyną istnienia biedniejszych rejonów, czy odwrotnie.. Ze względu na mniejszą aktywność gospodarczą jest potrzebnych mniej dróg?

W Polsce ciągle trwają przemiany, a jedną z nich jest migracja ludności. Po czasach komunizmu odziedziczyliśmy rolnictwo, w którym pracowało ponad 30 % ludności, podczas gdy na zachodzie ok 3%. Jest jasnym, że tereny wiejskie będą się wyludniać, a miastom będzie przybywać mieszkańców. Jest to naturalna konsekwencja przemian i urbanizacji. Klarują się własnie w Polsce centra przemysłowe i wszytko wskazuje, że będą do nich należeć okolice największych miast. Nie ma w tym nic dziwnego. Tak samo jest w Stanach czy Kanadzie. W większej od Polski Montanie, żyje niespełna milion ludzi. Takie same naturalne dysproporcje będą i w Polskich województwach.


Przy okazji… grywa ktoś w Starcrafta? Odliczanie zmierza ku końcowi

[Youtube:http://www.youtube.com/watch?v=1ivYHY8V-XA&NR=1]

Tagi:

komentarzy 80 do wpisu “Polska A, Polska B”

  1. […] This post was mentioned on Twitter by Adam Duda, Adam Duda. Adam Duda said: Polska A, Polska B: Po ostatnich wyborach jak zwykle pojawiły się dyskusje o Polsce A i Polsce B. Naprawdę nie wie… http://bit.ly/9fvhsM […]

  2. Michał napisał(a):
    21 lipca 2010 o godz. 20:53

    Witam,
    Jako stały czytelnik pozwolę sobie na komentarz. Pochodzę z Lublina i mam pogląd na bolączki tego regionu. Elementami blokującymi jest: brak sieci energetycznej mogącej mogącej zapewnić zasilanie dla dużego zakładu (pracuję dla stosunkowo małego pod tym względem, ok. 5MWh/ miesiąc), brak lokalnego lotniska – ma być oddane do użytku w 2012 r., brak dobrego (szybkiego) połączenia drogowego i kolejowego z Warszawą (choć odległość bliska). Specjalna strefa ekonomiczna (podstrefa mielecka) w Lublinie stoi obecnie prawie pusta – kryzys i niekompetencja urzędników spowodowała jej wstrzymanie. Cudownej recepty pewnie nie ma na „ożywienie” regionu. Na pewno na przeciągu np. ostatnich 10 lat, są zauważalne pozytywne zmiany, ale raczej zmiany jakościowej nie będzie w najbliższym czasie. mimo lotniska;)

    • MIchał,
      żeby fabryka miała rację bytu musi byc stosunkowo blisko rynku zbytu ewentualnie portu. I tutaj lublin z wrockiem czy z pozaniem nie wygra. 3 godziny jazdy ciężarówką autostrada i sie jest w berlinie czy w lipsku. Z lublina gdzie bedziesz transportował? na ukraine? słowacje? białoruś? to żadne rynki.
      zobacz na środkowe stany usa. Jezeli nie ma jakiś surowców mineralnych, albo obiektów turystycznych to są tylko farmerzy, jakies przydrożne restauracje i może jakieś firmy nawozowe.
      przemysł jest blisko dużych miast, portów, i węzłów komunikacyjnych.

  3. Nie ma co sie powolywac na zachodnie rolnictwo jako na przyklad do nasladowania.
    Zarowno w EU jak i w USA rolnictwo jest ciezko dotowane (a przeciez jestes przeciwko zabieraniu pieniedzy tym co je wypracowuja i dawaniu innym..?). Poza tym jest opanowane przez gigantyczne korporacje, ktore za pomoca cen dumpingowych (ah te dotacje…) wykanczaja konkurencje w postaci rodzinnych gospodarstw rolnych.

    Przeniesc sie do cetrow biznesowych powiadasz. Nawet w USA nie jest to takie proste. Powiedzmy, ze jestem rolnikiem ktory bankrutuje z powodu obecnosci ogromnego gospodarstwa korporacyjnego chodujacego krowy albo kury. Mam dom, pomieszczenia gospodarskie, ziemie, ktora odziedziczylam po rodzicach i z ktorej oni sie utrzymywali i ja przez cale zycie. Sprzedac? No nie da sie sprzedac bo nikt nie chce kupic gospodarstwa sasiadujacego z zakladem przemyslowo hodujacym krowy. Smierdzi, brudno no i zero atrakcji, utrzymac sie nie mozna.
    Tak wiec mam niesprzedawalne grunty i gospodarstwo, zero pieniedzy, zadnego „wyszkolonego” zawodu.
    Za co sie przeniesc, gdzie i co robic?

    Takich ludzi sa setki tysiecy. Mozna oczywiscie w mysl swiatlych porad liberalnych ich olac. Co sie stanie? Przeniosa sie do miast oczywiscie, bo nie beda chcieli umrzec z glodu i zaczna sie trudnic zebractwem i przestepczoscia.
    I co dalej? Zastanawiales sie kiedys dlaczego w EU raczej nie ma slumsow, a jak sie pojedzie do np. Indii czy Ameryki poludniowej to strach wyjsc na ulice w pewnych miejscach? Czy to takie mile na kazdym rogu opedzac sie od zebrakow i naciagaczy, robic slalom miedzy kupami i zatykac nos bo z zaszczanych bram smierdzi?

    BTW: nie porownuj sposobu finansowania infrastruktury w USA z tym w Polsce. W USA rzad federalny finansuje ledwie kilka rzeczy na poziomie calego kraju a i tak wyglada to inaczej:
    „While Interstate Highways usually receive substantial federal funding (90% federal and 10% state) and comply with federal standards, they are owned, built, and operated by the states or toll authorities.”

    Poza tym poszczegolne stany maja dosc szeroka autonomie np. moga sobie uchwalic (badz nie) sales tax, property tax i tak dalej. Moga sobie uchwalic, ze u nich prostytucja i hazard sa legalne, podobnie jak noszenie nabitej broni przy sobie. Ktore wojewodztwa w Polsce maja takie uprawnienia?

    Jak juz chcesz cos porownywac to moze jednak jablka do jablek a nie jablka do ziemniakow.

    • futrzak… nie ma to jak sobie ponarzekać jak ten świat jest urządzony. tańszy wypiera droższego Itd.
      nie rozumiem tylko tych dotacji do rolnictwa. dotowany jest każdy. na zachodzie i na wchodzie polski. wiec w czym problem? w Usa tez nie są dotowane tylko korpo.

  4. pf napisał(a):
    21 lipca 2010 o godz. 21:21

    Wydaje mi się, że rozbudowany aparat państwowy jest silnym czynnikiem sprzyjającym pogłębianiu różnic pomiędzy regionami. Państwo najwięcej wydaje na centralne instytucje i inne „usługi biurokratyczne” w Warszawie i innych dużych miastach. W podzamojskiej wsi nie ma usług i produktów które państwo chciałoby kupić.
    Drugim czynnikiem sprzyjającym zróżnicowaniu regionów jest wzrastająca rola korporacji, które za usługi wykonywane na prowincji odprowadzają podatki tam gdzie ma siedzibę ich centrala, czyli najczęściej w Warszawie. A siedziba w Warszawie ułatwia kontakty z państwową administracją.
    Zróżnicowanie nie jest do końca procesem naturalnym, przerośnięte państwo i korporacjonizm ma spory wpływ na jego pogłębienie.

  5. Adam:
    nie narzekam, napisalam co napisalam zeby Ci uswiadomic, ze problem, ktory poruszyles ma wieksza skale i pewne negatywne aspekty, wyjatkowo wredne, moga sie ujawnic dopiero za kilkanascie-dziesiat lat.
    Zobacz, jak wyglada panstwo „rozwijajace sie” w postaci Indii. Ida na hura, panstwo specjalnie sie niczym nie przejmuje. Zobacz, jak tam wygladaja ulice, infrastruktura i tak dalej. Owszem, zagraniczne koncerny otwieraja swoje biura, ale cudzoziemcy najczesciej mieszkaja na odizolowanych kampusach, bo poza nimi to strach nawet wody sie napic (poza butelkowana ze sklepu), zeby nie dostac niestrawnosci i rozwolnienia.

    Z jednym sie zgodze – Polska jest za bardzo scentralizowana a poszczegolne wojewodztwa maja za mala autonomie. Postulowanie o zatrzymywanie wypracowanego dochodu w miejscu, gdzie sie go wypracowalo, ma sens tylko wtedy, jesli o wydawaniu tych pieniedzy moze decydowac lokalny samorzad a nie centrum w Wawie. No i jesli ten samorzad moze podejmowac w miare samodzielne decyzje.

    Odnosnie dotacji w USA: tak, owszem rzad dotuje produkcje np. kukurydzy i soi, ale nie slyszalam, zeby indywidualne gospodarstwa mialy ulgi podatkowe – a korporacje maja, i to jeszcze jakie…poza tym korporacje sa w stanie wywrzec nacisk na rzad, zeby ten zmienil ustawe dotyczaca eksportu okreslonych towarow, przy czym ustawa jest sformulowana tak, ze ulgi zaczynaja dzialac dopiero od okreslonej wielkosci eksporu. Rolnicy indywidualni nie maja tutaj szans.
    Nie wspomne juz o tym, ze korporacje placa minimalny podatek – najczesciej sa zarejestrowane w rajach podatkowych. Zwykly Smith co ma kilkadziesiat hektarow musi oplacac normalnie wszystkie podatki.

  6. Ja napisał(a):
    21 lipca 2010 o godz. 22:03

    AD:
    Mam podobne zdanie jeśli chodzi o dotowanie przedsiębiorstw. Utrzymywanie nierentownych, albo źle zarządzanych firm kosztem innych gałęzi gospodarki to moim zdaniem marnowanie pieniędzy, które nie służy rozwojowi kraju. Poza tym „przedsiębiorczość” oznacza samodzielność i gotowość do podejmowania ryzyka, a nie domaganie się przywilejów i specjalnej ochrony. Na tym jednak kończą się rzeczy, w których się zgadzamy, bo zupełnie nie akceptuję takiej „filozofii”:

    „Nie przemawia do mnie argument, że trzeba zwiększać nakłady na infrastrukturę drogową, internetową, kanalizacyjną etc ściany wschodniej (kosztem rzecz jasna bogatych regionów) w celu wyrównania szans… Szanse ma każdy wyrównane już teraz. Jak chce to sie może przeprowadzić do miejsca, gdzie jest więcej autostrad, lepsze połączenie z internetem itd.”

    Do mnie nie przemawia „argument”, że bieszczadzcy wieśniacy nie potrzebują dróg i wody bieżącej, a jak mają już takie fanaberie, to mogą się przeprowadzić do Warszawy. Nazywanie „równością szans” sytuacji, w której człowiek z dużego miasta jest połączony z całym światem przez internet, a człowiek z „Polski B” żyje na zadupiu, którego nie łączy ze światem nawet asfaltowa droga, to chyba żart i to raczej kiepski. Co do infrastruktury, to śmiem twierdzić, że jej brak nie jest magnesem dla inwestorów i nie sprzyja rozwojowi gospodarczemu. Oczywiście mogę się mylić, być może nawet gdybyśmy wybudowali na „ścianie wschodniej” autostrady i drogi ekspresowe, to przedsiębiorcy i tak omijaliby ją szerokim łukiem. Ale wtedy mieszkańcom tych terenów łatwiej byłoby dojeżdżać do pracy lub szkoły na tereny, które inwestorzy lubią trochę bardziej. Wtedy moglibyśmy mówić o równości szans. Na razie możemy sobie na ten temat pożartować.

  7. Witajcie!

    Na poczatek – futrzak – argument z wodą jest nietrafiony. Powodem niestrawności jest flora bakteryjna, na którą europejczycy są nieodporni. W Egipcie, Turcji czy Grecji jest to samo – lepiej nie jeść nic poza dobrej klasy restauracjami i wody nie pić z kranu.
    A żeby jeszcze bliżej znaleźć przykład – we Francji są gatunki serów pleśniowych, których nie wolno (!) – przestrzegają przed nimi przewodnicy – spożywać ludkom ze wschodniej Europy. Po ich spożyciu najdelikatniejsze objawy mogą się skończyć na niestrawności, najgorsze nawet śmiercią. Dotyczy serów z miksem różnych szczepów bakterii (sery pleśniowe).

    A co do ekonomii… 🙂
    Też pochodzę z Lublina, tak jak Michał, i mam kilka zdań do dodania. Mimo, że Lublin jest moim rodzinnym miastem to uważam, że nie powinien dostać złamanego grosza dotacji (za to mnie nie lubią w rodzinie 🙂 )
    Adam napisał ciekawe zdanie – jaki jest powód, aby w Bieszczadach powstała fabryka? Ja chcę mieszkać za kilka lat w Bieszczadach (Kraków obecnie jest zbyt męczący…) i po to tam chcę wyjechać, żeby mieć spokój, życie na wolniejszych obrotach, za mniejsze pieniądze i bez „metropolii”.
    Poza tym w Lbnie mieszkają specyficznie ludzie – wydaje mi się, że dla wielu to jest wyważone miejsce między pędem dużego miasta (bo jednak jest sporo większych firm i ciągle powstają nowe + centra handlowe) a średnio-małym miasteczkiem, gdzie za w miarę niewielką kasę można przeżyć.
    Znam Lublin od urodzenia i widzę jego zmiany. Dużo na plus w ostatnich latach, ale…
    Nie ma tam wielkich fabryk, coraz więcej dużych firm się likwiduje (głównie smrody po PRLu), trochę nowych dużych firm powstaje, ale jednak nierównowaga jest… Dlaczego nie powstaje w tej mieszance 10 tysięcy jednoosobowych firm rocznie? Z czego 5 czy 8 by padało, ale reszta by działała…
    Dlaczego ludzie nie szukają „ratunku” we własnej firmie? Może nie każdy region to ma być korporacyjna mega-wypróżniarka… Różnorodność jest potrzebna – być może Lbn czy Zamość są wentylami dla społeczeństwa, aby jako całość nie zapędziła się w korporacjonizm.

    Ktoś kto ma własną firmę (jak ja) pewnie pracuje po 6 dni w tygodniu, po 12-16h dziennie. Pewnie są i tacy, którzy te proporcje z własnego wyboru mają odwrócone 🙂

    Pozdrawiam!

  8. Zapomniałem dopisać – ja czekam na Starcrafta II. Od 10 lat 🙂
    Ciekawe czy SII nie będzie miała zepsutej grywalności, bo jak patrzyłem na zapowiedzi to mimo efektownej oprawy graficznej to z komfortem grania może być słabo… Nic to – maszyna pociągnie (brata także), więc szykuje się bożonarodzeniowe craftowanie 🙂

  9. july04 napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 07:21

    „Szanse ma każdy wyrównane już teraz.”
    W ogóle nei zgadzam się z tym zdaniem. Jeśli ktoś miał szczęście (nieszczęście) urodzić się w zabitej dechami wsi na podlasiu, marne sa jego szanse na wyprowadzenie sie z całą rodzina do np. Warszawy.Aby się wyprowadzić do dużego miasta, musi miec tam mieszkanie, aby miec mieszkanie musi mieć pieniądze, aby miec [pieniądze musi np. sprzedac swoje obecne gospodarstwo- tylko kto kupi za równowartośc meiszkania w stolicy rozpadający się domek na bagnach? może też oczywiście wziąć kredyt, tylko jaki bank daje kredyty bezrobotnym pracownikom sezonowym na czarno. Panie Adamie czytam, Pana blog od dawna, ale chyba nei zdaje PAn sobioe zupełnei sprawy z tego, w jakiej nędzy żyją niektórzy mi9eszkańcy tego kraju. Z tezą, że wszyscy mają równe szanse nie moge się zgodzić, no chyba, że poda Pan wyniki jakichś badań, które potwierdzą tą tezę, że to iż ktoś urodził się na wsi w województwie np. lubelskim nie ma żadnego wpływu na jego sytuację zyciową i jest ona taka sama jak w przypadku osoby urodzionej np. we wrocławiu.

  10. futrzak – nie widzę problemu. Jedyne, co jest barierą, to strach. Zostawić wszystko i przenieść się bez grosza „za chlebem” to takie trudne? No nie zauważyłem. Co kto lubi.

  11. @panika:

    No jasne, to bardzo latwe. Wyjezdzasz do miasta, ktorego nie znasz i nie masz grosza. Gdzie sie zatrzymasz na noc? Bez kasy to chyba tylko w bramie albo na dworcu tudziez gdzies pod mostem. Po paru dniach takiego „pomieszkiwania” idz na interview brudny i smierdzacy – bo bez kasy gdzie tu sie umyc i zmienic ubranie?
    Ciekawa jestem, jakimze to sukcesem zostaloby takie postepowanie nagrodzone.

    Krotko: jak sie gdzies przenosisz to musisz miec albo kase albo kogs, kto cie utrzyma do czasu znalezienia pracy i zarobienia wystarczajaco, zeby wynajac dach nad glowa.
    I to sie nie nazywa „strach” tylko zdrowy rozsadek.

  12. Słabo, słabo. Ja jak jechałem, jako młokos zupełnie nieopierzony na 1szy interview do poważnej roboty do „miasta” (Warszawa) z „wioski” (miasto <200 tys), jechałem nocą, do rana powtarzałem różne materiały z których się uczyłem, a o 9 miałem interview. Jakoś poszło, robotę dostałem 🙂 Nie uważam też, żeby to było jakieś straszne poświęcenie, wyrzeczenie, itd. Ot, taka ciekawa przygoda.

    Że co, że nie ma kasy na miesięczny wynajem? No proszę Cię. Nie mówimy o Korei Północnej. Polska, USA, czy nawet jakaś Ukraina, Białoruś… kaman… wystarczy 5 minut pomyśleć i rozwiązanie jest. Albo pożyczyć parę stówek, albo przewaletować ten miesiąc do pierwszej wypłaty u znajomych (ot, na przykład w akademiku – ach dawne czasy, kiedyś takie waletowanie to była norma…)

    Ktoś, kogo nie stać na takie "niesamowite" "wyrzeczenia" i "straszne trudy" tudzież "ogromne poświęcenie", jest po prostu opanowany panicznym strachem lub ceni sobie wyżej sielskie, bezrobotne lelum-polelum na prowincji, niż tyranie dla korporacji tudzież przebijanie się z własnym biznesem w krwiożerczej metropolii.

    Tak jak pisałem – co kto lubi.

  13. Futrzak ma wiele racji z tymi gospodarstwami i korporacjami. Widać to i czuć w Polsce wschodniej i zachodniej. W zachodniej są duże gospodarstwa, wydajniejsze, bo lepsza ziemia, i sporo jest korporacji, a to sprawia, że śmierdzi tam niesamowicie, szczególnie wiosną na polach, a cały rok wokół ogromnych chlewni. Gospodarstwa na wschodzie są małe, na słabszych glebach i nie sprostają konkurencji ani w zakresie plonu, ani w zakresie przyrostu masy w chlewniach, no chyba, że zaczną karmić zwierzęta tak, jak na zachodzie i ich mięso tez przestanie nadawać się do żarcia;-) Nie każda konkurencja wychodzi społeczeństwu na zdrowie. Średni koszt rekultywacji środowiska naturalnego zniszczonego przez tucz przemysłowy pięciokrotnie przekracza uzyskiwane z niego dochody, ale te dochody są wystarczające, aby przekupić polityków;-)

    Do tego, aby każdy zarobił i jadło było zjadliwe, potrzebny jest zrównoważony rozwój i zakaz koncentracji ziemi, np postulowany przez PSL max 300-400 ha, zakaz jej posiadania przez osoby prawne i spółki oraz określenie maksymalnej koncentracji zwierząt, tak, aby nie degradować środowiska.

    @judy04
    „Z tezą, że wszyscy mają równe szanse nie mogę się zgodzić”

    Postulowana przez Adama równość szans to utopia równa utopii komunizmu;-) Właśnie aby dążyć do równości szans, to należy dokonywać transferów bogactwa od bogatszych do biedniejszych, Najbogatsze gminy mają kilka razy więcej pieniędzy na szkoły, drogi, oczyszczalnie itd. Jeśli by nie transferować bogactwa z bogatszych do biedniejszych rejonów, to w efekcie doszlibyśmy do struktury społecznej i geograficznej bananowych republik z bogatymi centrami wokół których są ogromne slumsy i obszarami gdzie nikt nie mieszka, bo każdy lokalny biznes zostanie wycięty w pień przez korporacje. To właśnie dlatego podatki progresywne mają sens, mniejsze dla małych firm, większe dla średnich, i największe dla ogromnych korporacji.

    Czy aby na pewno chcesz bananyzacji Polski?

  14. cedric napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 08:58

    Najszybszy rozwój autostrad odbywa się w krajach totalitarnych , gdzie nikt nie liczył się z czyimś prawem własności ( Niemcy , Chiny , ) , gdzie była właściwa struktura rolna – duże połacie ziemi , a nie rozdrobnienie jak w Galicji , właściwe prawodawstwo , szybki rozwój motoryzacji , często niewolnicza siła robocza ( Niemcy) , brak zniszczeń wojennych , zmowa korporacyjna ( Standard Oil – zlikwidowana kolej , budowa dróg dla zysków z ropy ) .

    Inwestycje finansowane odgórnie są jak najbardziej wskazane .
    Jeśli państwo ułatwi zagranicznej firmie ulokowanie zakładu na terenach o niższych kosztach to staje się to konkurencyjne i dla Warszawy i dla zagranicy – np. Nowy Sącz , Rzeszów , a daje okazję do pracy i rozwoju na prowincji , przez co odciąża wydatki socjalne .

    Poza tym korzystają również inne regiony . Podam przykład zapory na Wisłoce w Myscowej . Sam powiat Jasło nie byłby w stanie przeprowadzić tej inwestycji – wykupu nieruchomości , prac budowlanych . Zysk dla państwa – regulacja rzeki ( ostatnia powódź w Jaśle największa w historii ) , zasoby wody pitnej dla miast dorzecza Wisłoki aż do Mielca , produkcja energii elektrycznej , rozwój turystyki – pieniądze są zostawiane w kraju , a nie za granicą , poprawa bilansu . Niestety Natura 2000 zatrzymała inwestycję , wszyscy politycy przed wyborami kuszą obietnicami budowy zapory , a szczytem obłudy kolejny raz wykazał się Kaczyński – najpierw kara śmierci dla przestępców , potem nie dla UE , potem IV ( totalitarna )RP , podpisanie traktatu lizbońskiego ( niestety UE zabrania budowy zbiornika na terenie Natury 2000 ) , pozbycie się LPR , nawet za cenę oddanie władzy PO , konfliktowanie Polski z Rosją , a teraz walka o krzyż smoleński . Ohyda . Niestety O. Dyr . zdradził i poparł tego człowieka .

  15. @panika:
    wiesz nie kazdy startuje z pozycji konczacego studia informatyczne. Nie kazdemu pomagaja rodzice i nie kazdy ma fuksa zeby NAJPIERW znalezc prace a potem sie przeniesc.

    Podam Ci moj przyklad: Wawa 1996r.
    Bezrobocie wysokie jak cholera. Prace owszem mialam, ale nie zarabialam wystarczajaco, zeby sie utrzymac. Najpierw dojezdzalam codziennie z Lodzi do Wawy, bo akurat w Lodzi moglam mieszkac z kumplami za pol darmo. Po 3 miesiacach myslalam, ze ducha wyzione.
    Potem waletowalam na siódmą osobe w mieszkaniu, gdzie juz 6 osób mieszkało. Tragedia. Caly czas szukalam lepiej platnej pracy ale niestety, nie wychodzilo. Po paru miesiacach WRESZCIE udalo mi sie zalapac okazje: kolezanki znajoma wyjezdzala na pol roku i udalo mi sie odnajac od niej mieszkanie (nielegalnie a jakze bo to nie bylo jej mieszkanie…) za polowe ceny….
    … Znalezienie _wystarczajaco_ platnej pracy (tj. tak zeby zaplacic czynsz i jeszcze miec na papu oraz czasem piwo i bilet autobusowy) zajelo mi nastepne pol roku a i tak tylko dlatego wyszlo, bo przez kontakty i znajomosci. Z ulicy, zebym sie zesrala, to tej pracy bym nie dostala.

    Gdybym wtedy nie znala nikogo w Stolycy to musialabym albo wrocic spowrotem i mieszkac z rodzicami albo pojsc mieszkac pod most.

  16. W Polsce jeszcze tego nie widac, ale w wielkich metropoliach Ameryki Pd albo Indii widac bardzo ladnie, gdzie konczy wiekszosc tych, ktorym przysnil sie sen pt. „jedziemy pracowac do duzego miasta”.
    Lądują w slumsach bo tylko tam pozwalaja im mieszkac ich gowniane zarobki.

    oczywiscie, czlowiek wyksztalcony, po dobrych studiach jakos tam sobie poradzi – ale przeciez nie o takich ludziach tutaj mowa, ich bezrobocie tak niespecjalnie dotyka.

  17. Dziwne. W 1996 bezrobocie było mniejsze, niż w 2002, gdy ja zaczynałem. I dostałem robotę z ulicy (fakt, nabiegałem się trochę z CVkami, ale znowu – nie żeby to była jakaś gehenna, no może z 10-20 rozesłałem, może z 5 interview po drodze było).

  18. Alcassin napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 09:12

    Adam, nie popisałeś się, oględnie mówiąc.

    Cała Twoja argumentacja jest błędna i można odwrócić ja do góry nogami. Po pierwsze – to wciąż główne miasta, które były dotowane przez 60 lat od II WŚ mają dzisiaj najlepszą infrastrukturę – drogową, energetyczną, elektryczną. Przerost Warszawy jest miedzy innymi spowodowany spiralnie nakręcającym się istnieniem centralnych urzędów i korporacji (traktowanych ulgowo). Czyste dotowanie ośrodków władzy, chyba nie muszę dodawać, że najdłuższym odcinkiem dwupasmowej drogi w Polsce chyba do dziś jest „gierkówka”… To tyle o powstawaniu infrastruktury.

    Druga sprawa to kwestia samorządów – wszystkie samorządy muszą wypełniać pewne cele założone w ustawie. Samorządy niby mogą konkurować, ale w istocie mają niewielki wpływ na fiskalne narzuty dla przedsiębiorców… Mimo to mogą się starać – w Siedlcach (Polska B), zbudowano montownię wagonów, bo Siedlce są podlączone do infrastruktury kolejowej a mają niską płacę. Odjedziesz od Siedlec i tam już jest po prostu problem właśnie z infrastrukturą – szkoły, szpitale, drogi, prąd, woda, gaz itd.

    Polska B moze się rozwijać równie dobrze i mogą:
    1) Eksportować na Słowację, Białoruś, Ukraina – to wszystko większe rynki aniżeli Litwa, dlaczego uważasz, że ludzie tam jedzą suchary i piją ocet?
    2) Prowadzić z powodzeniem sprzedaż wysyłkową dokąd chcą i na jaki chcą rynek dzięki infrastrukturze – ostatnio mój sprzęt RTV jechał z Tarnowa. Czemu niby nie może jechać ze sklepu w Ustrzykach, Hrubieszowa, czy Hajnówce? – może infrastruktura, dostęp do rynku, niski poziom rozwoju?
    3) Lubelszczyzna może być regionem przemysłowo rozwiniętym, to co piszesz to bzdruy, KWK Bogdanka to ledwie początek złóż ciągnących się przez całe Roztocze aż do Ukrainy. Skoro Bogdanka działa i świetnie prosperuje to dlaczego inne możliwe tam kopalnie nie mogą tam działać? Czemu uznajesz, że jak któryś region jest biedny to tak już być musi? To jest właśnie takie nowomieszczańskie patrzenie na sprawę a’la Panika.
    4) Regresywne opodatkowanie też robi swoje, nie chce mi się tłumaczyć, ze dla sklepiku, który ma 1 tys. zysku ZUS jest zabójczy i my właściwie tych ludzi spychamy do KRUS. Regresywne opodatkowanie służy większym i bogatszym. Biedne gminy są obciążane zadaniami, a nie mają pieniędzy by to sfinansować, albo nie finansują i stan infrastruktury się poprawia z zadłużeniem, lub pozostaje przez lata bez zmian. Ściana wschodnia pod tymi względami musi być doprowadzona stanu używalności, tak żeby ludziom chciało się tam mieszkać, a nie po to, żeby przeludniać miasta.

    Fabryka musi być blisko dobrej infrastruktury odpowiadającej produkcji tej fabryki. Dlaczego w Sandomierzu prosperuje huta szkła? Wedle Twojej definicji musi być blisko portu, czy innej bzdury. Odległość póki co w gospodarce nie odgrywa wielkiego znaczenia – byle był odpowiedni transport. Jak Ci zamurują wyjazd z garażu to co z tego, że będziesz miał tylko 30 cm zapory? Ja wolę 50 km drogi niż 30 cm zapory.

    Nikt „sobie nie wybrał, gdzie będzie mieszkał”, bo ja w takim razie chciałbym być urodzony w Warszawie albo najlepiej w Londynie w jakiejś sensownej dzielnicy. Tak się stało, że sobie nie wybrałem i mieszkam w Polsce. Wyjazd wcale nie jest za darmo i taki latwy, ja uważam, że akurat wzmocnienie infrastruktury kraju (szczególnie kolejowej, a nie drogowej oraz energetycznej) służy bezpieczeństwu społeczeństwa i poprawie znacznie konkurencyjność tych miejsc, o ile dotowanie przedsiębiorców średnio mi się podoba to tworzenie warunków poprawiających higienę, ochronę środowiska, (jak dostęp do wody), rozwój (do sieci energetycznej i teleinformatycznej), mobilność (infrastruktura kolejowa/drogowa) ma ogromne znaczenie. Tylko wówczas warunki są w miarę równe do startu…

    To co proponujesz wygląda następująco – jesteś włodarzem pałacu, masz 400 pomieszczeń i 40 sprzątaczek. 10 z nich każesz sprzątać po jednym pokoju, a 30 pozostałych robi pozostałe 390 pokojów i potem mówisz, jak te 30 sprzątaczek niezaradnych, a te dziesięc jakich super. Wywalasz 30 gorszych, a stamtąd niech sie ludzie wyprowadzą – ciekawe, kiedy postawisz ochroniarzy przy tych 10 pokojach?
    PS. Ładny apologeta korporacjonizmu z Ciebie wyszedł. Idąc dalej tym tropem to proponujesz nam wariant południowoamerykańskiej gospodarki. Gdzie wszystko będzie dostępne tylko w miastach, a na rogatkach postawi się strażnice. Tak działa to do dziś w Brazylii, całkiem sprawnie – brudnym wieśniarom wstęp wzbroniony.
    Podsumowując – nie udał Ci się ten wpis. Radzę go przemyśleć.

  19. @Panika:
    nic w tym dziwnego, jak sie nie ma dyplomu z Informatyki, MBA, Marketingu czy czego tam w danym momencie poszukuja.

  20. futrzak – nie zauważyłem.

    alcassin – ja jestem staromieszczanin, w Warszawie rodzony (chociaż fakt, na Bielanach, dla niektórych to już wioska. Żeby uniknąć tego typu oskarżeń, dzieci moje poczęte na Śródmieściu :D) i większość życia w miastach męczący się.

  21. Grrr, oczywiście na Śródmieściu rodzone. Chociaż jak się tak zastanowię to i prawdopodobnie też na Śródmieściu poczęte. A co, jak mieszczanie to mieszczanie pełną gębą 😀

  22. panika:
    nie dziwie sie ze nie zauwazyles, skoro nigdy takiej pracy nie szukales.

  23. futrzak – „takiej”, tzn. jakiej?

  24. Szalony Rodżer napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 09:31

    W kwestii przeprowadzki z małego do dużego miasta. Osobie samotnej jest dużo łatwiej przeprowadzić się, zwłaszcza młodej z rozchwytywanych kierunków. Rodzinie już wielokrotnie trudniej. Sam się zastanawiałem nad przeprowadzką z małego miasteczka do Krakowa, tyle że żeby to było opłacalne, musiałbym zarobić co najmniej 50% więcej niż obecnie, a w moim zawodzie osiągnięcie tego z marszu jest niemożliwe. Po prostu koszty wynajmu, czy dojazdów przewyższają korzyści z pozostania na miejscu.

  25. cedric napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 09:33

    link do wizyty Kaczyńskiego w Jaśle

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Kaczynski-w-Jasle-konieczna-budowa-zbiornika-Katy-Myscowa,wid,12338441,wiadomosc.html

    Autostrady i infrastruktura mogłyby należeć do systemu emerytalnego państwa . Przykładowo budujemy płatne autostrady , ale społeczeństwo będąc ich udziałowcem czerpie z tego zyski , otrzymuje więcej niż wkłada , ponieważ z dróg korzystają też obcokrajowcy . Nawet jeśli opłaty za przejazd zostają podniesione to i tak wracają one do udziałowców – społeczeństwa . Skandalem jest oddawanie tego prywatnym spółkom w dzierżawę .

  26. Alcassin napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 09:34

    Masz światopogląd nowomieszczanina. Akurat nie ma się z czego cieszyć.

  27. A co to jest światopogląd nowomieszczanina? Czy jego głównym elementem jest brak narzekania na otaczającą rzeczywistość? Jeśli tak, to może i mam światopogląd nowomieszczanina.

  28. cedric napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 10:07

    Adamie , w przypadku katastrof , wojen , bezpieczniej jest mieć wsparcie z prowincji niż stłoczyć ludzi w miejskich molochach , gdzie będą grasowały przestępcze bandy . Zapasy żywności w miastach są znikome – bo tego wymaga logistyka . W razie konfliktów wojennych na świecie , gdy szlaki transportowe ulegają przerwaniu ustają dostawy żywności . Samowystarczalność staję się wtedy sprawą priorytetową .

  29. quina napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 10:10

    mapę autostrad w USA Prologosa proponowałbym porównać z tą mapą: http://www.mapofusa.net/us-population-map.gif. Od razu widać gdzie się buduje autostrady. PKB nie sankcjonuje budowy autostrad, tylko gęstość zaludnienia. Prostym przykładem jest tu wyoiming-PKB wysokie, a sieć autostrad podobna do sąsiednich bidnych stanów.
    Krzysztof Wójtowicz napisał, że powstaje mało firm jednoosobowych… Być może, ale ranking Forbesa, który Lbn wygrał, mówi, że dynamika wzrostu firm była największa spośród największych miast. Można mówić o efekcie bazy…
    Michał napisał o pustej SSE-nie ma w niej miejsca, do tego stopnia, że Husqvarna ominęła Lbn, bo w strefie nie było tyle miejsca. Fabryka Ball-Packing, która tylko czekała na uruchomienie, ale firma ma problemy finansowe, jest w trakcie przejmowania przez inny koncern.
    Ktoś słyszał o cukrowni w Lublinie? O ile można mówić, że likwidacja cukrowni w centrum miasta jest pozytywna, o tyle można było przenieść tą cukrownię poza miasto, a nie wywieźć cały sprzęt do cukrowni KSC pod zachodnią granicą. Ciekawe, że likwiduje się cukrownie z terenów zwanych pszenno-buraczanymi, gdzie koszty pracy są praktycznie najtańsze w kraju. Z drugiej strony dzięki tej likwidacji KSC straciła dużo zagranicznych odbiorców, którzy stwierdzili, że poza Lbn niestety dobrego jakościowo cukru nie dostaną. Pomijam fakt likwidowania rentownej cukrowni na rzecz nie rentownej. To nie jedyna państwowa spółka, która tak skończyła.
    Co do różnicy w infrastrukturze pomiędzy Polską A i Polską B-można mówić o zaborach, ale czy ktoś się zastanawiał dlaczego za komuny w Polsce A powstało o wiele więcej fabryk, szpitali, dróg? Na wypadek gdyby zimna wojna przeszła w wojnę terytorialną, ZSRR zakładał, że na tych terenach będą fabryki blisko frontu.

  30. cedric napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 10:34

    Z innej beczki

    Media ostatnio nagłaśniają sprawy pozwów zbiorowych . mamy zacząć się szarpać między sobą , żeby rząd miał spokój od protestów . Jest już pozew powodzian , szykuje się pozew zarażonych HCV przeciwko SP ( nie przez konkretne placówki medyczne ) , osadzeni skarżą państwo o ciasnotę w celach . Ogólnopolskie szarpanie w sądach skończy się eskalacją odszkodowań , za które zbiorowo będziemy płacić w podatkach . Komunizm pełną parą .
    A może by tak wystosować zbiorowy pozew Polaków przeciw Niemcom i ZSRR za napaść , wymordowanie 20% ludności , ogrom cierpień i zniszczeń , narzucenie wrogiej władzy na długie lata . Dyskutujemy o drobiazgach jak transfer między metropolią a prowincją . A powinniśmy zastanowić się jak odzyskać odszkodowania i wtedy nie byłoby problemu autostrad , biedy na prowincji . Może instytucja pozwów zbiorowych pozwoliłaby ruszyć te sprawy . Związek przyczynowo – skutkowy nie podlega dyskusji . Rząd do tego nic nie ma .
    Kaczyński jako prez. Wawy przeprowadzał szacunek szkód dla samego miasta , ale jak to oni ograniczyli się do socjotechniki .
    „Ciemny lud wszystko kupi ” (J. Kurski)

    Może pozwy zbiorowe są sposobem na zadośćuczynienie

  31. cedric napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 10:42

    „Natomiast kto rozwiąże problem długu, który każdy rodzący się w Polsce człowiek ma już w chwili urodzenia? Dopiero się urodził, a już ma! Bo zadbał o to socjalistyczny rząd, który bez żadnej odpowiedzialności zadłuża swoich poddanych obywateli.. I wmawia na co dzień” obywatelom”, że dobrze by było, żeby człowiek uwolnił się od Boga, a całą duszą i sercem przynależał do państwa?

    Czy Pan Bóg kogokolwiek zadłużył?

    Niektórzy twierdzą, że każdy z nas ma obywatelskim garbie już 27 000złotych długu.. Inni są bardziej powściągliwi. Mamy po 20 000 złotych!

    Pytanie jest inne?
    Jakim prawem ktoś, kogo nie znam i nie dałem mu zgody- zadłuża mnie i moje dzieciaki?”
    cytat z blogu J.W.Rajcy

  32. cedric napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 10:57

    Ciekawostka z US – przykład gdy jedne stany grają przeciwko innym
    Other states are so concerned about the national water crisis that they are determined to hold on to the supplies that they have. In fact, 8 states surrounding the Great Lakes have signed a pact banning the export of water to outsiders – even to other U.S. states.

    http://theeconomiccollapseblog.com/archives/water-shortage

  33. @Adam
    Tak piszesz, bo nie byłeś z wizytą w okolicach, które upodobał sobie Cynik. Tam w pobliżu Czaplinka i Złocieńca jeszcze kilka lat temu tak capiło od przemysłowego tuczu w byłych PGRach należących najprawdopodobniej do Smithfield Foods.

    @cedric
    „Jakim prawem ktoś, kogo nie znam i nie dałem mu zgody- zadłuża mnie i moje dzieciaki?”
    Prawem kaduka;-) Władza traktuje wszelką własność i obywateli jako swój majątek (w lepszym przypadku), lub jako majątek niczyj (w gorszym przypadku), który można rozkraść. W Polsce mamy ten gorszy przypadek. Stąd też jakaś kosa na podorędziu każdemu powinna się przydać;-)

  34. lolek01 napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 15:01

    @Adam i inni nazwijmy to „mieszczanie” odnośnie niebudowania dróg w Polsce B.

    Myślę, nie zgodzą się z wami tysiące waszych „miejskich pobratymców” z Wawy, Krka i Pozka, którzy wykupili sobie domki letniskowe na obszarach Polski B. Spora część z nich chce inwestycji drogowych tam, bo wkurza ich np. to, że na wakacje jadą cąły dzień, chociaż w sumie to nawet nie wyjeżdżają z Polski 🙂 .

    @Adam, co do infrastruktury telekomunikacyjnej też się nie zgadzam. Zresztą z tego co słyszałem, to UE chciała sypnąć nawet niezłą kaskę, na zrobienie normalnego, (tzn. szybszego, niż modemowy*) internetu w Polsce B, ale naszym politykom, jakoś za bardzo nie udało te pieniążki wydać.

    Niestety, brak takich inwestycji tam, to w skali kraju zrównanie tych regionów z terennami lodowcowymi lub pustynnymi. Z jednym za to się zgadzam. Nie w każdej wiosce musi stać huta żelaza :-), w całkiem wielu miejscach można założyć calkiem niezły biznesik oparty o turystykę, usługi elektroniczne i twórcze (na moim przykładzie śmiem twierdzić np. że wielkomiejskie centra nie nadają się za bardzo na twórczą pracę umysłową, a o wiele lepsze do tego są zacisza w Polsce B, ale to zapewne dlatego, że wlaśnie wrociłem stamtąd z urlopu do pracy w centrum Pozka 😉 ), czy też nawet jakiś mały biznesik produkcyjny lokujący się w jakiejś niszy, itp. itd.. Niestety to wszystko wymaga infrastruktury. Ale owszem rozumiem Twoją myśl, pt. „zróbmy z 30% kraju najbardziej niedostępną dżunglę świecie” 😉

    Pozdro,

  35. nightwatch napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 15:04

    A co jeśli ktoś mieszka w najbogatszym mazowieckim a mimo to nie ma kanalizacji, asfalt gdzieś zwinęli i został piach, telefonu TPSA do dziś nie dociągnęła, gaz zrobili rok temu po 10 latach planowania…. jakbym tak chciał żyć to bym w Bieszczady wyjechał. Tyle że w Bieszczadach infrastruktura jest lepsza z tego co widziałem. Mazowieckie to bogata Warszawa otoczona nieprzeciętnymi zadupiami.

  36. Ja napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 15:46

    Wszyscy:
    Przede wszystkim dyskusja o tym, czy mieszkańcy „Polski B” mogą przeprowadzić się do dużych miast, czy też będzie to dla nich zbyt trudne, nie ma sensu. Wszyscy przecież nie wyjadą do Warszawy, czy do Poznania. Na taki krok może zdecydować się najwyżej kilkanaście procent ludności biednych terenów, a większość i tak zostanie na miejscu. Nie byłoby dobrze, gdyby ta większość miała żyć w warunkach dziewiętnastowiecznych, bez dostępu do podstawowej infrastruktury. Co do „równości szans”, to tak jak powiedziałem, jest to żart. Jeśli jedno dziecko wychowuje się w zabitej dechami wsi, a drugie również na wsi, ale takiej, której mieszkańcy mają dostęp do internetu, dobre połączenia drogowe z najbliższymi miastami, wodociąg i kanalizację, to ich szanse nie są wcale równe. Pierwsze z nich ma znacznie mniejsze szanse na odniesienie sukcesu, wyrwanie się z biedy i awans społeczny, bo wychowuje się w miejscu niemal odciętym od świata. Nie mówię oczywiście, że mamy „zrobić równość” polegającą na odebraniu bogatym regionom połowy ich dochodów i przeznaczeniu ich na zasiłki dla mieszkańców „Polski B”, na dotowanie ich przedsiębiorstw, albo inne rozdawanie ryb. Chodzi wyłącznie o to, żeby dać im wędkę w postaci takiego samego dostępu do podstawowej infrastruktury, na jaki mogą liczyć mieszkańcy regionów bogatszych. Na tym właśnie polega liberalizm: dajemy ludziom równe szanse i zakładamy, że to jak je wykorzystają zależy wyłącznie od nich. Ale żeby mogli je wykorzystać muszą je najpierw mieć.

  37. @Ja:
    No wlasnie. Pomysl na rozwoj kraju typu „zostawiamy kase tam gdzie jest wypracowana a reszta niech sie martwi sama” oraz propozycja, zeby cala ludnosc co ma problemy zjechala do miast, jest pomyslem bardzo krotkowzrocznym.

    Nie trzeba miec dyplomu z ekonomii zeby zauwazyc, jak to sie konczy. Wystarczy znac historie. Im wiekszy rozdzwiek miedzy bogatymi miastami a zacofana prowincja, tym wieksze prawdopodobienstwo buntu i wojny domowej.

    Poza tym miasta stopniowo zaczna sie zamieniac w olbrzymie, niewydolne molochy z obszarami ogromnej nedzy i gettami z jednej strony, i z ogrodzonymi luksusowymi dzielnicami z drugiej.
    Swojego czasu przerabialy to USA na duza skale, przerabia Brazylia, RPA, Indie.

    Jak juz siekraj „dorobi” milionowych slumsow, to potem niezmiernie trudno cos z tym zrobic. Tak ma wygladac dociaganie Polski poziomem do Europy?

    Swego czasu Adamie pisales tutaj o Norwegii, ze to jedna wielka wiocha. Byc moze, ale dzieki temu Norwegia ma nie zrujnowanego srodowiska naturalnego, ma w miare dobrze zyjacych i zadowolonych obywateli.
    No bo od czego wlasciwie jest rzad? Czy rzad ma byc reprezentacja obywateli i IM sluzyc, czy ma byc reprezentacja korporacji i oligarchii? Jesli to drugie, to droga, jaka Adamie wskazujesz, jest jak najbardziej na miejscu.

    • futrzak

      Zobacz, jak wyglada panstwo „rozwijajace sie” w postaci Indii. Ida na hura, panstwo specjalnie sie niczym nie przejmuje. Zobacz, jak tam wygladaja ulice, infrastruktura i tak dalej. Owszem, zagraniczne koncerny otwieraja swoje biura, ale cudzoziemcy najczesciej mieszkaja na odizolowanych kampusach, bo poza nimi to strach nawet wody sie napic

      A zobacz jak wyglądało życie w Indiach wcześniej… mlekiem i miodem płynące? zresztą ten sam bład popełniają wszyscy wskazujący na dziki kapitalizm i cięzkie warunki pracy w XIX wieku, zapominając że wcześniej było jeszcze gorzej. za feuduala szło sie albo do armii, albo umierało z głodu na polu, albo cudem przezywało.

      Postulowanie o zatrzymywanie wypracowanego dochodu w miejscu, gdzie sie go wypracowalo, ma sens tylko wtedy, jesli o wydawaniu tych pieniedzy moze decydowac lokalny samorzad a nie centrum w Wawie.

      w pewnej części, coraz większej, jest to możliwe. Województwo odpowiada za i buduje drogi wojewódzkie. powiaty powiatowe itd. jak są ciekawe projekty to województwo może dotować dany powiat

      ja

      Do mnie nie przemawia „argument”, że bieszczadzcy wieśniacy nie potrzebują dróg i wody bieżącej, a jak mają już takie fanaberie, to mogą się przeprowadzić do Warszawy

      To nie kwestia fanaberii ale tego czy ich chatka na wzgórzu musi mieć koniecznie doprowadzone wszystkie media iitd na koszt podatnika z innej części kraju. A co jak im pobudujesz lotnisko, autostradę pod garaż a tamtym ludziom odwidzi się tam mieszkać?

      Ale wtedy mieszkańcom tych terenów łatwiej byłoby dojeżdżać do pracy lub szkoły na tereny, które inwestorzy lubią trochę bardziej

      a wyobraź sobie że taki Wrocław czy poznań to nie ma pobudowanej całej infrasrtuktury na cacy… wręcz przeciwnie. wszyscy się tu duszą w korkach, Tir na Tirze stoi do pracy często w samym poznaniu dojeżdża sie godzinę albo i półtora. sam niejednokrotnie wracając stałem w korkach po 3 godziny. Czy w tym podlaskim macie takie problemy?

      Zaniechując odkorkowywania Wrocławia zarżniesz tam wzrost, a w podlaskim i tak fige zobaczysz z fabryk

      Krzysztof Wójtowicz.

      jak to bożenarodzeniowa sesja.. starcraft wychodzi juz we wtorek !!
      miałem okazje grywać w bete i powiem że SC II jest o niebo bardziej grywalna od SC.

      Z tezą, że wszyscy mają równe szanse nie moge się zgodzić, no chyba, że poda Pan wyniki jakichś badań, które potwierdzą tą tezę, że to iż ktoś urodził się na wsi w województwie np. lubelskim nie ma żadnego wpływu na jego sytuację zyciową i jest ona taka sama jak w przypadku osoby urodzionej np. we wrocławiu.

      nie to było moją tezą. punkt w tym że od wbudowywania autostrad po całym podlaskim, nie będziesz miał tam nagle fabryk. a tak przy okazji.. czy obecne drogi macie tam teraz tak bardzo zakorkowane, że potrzebne są autostrady? czy to stanowi rzeczywiście taki problem?

      HansKlos

      Futrzak ma wiele racji z tymi gospodarstwami i korporacjami. Widać to i czuć w Polsce wschodniej i zachodniej. W zachodniej są duże gospodarstwa, wydajniejsze, bo lepsza ziemia, i sporo jest korporacji, a to sprawia, że śmierdzi tam niesamowicie, szczególnie wiosną na polach, a cały rok wokół ogromnych chlewni.

      Jak śmierdzi to zgłaszasz najnormalniejszy protest do sądu. To naprawdę działa. Tereny zabudowane muszą być od smrodu wolne. Ale co to ma do tematu?

      Właśnie aby dążyć do równości szans, to należy dokonywać transferów bogactwa od bogatszych do biedniejszych, Najbogatsze gminy mają kilka razy więcej pieniędzy na szkoły, drogi, oczyszczalnie itd. Jeśli by nie transferować bogactwa z bogatszych do biedniejszych rejonów, to w efekcie doszlibyśmy do struktury społecznej i geograficznej bananowych republik z bogatymi centrami wokół których są ogromne slumsy i obszarami gdzie nikt nie mieszka,

      Ja za Tobą nie nadązam Hans. Na swoim blogu namawiasz do rozpoczęcia działania w szarej strefie, a teraz piszesz że pieniądze z podatków trzeba transferować. normalnie gorzej jak moralność kalego 😉
      BTW.. czy w mało ludnej Montanie masz jakieś problemy. Nikt nie mieszka i okay. Nie chcesz mieszkać w slumsach.. jedziesz do monatny zaludniać.

      futrzak

      W Polsce jeszcze tego nie widac, ale w wielkich metropoliach Ameryki Pd albo Indii widac bardzo ladnie, gdzie konczy wiekszosc tych, ktorym przysnil sie sen pt. „jedziemy pracowac do duzego miasta”.
      Lądują w slumsach bo tylko tam pozwalaja im mieszkac ich gowniane zarobki.

      oczywiscie, czlowiek wyksztalcony, po dobrych studiach jakos tam sobie poradzi – ale przeciez nie o takich ludziach tutaj mowa, ich bezrobocie tak niespecjalnie dotyka.

      A czyli człowiek niewykształcony ma sobie czekać u siebie na wsi i wypatrywać manny z nieba. No rzeczywiście większość tak robi. i narzeka na wszystkich dookoła

      Alcassin.. chyba nie uważnie czytałeś albo ruzumujesz na opak

      Lubelszczyzna może być regionem przemysłowo rozwiniętym, to co piszesz to bzdruy, KWK Bogdanka to ledwie początek złóż ciągnących się przez całe Roztocze aż do Ukrainy. Skoro Bogdanka działa i świetnie prosperuje to dlaczego inne możliwe tam kopalnie nie mogą tam działać? Czemu uznajesz, że jak któryś region jest biedny to tak już być musi?

      skoro może być to dlaczego nie jest?
      co ich powstrzymuje? Czy napisałem że nie mają wydobywać kopalin? co za bezsens. niech wydobywają. niech sie budują fabryki eksportujące na ukraine. jak korki bedą takie, że sie na drogach nie będą mieścić to i tak prawdopodobnie Lubelszczyzna będzie na tyle bogata że sobie drogi wybuduje. o ile nie bedzie musiała łożyć na upodającą Wielkopolskę.

      Fabryka musi być blisko dobrej infrastruktury odpowiadającej produkcji tej fabryki. Dlaczego w Sandomierzu prosperuje huta szkła? Wedle Twojej definicji musi być blisko portu, czy innej bzdury.

      Niech sobie funkcjonuje… przecież nikt jej nie broni. ale zdajesz sobie sprawę że Sandomierz to nie jest jakieś zagłębie przemysłowe co nie?

      PS. Ładny apologeta korporacjonizmu z Ciebie wyszedł. Idąc dalej tym tropem to proponujesz nam wariant południowoamerykańskiej gospodarki. Gdzie wszystko będzie dostępne tylko w miastach, a na rogatkach postawi się strażnice. Tak działa to do dziś w Brazylii, całkiem sprawnie – brudnym wieśniarom wstęp wzbroniony.

      A dlaczego od razu Brazylia.. Dlaczego nie utyskujesz na mieszkańcami Kanady.. biedni farmerzy w saskatchewan i korporacyjni wyzyskiwacze w toronto… oczywiście fabryki powinni budować w saskatschewanm, nad yukonem a najlepiej na Devonie… w imię równych szans rzecz jasna.

      Szalony rodżer

      Sam się zastanawiałem nad przeprowadzką z małego miasteczka do Krakowa, tyle że żeby to było opłacalne, musiałbym zarobić co najmniej 50% więcej niż obecnie, a w moim zawodzie osiągnięcie tego z marszu jest niemożliwe. Po prostu koszty wynajmu, czy dojazdów przewyższają korzyści z pozostania na miejscu.

      wiesz to jest typowe myślenie typu … No nie da się.. czas załamać ręce i płakać. Sam znam ludzi którzy przechodzili z o wiele wyższej płacy na niższą tylko dlatego żeby mieć jakąś wizje rozwoju i uczenie sie swojego zawodu. dziś są tam gdzie nigdy nie myśleli.

      quina

      mapę autostrad w USA Prologosa proponowałbym porównać z tą mapą: http://www.mapofusa.net/us-population-map.gif. Od razu widać gdzie się buduje autostrady. PKB nie sankcjonuje budowy autostrad, tylko gęstość zaludnienia. Prostym przykładem jest tu wyoiming-PKB wysokie, a sieć autostrad podobna do sąsiednich bidnych stanów.

      nawet chciałem tą mapę załączyć do wpisu ale juz czasu mi nie starczyło żeby o tym pisać. własnie o to chodzi.. rejony w które dobrze nie rokują (czesto ze względu własnie geograficznych) po prostu się wyludniają… i nie ma tam sensu na się budować jakiś dróg.

      Ktoś słyszał o cukrowni w Lublinie?

      o cukrownictwie słyszałem wszytko. proszę nie pisać o rzeczach na których się kompletnie nie zna.

      cerdic

      Pytanie jest inne?
      Jakim prawem ktoś, kogo nie znam i nie dałem mu zgody- zadłuża mnie i moje dzieciaki?”
      cytat z blogu J.W.Rajcy

      Prawem demokracji
      Pan Rajca niech nie udaje że nie wie.

      hans

      Tak piszesz, bo nie byłeś z wizytą w okolicach, które upodobał sobie Cynik. Tam w pobliżu Czaplinka i Złocieńca jeszcze kilka lat temu tak capiło od przemysłowego tuczu w byłych PGRach należących najprawdopodobniej do Smithfield Foods.

      znowu argument nie wiadomo do czego przyczepić.. Jak śmierdzi to sie składa skargę. problem z stokłosą był że zbudował tam sobie sitwe.

      futrzak

      Swego czasu Adamie pisales tutaj o Norwegii, ze to jedna wielka wiocha. Byc moze, ale dzieki temu Norwegia ma nie zrujnowanego srodowiska naturalnego, ma w miare dobrze zyjacych i zadowolonych obywateli.

      ależ nie pisałem o Norwegii w jakiś pejoratywny sposób. wręcz przeciwnie.. bardzo pozytywnie. z tym że Norwegia to o tyle wiiacha, że ma olbrzymi obszar i tylko 4 mln mieszkańców… i tak wyjedziesz poza bergen czy Oslo i nie ma prawie nic.

  38. Ja napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 19:28

    Futrzak:
    Państwo powinno wyrównywać szanse ( w żadnym wypadku nie majątek, czy dochody, ale właśnie szanse ) i umożliwiać biedniejszym obywatelom awans społeczny. Jeśli tego nie robi, to szkodzi nie tylko „najbiedniejszym”, ale także „najbogatszym” i klasie średniej. To nie przypadek, że skrajnie lewicowi populiści, tacy jak Chavez, dochodzą do władzy właśnie w Ameryce Łacińskiej, gdzie pionowa mobilność społeczna jest niewielka, przy ogromnym rozwarstwieniu majątkowym i dochodowym.

  39. july04 napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 20:11

    @ adam duda
    „A zobacz jak wyglądało życie w Indiach wcześniej… mlekiem i miodem płynące? zresztą ten sam bład popełniają wszyscy wskazujący na dziki kapitalizm i cięzkie warunki pracy w XIX wieku, zapominając że wcześniej było jeszcze gorzej. za feuduala szło sie albo do armii, albo umierało z głodu na polu, albo cudem przezywało.”

    ale przy przypadkiem warunki bytowe poprawiły się dzięki „dzikiemu kapitalizmowi”, moim zdaniem raczej zdecydowało o tym takie wydarzenia jak Wiosna Ludów. Działania rządów zmierzające do poprawy warunków bytowych ludności maja przecież na celu ostudzenie niepokojów społecznych. Zatrzymanie dotowania biednych regionów w Polce może się równać temu, że w Warszawie tak jak w São Paulo „bogacze” dla bezpieczeństwa będą poruszać się po mieście latającymi taksówkami;)

    „czy obecne drogi macie tam teraz tak bardzo zakorkowane, że potrzebne są autostrady? czy to stanowi rzeczywiście taki problem?”
    nie ma na Podlasiu problemów z korkami, pewnie dlatego, że na większości gminnych dróg (nie tylko na Podlasiu ale generalnie na ścianie wschodniej- innych regionów nie znam od tej strony) porostu nie można się poruszać się normalnie samochodem- jadąc szybciej niż 30 km ryzykuje się utratę podwozia lub wypadnięciem do rowu. znane mi są w Warmińsko-Mazurskim takie gminy które na czas zimy są praktycznie kompletnie nieprzejezdne- gminy nie mają pieniędzy na odśnieżanie. Nie chodzi o to, żeby w każdej gminie była fabryka, ale skoro ambulans pogotowia ma problem z dotarciem do chorego…

  40. july04 napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 20:48

    Ps- ktoś wspominał o tym, że mogą powstać w Polsce „dzielnice slamsów”, ale one przecież już powstają, co i rusz słyszę, czytam lub widzę na własne oczy, że ludzie zamieszkują w ogródkach działkowych- to jest przecież taki Polski odpowiednik slamsów, skąd wziął się taki trend?

  41. july04 napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 21:02

    „Sam znam ludzi którzy przechodzili z o wiele wyższej płacy na niższą tylko dlatego żeby mieć jakąś wizje rozwoju i uczenie się swojego zawodu.”

    Proszę powiedzieć o tym 19 letniemu absolwentowi jedynego w okolicy jego miejsca zamieszkania technikum gastronomicznego w którym na zajęciach praktycznych uczy się tylko obierania kartofli, a o szybkowar można zobaczyć na zdjęciu w książce.

    Ps2 spotkałem się jakiś czas temu z teza, że polska A i Polska B nie dzieli się tak jak nam się wydaje na linii Wisły, wyniki badań PISA, wyniki egzaminów gimnazjalnych i innych egzaminów zewnętrznych w szkołach pokazują, że polska jest podzielona na Polskę A- tereny dawnej II RP Polska B natomiast (ta w której wyniki w/w egzaminów są generalnie gorsze) to tzw. Ziemie odzyskane. Jest w tym pewna logika- większość mieszkańców ziem odzyskanych to „ludzie bez korzeni”, których rodziny generalnie rzecz biorąc przymusowo i praktycznie bez żadnego majątku zostali przesiedleni na tereny im nieznane (inny okres wegetacyjny inna gleba- rolnictwa ludzie musieli się uczyć na nowo), po upadku PGR-ów dla mieszkańców tych terenów właściwie jedyną perspektywą jakiejkolwiek aktywności było i jest popijanie wina pod miejscowym sklepikiem. Inwestycje w infrastruktur są bardzo istotne, ale równie istotna jest praca nad zmianą mentalności tych ludzi- co też kosztuj- w innym wypadku albo ludzie ci pozostaną uzależnieni od świadczeń rodzinnych i pomocy społecznej, albo któregoś dnia postawią kosy na sztorc i…

  42. Ja napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 21:03

    AD:
    „A co jak im pobudujesz lotnisko, autostradę pod garaż a tamtym ludziom odwidzi się tam mieszkać?”

    Przecież nikt nie mówi, by budować lotnisko w Bieszczadach i zapewniać każdemu miasteczku bliskość autostrady. Chodzi po prostu o dostęp do najprostszej, najbardziej podstawowej infrastruktury: dróg asfaltowych, wody bieżącej, itd. Chodzi o to, by mieszkańcy tych terenów mieli takie same szanse jak mieszkańcy terenów bogatszych/lepiej „wyposażonych”. A jeśli chcesz koniecznie zafundować im luksusowe warunki, to rób to śmiało i bez obaw, że porzucą ten luksus na rzecz ryzykownej przeprowadzki 🙂

    „na koszt podatnika z innej części kraju”

    Podatnik z innej części kraju poniesie największe koszty wtedy, gdy mieszkańcy zaniedbanych regionów zagłosują w wyborach na populistów, którzy obiecają im cuda na kiju. I to nie „cuda” typu droga, czy wodociąg, tylko znacznie droższe i mniej aktywizujące dotacje, zasiłki, płace minimalne w wysokości 120% średniej krajowej, itd. Poza tym ludzie płacą podatki nie tylko w „Polsce A”, w „Polsce B” również.

    „Czy w tym podlaskim macie takie problemy?”

    Nie mamy, bo nie mieszkamy w podlaskim. Mieszkamy w „Polsce A”, mamy dostęp do internetu i chodzimy się załatwiać do łazienki, a nie za stodołę. Nie chcemy utrzymywać ze swoich podatków darmozjadów, którzy uważają, że im „się należy”, ale z drugiej strony nie chcemy pozbawiać innych szans na wzbogacenie się.

    „Zaniechując odkorkowywania Wrocławia zarżniesz tam wzrost, a w podlaskim i tak fige zobaczysz z fabryk”

    Ale ja się z tym zgadzam, nie musisz mi tego tłumaczyć. Przecież nie chodzi o to, by odebrać zachodnim województwom połowę funduszy i przetransferować je na wschód, ani o to, by budować na Podlasiu jakieś fabryki. Chodzi po prostu o to, by nie olewać tego nieszczęsnego Podlasia. Podlasie, skoro już o nim mówisz, to region wręcz wymarzony dla rozwoju turystyki: mozaika kultur, czyste powietrze, prastare puszcze, ciekawa historia, urokliwe zakątki. Można na tym zarobić, ale żeby przyciągnąć turystów potrzebna jest jednak jakaś infrastruktura. Trzeba doprowadzić do tych wszystkich wsi i miasteczek jakieś drogi. Dostęp do internetu też by się przydał, mieszkańcy mogliby dzięki temu otworzyć gospodarstwa agroturystyczne i dotrzeć z ich reklamą do sporej liczby osób. Krótko mówiąc nie budujmy na Podlasiu fabryk, bo to bez sensu, a nawet szkodliwe ( zniszczy kilka atutów tego regionu ), ale ułatwmy jego mieszkańcom robienie tego, co ma w tamtym regionie sens ( turystyka ).

    „A dlaczego od razu Brazylia.. Dlaczego nie utyskujesz na mieszkańcami Kanady”

    Istnieje pewna subtelna różnica między Kanadą, gdzie większość ludzi żyje w cywilizowanych warunkach ( nie w luksusie, ani nie w sąsiedztwie parku technicznego i autostrady, ale w cywilizowanych warunkach ) a Brazylią, gdzie miliony ludzi mieszka w slumsach. Być może na pierwszy rzut oka ta różnica jest słabo widoczna, ale jednak jest.

    „rejony w które dobrze nie rokują (czesto ze względu własnie geograficznych) po prostu się wyludniają… i nie ma tam sensu na się budować jakiś dróg”

    Może warto przyjrzeć się bliżej „Polsce B” i zastanowić się czemu jest tam mało dróg, zamiast mechanicznie porównywać ją ze środkowymi Stanami? Może warto zastanowić się, czy kiepska infrastruktura w tym, czy innym regionie jest spowodowana wyłącznie odległościami geograficznymi i „obiektywną” nieopłacalnością podejmowania tam jakichkolwiek inwestycji, czy może jednak ma głębsze przyczyny, np. historyczne? Warto zauważyć, że większość regionów, które są słabo rozwinięte, były zaniedbane już w XIX wieku.

    • Chodzi po prostu o to, by nie olewać tego nieszczęsnego Podlasia. Podlasie, skoro już o nim mówisz, to region wręcz wymarzony dla rozwoju turystyki: mozaika kultur, czyste powietrze, prastare puszcze, ciekawa historia, urokliwe zakątki. Można na tym zarobić, ale żeby przyciągnąć turystów potrzebna jest jednak jakaś infrastruktura.

      no nie wiem.. jak jade w Bieszczady to akurat ostatnia mysl jaka mi przychodzi na myśl to że tam są gorsze drogi.

      Istnieje pewna subtelna różnica między Kanadą, gdzie większość ludzi żyje w cywilizowanych warunkach ( nie w luksusie, ani nie w sąsiedztwie parku technicznego i autostrady, ale w cywilizowanych warunkach ) a Brazylią, gdzie miliony ludzi mieszka w slumsach. Być może na pierwszy rzut oka ta różnica jest słabo widoczna, ale jednak jest.

      ależ oczywiście że istnieje.. czy ja napisałem że nie. w tym sęk.. na terenach mało korzystnych do robnienia biznesu nie ma ludzi, albo są farmy.. bo akurat uprawiać jakies zboże sie opłaca… jakoś nikt nie płacze IMO nad budowaniem wodociągów do każdej chatki trapera.

      Podlasie.. jak dużo ludzi z tamtę wymigruje znajdzie w końcu swoją naturlaną wielkość zaludnienia… być może bedą to tylko domki agroturystyczne.. kto wie.

  43. Ja napisał(a):
    22 lipca 2010 o godz. 22:00

    AD:
    „jak jade w Bieszczady to akurat ostatnia mysl jaka mi przychodzi na myśl to że tam są gorsze drogi”

    Jeżeli nic się ostatnio nie zmieniło, to Bieszczady nie leżą na Podlasiu. A mówiąc poważnie: nie mówiłem, że akurat w Bieszczadach są złe drogi. Jest jednak wiele miejsc w kraju ( Wielkopolska do nich nie należy ), w których jakość dróg ( zwłaszcza lokalnych ) woła o pomstę do nieba. W województwie podlaskim ( to wbrew nazwie nie do końca to samo co Podlasie ) są wsie, w których do dziś nie ma asfaltu. Zresztą na zachodzie Polski też takie miejscowości się zdarzają.

    ” jakoś nikt nie płacze IMO nad budowaniem wodociągów do każdej chatki trapera”

    Jak ktoś dobrowolnie wybrał życie trapera, albo pustelnika i żyje w odosobnionej chatce w lesie, to faktycznie, budowanie za publiczne pieniądze wodociągu do tej chatki nie jest palącą potrzebą. Ale na wsi liczącej kilkuset mieszkańców, albo w małym miasteczku wodociąg nie jest już żadną fanaberią, ale po prostu zapewnieniem mieszkańcom dostępu do podstawowej infrastruktury i podstawowych usług komunalnych. Zresztą wodociąg jak wodociąg, zdarzają się miejscowości, gdzie ludzie nie chcą być do niego podpięci i wiercą własne studnie. Znacznie ważniejsze są drogi, komunikacja publiczna, możliwość dojazdu do pracy lub szkoły w mieście. Nie uważam, że część ludzi powinna być tego pozbawiona w myśl zasady „to zadupie, niech sobie tam żyją w warunkach sprzed pół wieku, a jak im się nie podoba, to niech wyjadą”.

    „jak dużo ludzi z tamtę wymigruje znajdzie w końcu swoją naturlaną wielkość zaludnienia”

    Wszyscy przecież nie wyemigrują. Większość ludzi zostanie na miejscu. Oni nie są gorsi z tego powodu, że mieszkają w mniej zaludnionej, albo biedniejszej ( często w wyniku historycznych pozostałości i wieloletnich zaniedbań ) okolicy. Oni tak samo jak mieszkańcy Poznania mają prawo do poprawy warunków życia, do bogacenia się, do znalezienia dobrej pracy. Jeśli ich miejscowość lub region będzie pustynią komunikacyjną, informatyczną i infrastrukturalną, to nie będą mogli z tego prawa skorzystać. Powtórzę jeszcze raz: nie chodzi o to, by komukolwiek rozdawać ryby, chodzi o to, by dać ludziom wędkę, zamiast zostawić ich samym sobie, zakładając, że dziecko urodzone w brazylijskich slumsach i dziecko urodzone w Kanadzie mają równe szanse.

  44. @Adam:
    A zobacz jak wyglądało życie w Indiach wcześniej… mlekiem i miodem płynące? zresztą ten sam bład popełniają wszyscy wskazujący na dziki kapitalizm i cięzkie warunki pracy w XIX wieku, zapominając że wcześniej było jeszcze gorzej. za feuduala szło sie albo do armii, albo umierało z głodu na polu, albo cudem przezywało.

    Proponuje porownac dwa kraje: Indie i Chiny. Oba zaczynaly z nedzy, oba sie rozwijaja, przy czym Chiny nadal maja dyktature wywodzaca sie z komunizmu korzeniami.

    Chinczycy buduja jak opetani drogi, koleje, lotniska, mosty. Dostac sie z Pekinu do Szanghaju to nie problem, ich miasta zaczynaja coraz bardziej wygladac jak miasta USA czy innego rozwinietego kraju.
    W Indiach na ulicach stolycy walesaja sie wszedzie, i sraja krowy. Po chodnikach trzeba robic slalom miedzy gownami a druga reka zatykac sobie nos – bo ludzie szczaja i sraja po bramach oraz zyja na chodnikach i w zaulkach. Dojechac gdzies to jest tragedia – ktos widzial indyjskie drogi, to wie. podobnie z pociagiem. Kiedy przyjedzie i kiedy odjedzie, to wielka tajemnica bytu, nie wiadomo tez, czy uda sie do niego wepchac. Posiadacze wlasnego samochodu tez maja nie lepiej, bo drogi w Indiach jeszcze gorsze niz w Polsce. Na wsi indyjskiej wyrasta coraz wiekszy problem: nieczystosci. Ludzie zalatwiaja sie poza przyslowiowa stodola, sa problemy z dostepem do czystej wody pitnej. Ponad 200 mln. ludzi nie ma w zagrodzie nawet zwyklej SLAWOJKI.

    Jeszcze 30 lat temu oba kraje – Indie i Chiny mialy podobna smiertelnosc niemowlat i kobiet umierajacych po porodzie. Chinczycy sie wzieli za robote, tworza siec przychodni i opieki lekarskiej nad ciezarnymi. efekty widac – spadla im umieralnosc. W Indiach jak bylo 30 lat temu, tak jest dalej.

    W Chinach, mimo ze korupcja sie panoszy, widac jednak jakies bardziej dalekosiezne planowanie, robia duzo zeby poprawic standard zycia, buduja infrastrukture. W indiach, poza nielicznymi zamknietymi enklawami zycie jest wyjatkowo malo ciekawe, a zapadalnosc na choroby zwiazane z brakiem higieny bardzo wysoka.
    W ktorym kraju wolalbys mieszkac?

    • Futrzak.. no ale chiny własnie budują infrastrukturę przede wszystkim wokół centrów przemysłowych.. to gdzie tu widzisz coś na podparcie swej tezy?

      a w Indiach juz tak mają że krowa może robić swoje święte odchody gdzie chce. Zresztą nie znamy sie chyba oboje na indyjskiej kulturze jaki i chińskiej czy japońskiej też. Także trudno bedzie ich zrozumieć.

      Ponoć Indyjczycy sa jednym z najszczęśliwszych narodów na świecie. Materializm to nie dla każdego droga do szczęscia.

  45. Alcassin napisał(a):
    23 lipca 2010 o godz. 07:09

    Adam obróciłeś kota do góry ogonem: No tak, my piszemy o szkołach, drogach, prądzie, a nie o budowaniu fabryk w Parkach Narodowych. Aby zwiększyć mobilność kapitału i ludzi, dać dostęp ludziom do ścieżki rozwoju to oni muszą mieć dostęp do infrastruktury.

    Nie wiem Adam ile podróżujesz po Polsce, ale naprawdę warto się w Polskę wybrać. Futrzak ma rację – gdzie byś wybrał mieszkanie? Ja powiem więcej – mamy jednego sąsiada, który osiągnął sukces i powinnismy się od niego uczyć – dlaczego nie uczyć się od Niemców? Byłem kilkakrotnie zawodowo w Niemczech – różnica w rozumieniu czym jest państwo, na czym polega polityka i jak kraj powinien działać jest ogromny, nie mówiąc o szacunku wobec siebie i zaufanie do instytucji jest większe.

    Natomiast należy się również uczyć na błędach Niemców w sensie rozdawnictwa publicznych pieniędzy na tereny biedne zupełnie bez celu. Wschodnie landy to rodzaj Polski B i teraz ważne jest to, aby pozwolić na utrzymanie i rozwój infrastruktury i na pewno nie robić tego w sensie dodatkowego narzutu podatkowego. Tylko znacznie oszczędniej gospodarować środki, które są i pozwolić samorządom na zrobienie najpilniejszych inwestycji poprzedzone diagnozami regionalnymi. A na razie to my bezpośrednio dotujemy firmy tworząc nierówne warunki, a inwestycje leżą.

    Ale Adam – czy jako przedstawiciel samorządu możesz mi powiedzieć, jak samorządy działają w krajach, gdzie pewnie się wybierałeś? Czy są praktyki w tych krajach, które warto przenieść do Polski i czy moze są jakieś praktyki polskie, które należy przenieść do Polski? I czy masz zamiar coś takiego przeforsować w przyszłej kadencji?

  46. Alcassin napisał(a):
    23 lipca 2010 o godz. 07:18

    z Polski* 🙂

  47. Lulu napisał(a):
    23 lipca 2010 o godz. 08:32

    Mozna sobie wybrac gdziesie zyje nawet wyjechac na Marsa 😉

    Nie zdziwilo Cie jednak, ze to jakos tak dziwacznie by nie bylo drogi do lublina, Bialegostoku , nie bylo lotniska, gdzie wiadomo, ze Monki lataly do USA na potege i pewnie dalej lataja. Specjalnie sprawdzilem ludzie tluka sie z Bialegostoku autobusem do UK!

    W normalnym rynku chcieli by chyba miec przynajmniej 2-3 drogi do sasiadow (estonia,Ukraina,Bialorus) nawet tylko po to by tranzyt dzialal. A tu nic.
    Wyglada jak by od wisly do linii Cursona miala byc laka i las. Nie ma zadnego zakladu (a przy okazji wladza nie prywatyzowala tam cukrowni tylko zamykala, ciekawe prawda?), tak jak by to miala byc strefa buforowa miedzy mocarstwami i tyle.

    I ludzie to widza i sie wkurzaja. W normalnym swiecie YellowStone ma super dojazd, w naszym Rospuda ma byc nieprzejezdna. Ok, jesli sie komus nie podoba to wypad z baru. Tylko ludzi wkurza, ze ten bar jakos tak … „wzięty” (ze zacytuje Sienkiewicza).

  48. futrzak, co do dróg w Indiach vs Chiny: w Indiach średnio jest ich 2.59 km/1000 capita (już zbudowanych), w Chinach niecałe 1.50 km/1000 cap (wg planu do zrealizowania na 2010). Źródła:

    http://en.wikipedia.org/wiki/Kerala
    http://hyconference.edu.cn/english/China/46456.htm

    To by było na tyle, jeśli chodzi o komunistyczny cud gospodarczy. A, może jeszcze warto tylko dodać inne przykłady świetnego i przyszłościowego zarządzania gospodarką przez KC: na przykład słyszałaś o pustym mieście na kilkadziesiąt tys mieszkańców, zbudowanym tylko po to, żeby dać pracę masom budowlańców? Słyszałaś o tym, że w całych Chinach w tej chwili około 70 milionów (sic!) mieszkań stoi pustych, bo trochę popyt na nie trochę nie odpowiada genialnym planom towarzyszy z Pekinu?

    No cuda, cuda jak cholera.

  49. Lulu napisał(a):
    23 lipca 2010 o godz. 09:17

    Czytam jeszcze raz komentarze i widze ze czesto sie nie rozumiemy. Drogi sa prywatne w Polsce ? Nie to , psim obowiazkiem rzadu jest je wybudowac, albo pozwolic prywaciazom budowac. Inaczej to ZAWSZE bedziemy mieli problem laski panskiej i decyzji.

  50. @Adam
    „Ja za Tobą nie nadązam Hans. Na swoim blogu namawiasz do rozpoczęcia działania w szarej strefie, a teraz piszesz że pieniądze z podatków trzeba transferować.”

    Szara strefa jest potrzebna małym podatnikom aby dokonać tego, czego nie robi państwo, tj osiągnąć progresje podatkową w myśl zasady mały-mało płaci, duży dożo płaci. Państwo nie robi swojej roboty, to trzeb samemu się tym zająć.

    Gdzie ty tu widzisz Kalego?-)

  51. ofi.mok napisał(a):
    23 lipca 2010 o godz. 17:00

    @ autor

    „Jak śmierdzi to zgłaszasz najnormalniejszy protest do sądu. To naprawdę działa. Tereny zabudowane muszą być od smrodu wolne. Ale co to ma do tematu?”

    Chyba mieszkamy w innych krajach? Czy wie pan, że do tej pory nie ma przepisów normujących natężenie smrodu na które może być narażony Polak i to pomimo ustawodawczej biegunki naszego parlamentu! A zgłaszaj sobie pan te protesty do sądu ile chcesz, ciekaw jestem efektu. Znam mieszkańców osiedla oddalonego 500 m od dużego zakładu przetwórczego drobiu, mają taki problem od 15 lat, zdążyli się do smrodu przyzwyczaić!

  52. Caramba napisał(a):
    24 lipca 2010 o godz. 11:15

    Po 14 latach mieszkania w Poznaniu wróciłem do rodzinnego miasta w Zachodniopomorskim( ok. 40 tys. mieszkańców). Z pracą trochę ciężko ale jakość życia nieporównywalna, wszędzie w 40 minut, nawet na piechotę. Łatwiej o przedszkole i wszystko kręci się 5 razy wolniej.

  53. konrad napisał(a):
    24 lipca 2010 o godz. 16:04

    Adamie rozwój metropolitalny jak najbardziej, ale nie można skupiać się tylko na 6 najwiekszych miastach. należy do nich dorzucić jeszcze co najmniej rzeszów, lublin białystok, toruń-bydgoszcz, kielce. te miasta moga bez problemu konkurować z większymi za pomocą ceny. wystarczy zbudować autostradę do rzeszowa i niejeden przedsiebiorca zastanowi sie czy zbudowac fabryke w krakowie czy zrobic to w reszowie ktory jest przez pol tanszy a lezy raptem niecale dwie godziny prostej i równej drogi dalej. poza tym autostrada dla reszowa nalezy sie jak psu zupa, wszak panstwo buduje je za pieniadze WSZYSTKICH podatnikow.
    jasne ze wieksze miasta potrzebuja proporcjonalnie wiekszych nakladow (sam mieszkam w krakowie i korki sa monstrualne) ale nie moga zgarniac calej puli.
    pzdr

  54. Jacek napisał(a):
    24 lipca 2010 o godz. 20:20

    Nie czytalem wszystkich komentarzy ale wiele osob tu straszy kapitalizmem podajac za przyklad ameryke poludniowa…. wlasnie siedze w Rio de Janeriio i powiem ze w brazyli mozna zobaczyc wszystko milionerow i zebrakow na tej samej ulicy ale prosze nie piszcie ze to winna wolnego rynku i tak jak pisal Hans Klos potrzeba transferu $$ od bogatych do biednych. Slumsy powstaly przez wzrost cen nieruchomosci w innych dzielnicach , ceny sa tu szalone , nic dziwnego ze wielu ludziom nie udaje sie wyrwac z ghetta. Ceny produktow takich jak czekolada ,kawa czy sok z pomaranczy sa o wiele drozsze niz w Polsce , wszystko przez podatki … no ale dzieki temu rzad moze przetransferowac kase od bogatych do biednych i pochwalic sie w TV ile to ludzi wyszlo z nedzy , szkoda ze nikt nie mowi o tym jakie niesie to skutki moralne – lepiej brac zasilki niz brac sie do roboty

  55. Ja napisał(a):
    24 lipca 2010 o godz. 22:45

    Jacek:
    Kto konkretnie straszy kapitalizmem i wolnym rynkiem? Pytam, bo sam podałem przykład Ameryki Łacińskiej, więc być może to również do mnie. Jeśli tak, to przykro mi, spudłowałeś. Jestem gospodarczym liberałem. Za najważniejsze idee liberalne uważam wolność wyboru, rządy prawa ( rozumiane jako równość wobec prawa i równość posiadanych praw ) oraz „danie ludziom wędki”, czyli umożliwienie im awansu społecznego. To ostatnie też jest ważne i nie chodzi tu wcale o to, by dokonywać jakiejś potężnej redystrybucji od bogatych do biednych, czym straszy Adam Duda, lecz o to, by zapewnić tym biednym dostęp do pewnych podstawowych kategorii dóbr, takich jak edukacja, opieka zdrowotna i infrastruktura. Państwo nie powinno faworyzować żadnego regionu kosztem innych, nie powinno też wspierać dotacjami nierentownych, albo nieudolnie zarządzanych firm. Nigdy tego nie postulowałem i nie sądzę, by ktokolwiek rozsądny ( poza oczywiście tymi, którzy mają w tym interes ) popierał takie rozwiązania. Czym innym jest jednak redystrybucja dochodów, mająca na celu uprzywilejowanie kogoś kosztem innych, a czym innym redystrybucja mająca na celu wyrównanie szans. Czasem, próbując zachować „czystość ideologiczną” można nie dostrzec tej wyraźnej różnicy, mi również się to zdarzało. Warto jednak zdać sobie sprawę z tego, że ta różnica istnieje i że pomoc dla biedniejszych osób/regionów nie zawsze szkodzi wolnemu rynkowi. Wszystko zależy od tego w jaki sposób pomagamy.

    • Czasem, próbując zachować „czystość ideologiczną” można nie dostrzec tej wyraźnej różnicy, mi również się to zdarzało.

      uuuu czystość ideologiczna.. brzmi groźnie.. preferuje zdrowy rozsądek jednak.

  56. Ja napisał(a):
    25 lipca 2010 o godz. 10:08

    AD:
    Ja również. A zdrowy rozsądek podpowiada mi, że „czym innym jest jednak redystrybucja dochodów, mająca na celu uprzywilejowanie kogoś kosztem innych, a czym innym redystrybucja mająca na celu wyrównanie szans”. Poza tym nie sądzę, by rozwój infrastruktury w tej nieszczęsnej „Polsce B” wymagał jakiejś potężnej redystrybucji i odebrania „Polsce A” znacznej części funduszy ( rozumiem, że martwi Cię głównie ta kwestia ). O „czystości ideologicznej” wspomniałem, bo niektórzy, kierując się ideologią, krytykują każdą interwencję państwa, nie zastanawiając się nawet, czy ta interwencja rzeczywiście zaprowadzi nas do „socjalizmu”, albo – co ostatnio jest modne ( zwłaszcza w USA ) – faszyzmu, czy może wręcz przeciwnie, przysłuży się wolnej konkurencji i sprawi, że rynek będzie działał efektywniej. Rozumiem jednak, że Twoja niechęć do budowania dróg i wodociągów na Podlasiu nie wynika ze względów ideologicznych, lecz po prostu z faktu, że bronisz interesów swojego regionu. Moim zdaniem nie są one zagrożone, bo poprawa stanu infrastruktury w jednym miejscu kraju nie wymaga wcale łupienia drugiego i odbierania mu znaczącej części funduszy.

  57. Ja napisał(a):
    25 lipca 2010 o godz. 13:13

    AD:
    „z czego na drogi ułamek”
    Jeśli ułamek, to całkiem spory ( http://www.mrr.gov.pl/aktualnosci/fundusze_europejskie_2007_2013/Documents/lista_projektow_indywidualnych_dla_PORPW_luty2010.pdf ). Co do „promocji” i „innowacyjności” zgadzam się, że nie są to wydatki niezbędne, zwłaszcza jeśli „innowacyjność” ma wyglądać tak, jak opisałeś to w tym tekście:
    http://www.adamduda.pl/2010/03/10/polska-agencja-rozkladu-przedsiebiorczosci/

  58. Michał napisał(a):
    25 lipca 2010 o godz. 17:08

    Witam,
    Odnośnie Twojej odpowiedzi na mój komentarz (pierwszy) to może nie uściśliłem że produkt jaki wytwarzamy, czy raczej rozlewamy i pakujemy to woda mineralna, a ona akurat z reguły nie jest eksportowana, ekspansja wyłącznie (w 99% poza Polakami na emigracji) na rynek Polski. Podobnie inne zakłady wywarzające żywność w regionie, choć np.piwo czy makaron może i powienien zdobywać inne rynki niż polski.

  59. stanislaw chmielewski napisał(a):
    26 lipca 2010 o godz. 09:21

    Spodobalo mnie sie to zdanie:
    „Czy potrzebujemy równomiernego zrównoważonego rozwoju całego kraju czy też może warto pozostawić wszytko na żywioł?”
    Zywiol oznacza,ze decyzje podejmuja konsumenci, zrownowazony rozwoj, ze urzednicy. Czy musze pisac wiecej?

  60. miron napisał(a):
    27 lipca 2010 o godz. 14:26

    Ciekawsze byłoby pokazanie jak się kształtuje PKB w podziale na powiaty. dobre wyniki poszczególnych województw to, jak już zauważono, efekt silnej pozycji gospodarczej poszczególnych miast wojewódzkich. Ciekawsze byłoby porównanie małych miast np. z województwa podlaskiego i mazowieckiego czy śląskiego.

  61. Ja napisał(a):
    27 lipca 2010 o godz. 17:45

    Miron:
    Zgadzam się. Różnice w poziomie zamożności wewnątrz niektórych województw ( zwłaszcza mazowieckiego i zachodniopomorskiego ) są duże, przez co ta mapka fałszuje obraz rzeczywistości. Gdyby województwo mazowieckie rozbić na aglomerację warszawską i resztę, a z zachodniopomorskiego wyodrębnić jego wschodnią część ( Pomorze Środkowe ), to byłaby ona znacznie bliżej prawdy.

  62. Adamie, już jest Starcraft II – właśnie rozpoczęła się sprzedaż 🙂
    Może zmierzymy się na jakimś battle.necie?

    Film do obejrzenia jest u mnie na blogu 🙂

  63. Ender napisał(a):
    28 lipca 2010 o godz. 08:01

    Nie wiem czy ktos juz o tym napisal, ale termin zrownowazony rozwoj, oznacza cos calkiem innego niz polityka ‚rownych szans’ dla regionow.
    Co do samej istoty sporu to jak ze wszystkim trzeba znac umiar. Czasami warto pomoc biedniejszym, czy to jednostkom czy to regionom. Oczywiscie srodki na pomoc nie musza oznaczac budowy kosztownej infrastruktury w regionach, ktore maja gorsze warunki do rozwoju, ale moze to byc takze pomoc przy relokacji, czy przebranzowieniu sie dla mieszkancow.
    W samej pomocy i wyrownywaniu szans nie widze nic zdroznego pod warunkiem, ze robi sie to z glowa i rozsadnie gospodaruje srodkami.

  64. Kolejne wieści n/t chińskiego, zadekretowanego przez KC, cudu gospodarczego:

    http://globaleconomicanalysis.blogspot.com/2010/07/implosion-of-china-fabric-city-frenzy.html

  65. Dla kontrastu – hindusi wymyślili banalnie prosty i tani proces produkcji materiału najwyraźniej nadprzewodzącego w temp. do ok. 40 C:

    http://arxiv.org/abs/1007.2736

  66. stanisław chmielewski napisał(a):
    29 lipca 2010 o godz. 10:41

    @Ender
    „Czasami warto pomoc biedniejszym, czy to jednostkom czy to regionom. ”
    Ależ oczywiście, że możesz pomagać innym ludziom jest to bardzo chwalebna działalność. Ale pomagaj indywidualnie a nie kolektywnie.
    Dlaczego domagasz się, żebym to ja pomagał innym nie znając mojej sytuacji?

  67. Jako stały czytacz niniejszegoblogujestem zasmucony tym co wyżej wyczytałem. Mam na myśli głównie komentarze. Takie tam np „Zywiol oznacza,ze decyzje podejmuja konsumenci, zrownowazony rozwoj, ze urzednicy. Czy musze pisac wiecej?” oznacza, iż autor raczej nie jes biegły w temacie o c chodzi w tym tzw zrównoważonm rozwoju. jak dobrze rozpoczął Ender termin zrownowazony rozwoj, oznacza cos calkiem innego niz polityka ‘rownych szans’ dla regionow. Co by wszysto było jasne, chamska redystrybucja dochodów w przestrzeni to absurd i mało kto takie poglądy głosi. Jak widać remont stacji we włoszczowej nie stał się raczej impulsem rozwojowym dla tej metropoli. Przpuszczam że większość kasy pozyskiwanej na tzw projekty to kasa zmarnotrawiona a te projekty ze wsparciem rozwoju nie mają nic wspólnego a tym bardziej ze zrównoważonym rozwojem. Niekiedy opłaca się wybudować autostradę w świętokrzyskim za warszawskie pieniądze ile autostrada ta łączy warszawę z krakowem. Używając wielkiego skrutu mślowego należy raczej się zastanowić nad tym że niekiedy, globalnie rzecz ujmując, opłaca się zainwestować, względnie redystybuować srodki do regionów biedniejszych aby nie ponosić u siebie większych kosztów „rynkowego dostosowania się obywateli”. Na tym bym zakonczył swój przynudnawy mentorski wykład bo wyjaśnienie o co loto byłoby jeszcze nudniejsze lub jak kto woli ekonomicznie nieefektywne.
    Myślę że wielkiej liczbie zjadaczy chleba nie przychodzi do głowy ze głównym celem budowania autostrad nie jest (nie powinno być) „kanalizowanie” tranzytu, wyprowadzenie tranzytu np. z jakiegoś augustowa, łatwiejszy dojazd do łeby. Najgorsze ze świadomość tych co podejmują w imieniu narodu te chwalebne decyzje nie jest za wiele większa.
    A tak na marginesie w mojej inteligenckiej pale nie miesci się że kraków ma autostradowe połączenie z berlinem, hamburgiem od lat a z np warszawą nie i się nie zanosi. Z łodzi do berlina też się za niedługo będzie się szybciej jeździć jak do warszawy (no może ciut przesadziłem).
    A w ogóle po co nam te autostrady, koleje, lotniska czy porty. koszty to to tylko generuje. Kasę trzeba zabierać o zgrozo tym bogatym aby a akimś zadupiu nie wiadomo po co budować. bez nich polskie he he metropolie i tak się będą rozwijać prawie tak dobrze jak chińskie. lepiej niech sobie kraków wybuduje nawet 3 tys km metra. pozdawam

  68. […] Teraz przejdźmy do liczb. Na podwyżce Vatu, budżet zyska 5 mld złotych rocznie. Warto zauważyć, że o tyle samo rocznie zwiększyły się wydatki publiczne na wzrost liczby urzędników o 100 000 w przeciągu 5 ostatnich lat. Zatem 5 mld rocznie z podwyżki Vatu idą w całości na wynagrodzenia dodatkowych urzędników. 5 mld złotych to 100 km nowych autostrad. W terenie to mniej więcej odległość od Radomia do Lublina (specjalnie położyłem ją na terenie wschodniej Polski, po ostatnich atakach na mnie, jakoby jej nie lubię ) […]

  69. co do dróg to akurat nie zgadzam sie. A równości wymagac nie ma sensu

  70. To wręcz niedorzeczne, że np. pomiędzy podkarpackim a mazowieckim jest aż taka duża różnica.

Zostaw odpowiedź