Frajerzy narodu

W sezonie ogórkowym każdy z tematów może być interesujący… Nawet temat naszego rosnącego zadłużenia ! Kto to widział, żeby o takich tematach dyskutować, zamiast o prawdziwych problemach prawdziwych Polaków 😉
No wiec w radio i TV zaczęto dyskusje o tym, czy jesteśmy pod tym względem bezpieczni. My to oczywiście tego tu nie rozstrzygniemy, czy przyrost długu w tempie 100 mld złotych na rok, czy jak kto woli 8 % PKB jest bezpieczny i czy może kiedyś przyjść do nas rzeczywistość i te klocki nam rozwali. Kto wie.. W końcu inni się jeszcze ostrzej bawią.

Zamiast jednak wziąć się porządnie za cięcia, jak to na przykład robi Wielka Brytania, my kluczymy pomiędzy cięciem zasiłku becikowego, a zasiłku pogrzebowego… W tym kraju nie będzie się nie długo opłacać ani urodzić, ani umierać.


Proponowane cięcia to oczywiście kwiatek do kożucha. Potrzebne są znacznie głębsze. Jako remedium planuje się podnieść składkę rentową z 7 do 13 procent. Dało by to budżetowi (nie mylić z sobą) 20 mld dodatkowego dochodu (czyli twojej straty). Ja proponuje jednak się zastanowić, dlaczego trzeba tyle kasy płacić na te renty.

Renty to był hit lat 90 w małych miasteczkach i wsiach. Za odpowiedni załącznik w używanych banknotach można było dostać rentę za przysłowiowy złamany palec. Lekarze, czy to z litości, czy to z wdzięczności za załącznik chętnie szli z pomocą biednym nieprzygotowanym na czas transformacji ludziom. Szli z pomocą oczywiście w najwygodniejszy sposób: Za cudze pieniądze. W apogeum tego szaleństwa w 1999 roku było 2 700 000 rencistów w naszym kraju. Byliśmy narodem mającym więcej osób niezdolnych do pracy niż niejeden kraj po wojnie. A przewrót przecież mieliśmy bez rozlewu krwi.


W 1999 roku reforma Buzka (za którą min przegrał tak wybory, że jego partii nie ma w parlamencie do dziś) spowodowała, że ZUS mógł sprawdzać zasadność przyznania renty. Ta innowacja spowodowała, że system załączników się lekko skomplikował i przyznawanie rent zostało ograniczone. Dziś mamy 1 300 000 rencistów z czego spadek został spowodowany głównie poprzez przejście rencistów na zasłużoną emeryturę. Niestety nie można było zrewidować wcześniej przyznanych rent. W Polsce mamy jeden z najniższych współczynnik osób pracujących na rencie. Tylko 17,6 procent ma jakieś płatne zajęcie. Czy to kwesta wyboru czy konieczności można sobie odpowiedzieć samemu.
No i na te renty płacisz, czy to w składce rentowej czy w normalnych podatkach, bo przecież dziura w FUS jest regularnie zasypywana pieniędzmi z budżetu.

Na marginesie, to ostatnim hitem robi się powoli instytucja samotnej matki. Trend jest taki, że osoby żyją sobie w nierejestrowanym konkubinacie (kto go w ogóle rejestruje 😉 ) i oświadczają, ze są samotnymi matkami, za co należy im się szereg przywilejów. No i świadczonka lecą. A jak ma urzędnik to sprawdzić, czy samotna matka jest rzeczywiście samotna? Zaglądać matce pod pierzynę czy aby nie ma tam jakiego samca?

Wracając do rent, to wpisują się one w nasz całościowy rynek pracy, gdzie stopa zatrudnienia (osoby pracujące do osób w wieku produkcyjnym) kształtuje się na jednym z najniższych poziomów w krajach OECD.


Raptem 57 % osób w wieku produkcyjnym pracuje i płaci podatki dochodowe. Reszta jest bezrobotna, dostaje renty, siedzi na emigracji, studiuje dziennie lub pracuje w szarej strefie.
Obawiam się, że jak jeszcze bardziej podniesiemy te podatki dla tych 57 procent, to skończy się im ochota na odgrywanie roli frajerów tego narodu.

Tagi: ,

komentarzy 50 do wpisu “Frajerzy narodu”

  1. magnum napisał(a):
    29 lipca 2010 o godz. 16:54

    Tak, samotne matki – wynalazek XXI wieku. Moj ulubiony temat w tym tygodniu.

    Wezmy przyklad mojej sasiadki, ma moze z 20 lat, trudno poznac przy takiej tuszy. W zyciu nie pracowala. Czasem przychodzi do niej kolezanka, ktora ma cos okolo trojki dzieci (kazde z innym, „nieznanym” ojcem). Plan na zycie jest bardzo prosty, konczysz 16 lat i zachodzisz w ciaze jako samotna matka. Panstwo musi sie taka pokrzywdzona jednostka zaopiekowac wiec przydziela jej mieszkanie (komunalne) oraz benefity plus dodatek na dziecko. Nie sa to duze pieniadze, ale pozwalaja na zycie i plote w Starbucks.

    W porownaniu z dowolna inna zamezna matka, ktora musi pracowac, opiekowac sie dziecmi i jeszcze potem prasowac koszule, jej zycie wydaje sie znacznie latwiejsze.

    Kiedys kiedys, w latach 50-tych, na „zachodzie” wystarczylo, ze maz pracuje by splacac kredyt oraz zyc na normalnym poziomie. Teraz, gdy wymyslono inflacjie i 30-letnie kredyty, na mieszkanie musza pracowac oboje rodzocow.

    Jedna na 8 nastolatek zachodzi w ciaze przed ukonczeniem 18r zycia…
    http://www.metro.co.uk/news/835910-one-in-8-teenage-girls-gets-pregnant

    Po co pracowac, skoro system uczy nas, ze mozna zyc latwiej?

    W USA wystepowalo takie samo zjawisko, ale rozwiazano problem w prosty sposob: samotnej matce nalezy sie 3 miesiace „child support” i jesli nie ma gdzie mieszkac, zostaje umieszczona w „schronisku” – na 30 osobowej sali. Po 3 miesiacach, matka ma miesjac na podjecie pracy, ktora moze sobie wybrac sama, a jesli jej sie to nie uda, to dostaje prace „z przydzialu”. Dzieckiem opiekuja sie pielegniarki. Po takim „zaostrzeniu” proceder samotnej matki zmniejszyl sie o okolo 2/3.

  2. ignorant napisał(a):
    29 lipca 2010 o godz. 16:56

    Można prosić o przesunięcie tego baneru z FB, wykop, Last.fm itp na prawo lub o większy lewy margines w tekście? Baner zasłania tekst.

    A co do zawartości to bardzo fajne – choć dla mnie nic nowego :), ale proszę tłuc dalej może tak jak kłamstwo powtarzane 1000 razy „staje się prawdą” to prawda powtarzana 1000 razy w końcu trafi do „przeciętnego wyborcy”.

    • Można prosić o przesunięcie tego baneru z FB, wykop, Last.fm itp na prawo lub o większy lewy margines w tekście? Baner zasłania tekst.

      Niestety rozwiązaniem tego problemu to kupno normalnego panoramicznego monitora a nie kwadtratu lub wcisniecie ctrl i rolką pociągnąć do siebie 😉

  3. […] This post was mentioned on Twitter by Paweł Kowalski and Adam Duda, Adam Duda. Adam Duda said: Frajerzy narodu http://goo.gl/fb/nMXg6 […]

  4. Ja napisał(a):
    29 lipca 2010 o godz. 19:17

    Z wykresu wynika, że najwyższą stopą zatrudnienia charakteryzują się Dania i Holandia, gdzie zastosowano w praktyce model „flexicurity” ( liberalne prawo pracy plus duży, ale zmuszający do aktywności socjal ).

    Magnum:
    „Kiedys kiedys, w latach 50-tych, na „zachodzie” wystarczylo, ze maz pracuje by splacac kredyt oraz zyc na normalnym poziomie. Teraz, gdy wymyslono inflacjie i 30-letnie kredyty, na mieszkanie musza pracowac oboje rodzocow”

    http://blogi.ifin24.pl/trystero/2010/07/24/rownouprawnienie-plci-a-zmiany-spoleczne/#comment-11736

  5. W sumie dlaczego nie.
    Obciac jakiekolwiek zasilki i pomoc spoleczna. Skutkiem krotkodystansowym bedzie wyjscie ludzi na ulice. Skutkiem dlugodystansowym bedzie dalszy spadek przyrostu, ktory notabene i tak jest zdaje sie w chwili obecnej ujemny.

    Problem rozwiaze sie sam: albo bedzie kolejna rozpierducha, po ktorej nastapi ladnych pare lat anarchii i zniszczenia tego, co do tej pory jeszcze jakos funkcjonowalo, albo system zawali sie sam z powodu braku rak do pracy (mniejszy przyrost plus nieustajaca emigracja).

    Adam:
    zastanowiles sie moze dlaczego najwyzsza stope zatrudnienia na tym wykresie maja Dania, Holandia i Szwecja – kraje powszechnie uwazane za posiadajace najwiekszy socjał w Europie?

  6. O przepraszam jeśli chodzi o socjał, to Polska znajduje sie w samej czołówce. Najmniej pracujących, najwięcej pobierających i za dzisiejszym notowanym:

    „Ciekawe w takim razie ile kosztuje utrzymanie 40 tysięcy nowych urzędników zatrudnionych w ostatnich dwóch latach w administracji publicznej? Czy to nie paradoks, że w niewydolnej komunie było ich 150 tysięcy, a teraz armia przekroczyła 400 tys. osób? ”

    Mozna powiedziec, ze program ‚tanie panstwo’ i redukcja 10% etatow w administracji zakonczyly sie pelnym sukcesem – VAT zdrozeje nie o 3, ale o 2%.

  7. Gratuluję ciekawego wpisu, choć przyznaję że nieco dobijający, zwłaszcza dlatego, że nie widzę na horyzoncie perspektywy zmian ku normalności.

    Gdyby jakiś rząd chciał rozwiązać problem „samotnych matek” – czytaj „tępych, kopulujących z kim popadanie idiotek LUB cwaniar, które doją socjał” w taki sposób jak opisał magnum to znikłby z parlamentu. Już widzę demonstracje, wywiady z demografami, że brakuje dzieci (to akurat prawda) i trzeba matki wspierać.

    Im dłużej czytam Prologos i parę innych dobrych blogów tym bardziej kombinuję jak tu ratować pieniądze przed państwem i/lub gdzie tu wyemigrować? Niestety po studiach obrosło się tłuszczykiem i względna stabilizacja rozleniwiła.

  8. Ja napisał(a):
    29 lipca 2010 o godz. 20:22

    Futrzak:
    W Danii i Holandii istnieje model „flexicurity” ( w każdym z tych krajów funkcjonuje nieco inna jego wersja ). Jednym z elementów tego modelu są wysokie zasiłki i inne świadczenia dla bezrobotnych, ale na system składa się także duża elastyczność rynku pracy oraz motywowanie bezrobotnych do aktywnego poszukiwania pracy i podnoszenia swoich kwalifikacji. Sam socjal to za mało, a jeśli zasiłki są przyznawane za nic, to mogą bardzo rozleniwiać. Co do Szwecji, to tu znajdują się ciekawe informacje na ten temat:

    http://rszarf.ips.uw.edu.pl/pdf/stryjan.pdf

    Najbardziej interesujące są stwierdzenia o tym, że w Szwecji zawsze popierano przedsiębiorczość korporacyjną, podczas gdy na indywidualną patrzono niechętnie. Spotkałem się z takimi opiniami również w kilku innych miejscach. Wszędzie podkreślano dość dużą koncentrację własności oraz posiadanie przez niemal każdy rynek struktury oligopolu. Z drugiej strony praca, do której linkuję zawiera następujące zdanie:
    „Zadaniem państwa ( … ) nie było zajmowanie się niedomagającymi branżami, ale wyeliminowanie ich jak najszybciej i jak najmniej boleśnie w celu ułatwienia przeniesienia siły roboczej i kapitału do miejsc bardziej zyskownych ( Meidner, 1992 )”
    Takie podejście do firm jest bardzo wolnorynkowe i różni się od tego, z czym mamy do czynienia w Polsce. Nie pasuje to jednak do wizerunku kraju, w którym kilka potężnych rodzin kontroluje ogromną część gospodarki, a zmowy cenowe były przez długi czas tolerowane ( dopiero w 1992 roku utworzono urząd antymonopolowy, według Global Competitiveness Report czwarty na świecie pod względem skuteczności ). Ogólnie rzecz biorąc „model szwedzki” wydaje się bardzo złożony. To ciekawy temat na długi wpis na blogu.

  9. vogel100 napisał(a):
    29 lipca 2010 o godz. 20:24

    czy w tych 57% jest wliczona administracja, czy to są tylko ci co pracują na prawdę?

  10. GoldBlog:
    Gdyby jakiś rząd chciał rozwiązać problem „samotnych matek” – czytaj „tępych, kopulujących z kim popadanie idiotek LUB cwaniar, które doją socjał”

    Prosze uprzejmie zauwazyc, ze do splodzenia dziecka trzeba DWOJGA rodzicow, ktos musi tego penisa wsadzic. Dlaczego wiec za konskwencje bezmyslnej kopulacji karac i skupiac sie tylko na jednej stronie? A gdzie sa ci tępi, kopulujacy z kim popadnie „tatusiowie”? Dlaczego rownoczesnie z obcieciem zasilkow nie zadbac, zeby ci tępi idioci łożyli na utrzymanie swoich dzieci? Ja jestem calkowicie za tym, zeby takich „tatusiow”, co dzieckiem sie nie interesuja i nie placa na jego utrzymanie pozbawiac praw rodzicielskich.

  11. Witam serdecznie,

    proszę o wyrażenia poparcia dla nowej modyfikacji Rekomendacji S, sprawę szerzej opisałem tutaj:
    http://stojeipatrze.blogspot.com/2010/07/nieruchomosci-w-polsce-odcinek-1.html

    link do wpisu

    gdzie na końcu umieściłem mail, to wspólna sprawa, a wysłanie maila nic nie kosztuje. Proszę rozpropagować info. Dziękuję.

    pzdr,
    SiP

    P.S. Proszę nie traktować tego jako niechciana wiadomość,mam taką przynajmniej nadzieję.

  12. @futrzak
    Proszę równie uprzejmie zauważyć:), że temat mojej wypowiedzi jak i przedmówcy dotyczył osób ciągnących socjał, dla których stanowił źródło dochodu ZAMIAST pracy.
    To że do tego trzeba kogoś z penisem jest chyba oczywiste i nawet słowem nie wspomniałem jakoby odpowiedzialności za to mieli nie ponosić również mężczyźni… ani słowem (tu się nawet zgadzamy w opinii)! Zatem proszę bez kontrargumentów, które nijak się mają do tego na co zwróciłem uwagę.

    Innymi słowy, moja wypowiedź dotyczyła kobiet, które zamiast pracować przyjmują taką „metodę” utrzymywania się. Temat męskiej współodpowiedzialności ma przecież rozwiązanie i go nie kwestionowałem, ba nawet o nim nie wspomniałem.

    Proszę nie odbiegać od meritum.

  13. magnum napisał(a):
    29 lipca 2010 o godz. 22:21

    Istnieje wiele metod antykoncepcyjnych (ja potrafie wymienic z pamieci jedenascie z nich). Nie wliczajac w to metod przerywania ciazy, takze jesli sie chce nie zostac samotna matka bec pieniedzy, to sa sposoby.

    Spojrzcie na to:
    http://www.dailymail.co.uk/news/article-512754/Britains-benefits-generation-State-handouts-way-life-million.html

    cutyje:
    This army of families on benefit – nearly one in six of all households in the country – has been untouched by a decade of Labour’s attempts to get them into work, said the Public Accounts Committee.

    Four out of five of these homes have no one who is even looking for a job.

    Czyli w 1/6 domostw, nikt nie pracowal przez ostatnie 10 lat, to sie dopiero nazywa wygrac zycie.

    Problem polega na tym, ze w dobrej wierze, z humanitarnym nastawieniem, miliony ludzi zostaly nauczone zlych zachowan i teraz nie wiadomo jak z tego wybrnac.

    Cos jak z przywilejami polskiej szlachty swego czasu.

    Zwrocilbym takze uwage na fakt iz, lepiej dla nas wszystkich gdyby kolejne pokolenia wywodzily sie z elit, a nie nizin spolecznych, ale tego mi nie wolno powiedziec ze wzgledu na obowiazujaca poprawnosc polityczna.

  14. jpmorg napisał(a):
    29 lipca 2010 o godz. 22:22

    Ktoś pracuje mocno , żeby przez socjał i dług system doprowadzić do bankructwa . Ale przed nami jeszcze podwyżki podatków ( VAT , dochodowy , kataster ) , procesy o odszkodowania za wszystko . . Społeczeństwo zostało wykastrowane z instynktu samozachowawczego , więc każdy wyszarpuje dla siebie co się da .
    Prawdopodobnie czeka nas opodatkowywanie wszystkiego co się da . Możne warto wspomóc się Rotschildem , który zabronił swoim synom
    „any public inventory made by the courts, or otherwise, of my estate…Also I forbid any legal action and any publication of the value of the inheritance.”

  15. Socjał good, państwo opiekuńcze good, wysokie podatki good, postęp good, samotne matki good, imigranci good, j*ć spruchniałe pisarki, niech to wszystko utrzymują i płacą 102% podatków (cf Pomperipossa in Monismania).

  16. Tutaj sie w pelni zgadzam, ze podwyzszanie podatkow w sposob, ktory podwysza koszty pracy jest najglupszym z mozliwych rozwiazan.

    Juz duzo lepszym rozwiazaniem jest ten VAT, jesli w rzadzie nie ma nikogo z pomyslem na jakis madry podatek Pigou.

    No i skladam osobiste wyrazy wdziecznosci za mozliwosc obserwacji dysonansu poznawczego jaki maja internetowi liberalowie gdy zamiast prymitywnej propagandy ogladaja realne liczby ze Skandynawii 🙂

    Jeszcze uwaga do Magnum: przekonanie, ze 50 lat temu relatywny poziom zarobkow mezczyzn byl wyzszy niz obecnie to jeden z najglupszych memow, ktore funkcjonuja w Sieci. A wez sobie zobacz, wykres realnej stawki godzinowej najpierw.

  17. magnum napisał(a):
    30 lipca 2010 o godz. 11:48

    Trystero, mylisz sie i to grubo. I prosze, nie mow mi, ze 50 lat temu komputer kosztowal x razy wiecej….

    Polowa pieniedzy, ktore zarabiasz idzie …. na splate / wynajem mieszkania, rachunki. Jedzenie to okolo 10%, wiecej jesli czesto sie stolujesz na miescie. Szczegoly w linku ponizej

    http://www.visualeconomics.com/how-the-average-us-consumer-spends-their-paycheck/

    http://news.bbc.co.uk/1/hi/business/8468605.stm
    The average home has almost quadrupled in value, having risen by 273% since 1959 in real terms, the Halifax found. In today’s money, a typical home would have cost about £43,000 in 1959.

    Bill McClintock, chairman of the Property Ombudsman, has been in the housing business for 50 years and said he bought his first home – a four-bedroom house in Winchester – for £3,400 in 1965.

    Lub dowod krotki, lecz nie w prost: w latach 50-tych ludzie jakos zyli, tak jak i teraz jakos tam zyja. Skoro wtedy kobiety nie pracowaly, a teraz pracuja (bo musza), to relatywny poziom zarobkow musial sie obnizyc. CBDO

    Mowa o przecietnych ludziach, ktorzy jak pokazuja statystyki we wszystkich krajach, zarabiaja pensje bardzo bliska pensji minimalnej!

  18. @futrzak
    „Prosze uprzejmie zauwazyc, ze do splodzenia dziecka trzeba DWOJGA rodzicow, ktos musi tego penisa wsadzic. Dlaczego wiec za konskwencje bezmyslnej kopulacji karac i skupiac sie tylko na jednej stronie?”

    Zauwaz tylko, ze to kobieta ma troche wiecej „do stracenia” (troche to brzydko brzmi, ale niestety w dzisiejszych czasach ciaza to przeciez rodzaj choroby). Bo facet wlasnie tylko wsadza, a potem moze zapasc sie pod ziemie, wrocic do Hiszpanii, Angoli czy gdzie tam sobie mieszka, a 9 miesiecy noszenia dziecka to jednak zadanie dla kobiety. Tak wiec z dwojga ludzi w tym tangu to wlasnie kobieta jest glupsza jezeli daje sie zaprosic do tanca.

  19. Piotr napisał(a):
    30 lipca 2010 o godz. 13:50

    @dittohead

    Przepraszam bardzo ale ta kobieta to co mózg zastawiła w lombardzie czy jak ?

    Taki jest po prostu świat i żadna feministka tego nie zmieni. To kobiety rodzą i wychowują dzieci więc muszą być w stanie wybrać sobie odpowiedniego faceta a nie leźć się bz*** gdzie popadnie a później pretensje do całego świata.

  20. Ja napisał(a):
    30 lipca 2010 o godz. 15:59

    Magnum:
    „Polowa pieniedzy, ktore zarabiasz idzie …. na splate / wynajem mieszkania, rachunki”

    To nie jest dowód na to, że dziś ludziom żyje się trudniej niż 50 lat temu. Aby móc ocenić, czy poziom życia w ciągu ostatniego półwiecza wzrósł, czy spadł, należy raczej sprawdzić jak zmieniały się w czasie tego półwiecza średnie zarobki i średnie koszty utrzymania. Jeśli wzrost kosztów był większy niż wzrost dochodów, to możesz uznać swoją tezę za udowodnioną. Na razie dowodu nie przedstawiłeś.

    „w latach 50-tych ludzie jakos zyli, tak jak i teraz jakos tam zyja. Skoro wtedy kobiety nie pracowaly, a teraz pracuja (bo musza), to relatywny poziom zarobkow musial sie obnizyc”

    No faktycznie, masz rację. Przecież wiadomo, że kobiety pracują tylko dlatego, że muszą i niemożliwe jest, by pracowały dlatego, że chcą. A mówiąc poważnie: są kobiety, które gdyby mogły, to nie pracowałyby i utrzymywałyby się z pensji męża. Pracują dlatego, że ta pensja jest zbyt mała, by można było dzięki niej godnie żyć. Są też jednak i takie, które lubią swoją pracę i nie rzuciłyby jej nawet, gdyby ich mężowie byli milionerami. Ludzie są różni i mają różne aspiracje, jako liberał powinieneś to chyba wiedzieć. Poza tym fakt, że dziś jedna pensja nie wystarcza na utrzymanie trzy, czy czteroosobowej rodziny nie znaczy, że w latach 50 by wystarczyła. Wtedy też mogła być zbyt niska, a to, że żony do niej nie dorabiały mogło wynikać z kontekstu kulturowego, a nie z „dobrobytu”.

  21. @Ja
    No sorry, ale ilu jest ludzi (a w szczegolnosci kobiet!), ktorzy tak kochaja swoja prace?? Zdecydowana wiekszosc spoleczenstwa wykonuje mniej lub bardziej, ale fizyczna prace! Kobiety nie sa stworzone do tego zeby tyrac po 10 godzin w fabrykach czy nawet supermarketach. Tu nie chodzi o zadne zapatrywania konserwatystow, ze „baby do garow” itp, ale natura tak nas stworzyla i nic na to nie poradzimy. Cale to paplanie o niezaleznosci kobiet, o tym, ze tez maja prawo robic kariere i tym podobne to tak naprawde policzek w twarz dla wiekszosci kobiet, ktore ZMUSZONE sa do ciezkiej pracy cale swoje zycie. Taka to ich watpliwej jakosci „kariera”. Te wszystkie wyzwolone „menadzerki”, „biznewomen” czy „deweloperki” rodem z Sexu w Wielkim Miescie to tak naprawde jaki procent kobiet?

  22. turboborsuk napisał(a):
    30 lipca 2010 o godz. 17:03

    Co do baneru się zgadzam. Czytam z komórki i zasłania mi po kilka liter z pierwszych 10 linijek.

  23. Arek napisał(a):
    30 lipca 2010 o godz. 17:39

    Ja frajerem zostałem w momencie kiedy zus wszedł mi na konto i ukradł w imię prawa moje pieniądze. Mało tego pieniądze nie były moje tylko nimi obracałem z czego tylko 10% było dla mnie. Od tego dnia przestałem być frajerem narodu. Postanowiłem ze wszystkimi konsekwencjami łącznie z pójściem do więzienia, że nie zapłacę zusowi odsetek i tym bardziej co według bandyckiego prawa jemu się należy. Będę do końca życia pracował na czarno. Na emeryturę jakoś sobie zarobie, zdrowie mi dopisuje więc z NFZ -tu korzystać nie muszę. Sram na ten kraj na te podatki i takie podejście do człowieka. Lepiej siedzieć na bezrobociu zarejestrować się i mieć wszystko w dupie. Ale mam tak dość tego chorego państwa, że nawet nie zarejestruje się jako bezrobotny. Gdy przyjdzie kiedyś dzień w którym lekarz powie mi że mam raka i zostało mi nie wiele życia, zgłoszę się w tedy do nich wszystkich co mnie okradali całe życie.

  24. mgwa87 napisał(a):
    30 lipca 2010 o godz. 18:04

    Zastanówmy się dlaczego renciści nie chcą pracować? bo to się kompletnie nie opłaca: zarabiając tracą rentę (czy jakąś część – dokładnie nie wiem) i czy opłaca im się wychodzić z domu, płacić za dojazdy do pracy, jedzenie poza domem i całą resztę związaną z pracą jak można sobie na rencie spokojnie egzystować?…
    Ja również jestem rencistą, mam 23 i SM. Mi nie wystarczyła egzystencja na koszt państwa (nigdy nie pracowałam, bo zachorowałam na 1. roku studiów), założyłam więc firmę, fajnie myślę – rentę mam dalej, ale do czasu póki mam obniżoną składkę (pierwsza działalność), czyli przez pierwsze dwa lata. Co potem? Potem zaczynam płacić pełny ZUS, co lepsze prawdopodobnie będę musiała płacić wyższy ten zus, bo przecież jestem chora – częściej do lekarza się chodzi – pewności nie mam, ale zalatuje bzdurą – a w ZUSie to normalne…
    Kiedyś jak byłam młodsza to mi się wydawało, że taka renta, to jest taki jakby zasiłek, który dostaję, bo moje życie jest trudniejsze, droższe – choćby dostosowanie diety, częste wizyty u lekarzy (a nie czarujmy się jak nie pójdzie się prywatnie to nikt nie zwraca na człowieka uwagi i nie pomoże – (zwykle – nie zawsze!)) no i te leki…
    I co jest w tym wszystkim śmieszne? Że jako osoba prowadząca działalność dostaję rentę, którą później grzecznie przelewam z powrotem do ZUSu – tylko po co? Można by przemyśleć sprawę, poukładać te sprawy co by nabrało to sensu…
    do rzeczy: nie, nie – mój wywód nie ma największego sensu – tak sobie tylko narzekam, bo i tak nic nie mogę z tym zrobić, tak już u nas, tym pięknym, opiekuńczym kraju na Wisłą jest…

  25. Ja napisał(a):
    30 lipca 2010 o godz. 19:31

    Dittohead:
    A czy napisałem cokolwiek innego? Zaznaczyłem przecież wyraźnie, że „są kobiety, które gdyby mogły, to nie pracowałyby i utrzymywałyby się z pensji męża. Pracują dlatego, że ta pensja jest zbyt mała, by można było dzięki niej godnie żyć”. Zresztą, jak zauważyłeś, wielu ludzi, bez względu na płeć, nie ma ochoty pracować i chętnie pozostawałoby na czyimś utrzymaniu. Problem w tym, że kiedyś nie było inaczej. Ludzie musieli pracować, żeby się utrzymać, bez względu na to, czy kochali swoją pracę, czy też mieli do niej dość chłodny stosunek. Często bywało też tak, że z jednej pensji ciężko było się utrzymać. To, że kobiety nie szły mimo to do pracy ( nieważne, czy z chęci zrobienia kariery, czy z przymusu ), nie musiało wcale wynikać z faktu, że było im tak dobrze, ale z panujących wówczas obyczajów, które dla kobiety przewidywały rolę żony i matki, a nie żywicielki rodziny ( poza ekstremalnymi sytuacjami, gdy mężczyźni szli na front ). Warto się nad tym zastanowić, zamiast bezrefleksyjnie powtarzać, że „skoro kiedyś kobiety nie pracowały, a teraz pracują, to mamy dowód, że realne zarobki są niższe niż dawniej”. To żaden dowód. Warto przedstawić jakieś dane, zamiast budować dość ryzykowną teorię, że wszystkie kobiety ( no, może 99% ) pracują, bo są do tego zmuszone z powodu biedy niespotykanej w sielskich i dostatnich latach 50.

  26. @dittohead
    Tu nie chodzi o zadne zapatrywania konserwatystow, ze „baby do garow” itp, ale natura tak nas stworzyla i nic na to nie poradzimy. Cale to paplanie o niezaleznosci kobiet, o tym, ze tez maja prawo robic kariere i tym podobne to tak naprawde policzek w twarz dla wiekszosci kobiet, ktore ZMUSZONE sa do ciezkiej pracy cale swoje zycie.

    Facet, co ty pieprzysz? Jaki policzek? W swoim zyciu poznalam setki kobiet i tylko dwie z nich mowily, ze chcialyby, aby je maz utrzymywal a one beda sie zajmowac domem i wychowaniem dziecmi.
    Cala reszta za zadne skarby nie zrezygnowalaby z pracy. Bo praca oznacza NIEZALEZNOSC. Bo jakkolwiek ciezka by nie byla, to zarabiasz wlasna kase, o ktorej potem mozesz decydowac, na co wydac.
    Gdyby nie dostep do rynku pracy, setki tysiecy kobiet (sprawdz sobie statystyki samotnych matek wychowujacych dzieci i zobacz, ile z nich jest rozwiedzione) przymieralyby glodem albo zyly w rodzinie, w ktorej jest przemoc i/lub alkohol.

    Ja sama nie kocham swojej pracy i gdybym mogla, to bym nie pracowala (np. utrzymujac sie z posiadanego kapitalu) – ale w zyciu nie zamienie tego na „niepracowanie” w formie, w ktorej ktos mnie utrzymuje i od tego kogos jestem calkowicie finansowo zalezna.
    Faceci, zwlaszcza mlodzi, ktorzy wlasnych dzieci nie maja, czesto wykazuja sie tendencja do pierdzielenia glupot typu „kobiety powinny siedziec w domu bo taka jest biologia a pracuja tylko dlatego ze musza”.

    Wez na tydzien tylko zrob sobie eksperyment: zajmij sie na caly etat dzieckiem (dla ulatwienia trzyletnim): ubieraj, karm, gotuj, sprzataj, wychodz na spacery, kąp, zabawiaj, rob zakupy. Zobaczysz, jakie to fajne „wakacje”: nie dosc, ze zapieprzasz z nosem przy ziemi, to jeszcze nikt ci za ta prace nie placi i nikt jej nie szanuje – bo wiekszosci wydaje sie, ze to sa „wakacje”.

    Moze po czyms takim lepiej zrozumiesz, dlaczego wiekszosc kobiet woli prace zarobkowa.

  27. Ja napisał(a):
    30 lipca 2010 o godz. 22:06

    Futrzak:
    Nie wiem, czy większość kobiet woli pracę zarobkową, czy zajmowanie się domem ( czy może raczej nie lubi ani tego, ani tego ), dlatego wolałbym się wstrzymać z takimi stwierdzeniami. Ale masz rację, jest sporo kobiet ( nie tylko prezenterek telewizyjnych i bizneswomen ), które z różnych powodów lubią swoją pracę. Dlatego generalizowanie, że „kobiety nie chcą pracować, a skoro pracują, to znaczy, że muszą, a skoro muszą, to znaczy, że jest gorzej niż kiedyś, bo kiedyś nie musiały” to nie jest żaden dowód, a tylko dość wadliwe wnioskowanie, wynikające z częściowo fałszywych przesłanek.

  28. @futrzak
    Wiedzialem, ze cos takiego napiszesz. Setki kobiet? A powiedz – tak szczerze – z jakiego srodowiska byla ta setka? Kumplujesz sie z kobietami co zasuwaja na tasmie w fabryce? Masz znajome co sortuja smieci na wysypisku? Czy moze to byly jednak glownie Twoje kolezanki po fachu (bo o ile pamietam to pracujesz w IT)? Na ile miarodajna byla ta Twoja proba?

    Mowisz, ze praca daje niezaleznosc. Bo wtedy mozna wydac kase na co sie chce. Ale jezeli to jest sens zycia, to po co w ogole bawic sie w zakladanie rodziny? Jasne, kobiety, ktore los zmusil do pracy (np. wymienione przez Ciebie samotne matki) nie maja wyboru. Ale czy to jest niezaleznosc czy raczej koniecznosc?

    „Ja sama nie kocham swojej pracy i gdybym mogla, to bym nie pracowala (np. utrzymujac sie z posiadanego kapitalu) – ale w zyciu nie zamienie tego na „niepracowanie” w formie, w ktorej ktos mnie utrzymuje i od tego kogos jestem calkowicie finansowo zalezna.”

    Jezeli dla Ciebie malzenstwo to suchy uklad – ja rodze dziecko i siedze w domu, ty zarabiasz pieniadze – to nie dziwne, ze widzisz to jako „zaleznosc finansowa”.

    „Wez na tydzien tylko zrob sobie eksperyment: zajmij sie na caly etat dzieckiem (dla ulatwienia trzyletnim): ubieraj, karm, gotuj, sprzataj, wychodz na spacery, kąp, zabawiaj, rob zakupy. Zobaczysz, jakie to fajne „wakacje”: nie dosc, ze zapieprzasz z nosem przy ziemi, to jeszcze nikt ci za ta prace nie placi i nikt jej nie szanuje – bo wiekszosci wydaje sie, ze to sa „wakacje”.”

    A kto mowi ze to wakacje?? Przeciez, jak sama zauwazylas, to jest pelnoprawna praca! Wiecej niz na etat, bo niekiedy 24h na dobe. I placa Ci za nia, jak najbardziej. Tylko moze trzeba popatrzec na to z nieco innej perspektywy.

    I na koniec: tak, uwazam, ze „kobiety powinny siedziec w domu bo taka jest biologia, a pracuja tylko dlatego ze musza”. Tak samo jak faceci – nie zadnej milosci do robienia karier (co za ohydne slowo, tak swoja droga!) – powinni pracowac!

  29. dittohead:
    kobiety, ktore poznawalam, byly z roznych srodowisk. Zanim wyemigrowalam sama pracowalam jako sprzataczka, na plantacjach (truskawek, porzeczek i drzew owocowych), na bazarze, jako akwizytorka, barmanka, w spoldzielni gazowniczo-budowlanej, ankieterka i cholera wie, co jeszcze.

    Dla kobiet wyksztalconych, po studiach, praca jest bardzo czesto realizacja wlasnych ambicji zawodowych, ciekawosci i sprawia im przyjemnosc, nawet jesli na poczatku trzeba zasuwac na najnizszym stanowisku i jesli dojscie do robienia tego, co sie chce, ma zajac kilka lat.

    Kobiety, ktore sa niewyksztalcone i pracuja fizycznie zwykle dosc szybko ucza sie, co to znaczy finansowa niezaleznosc. Ich celem w zyciu bynajmniej nie jest zarabianie kasy, ale najczesciej utrzymanie siebie i dzieci bez bycia ponizana, nierzadko bita; bez dopraszania sie pieniedzy na zakupy, bez wiecznego wyklocania, zycia z cudzej laski, gniezdzenia sie w malym mieszkanku z rodzicami etc.

    „Dobry wybor” meza na starcie nie gwarantuje niczego, bo wiesz, tak jakos sie sklada, ze ludzie sie zmieniaja, roznie reaguja na rozne okolicznosci zycia. Jeden facet, co utrzymywal rodzine a potem stracil prace zacisnie zeby, bedzie zasuwal na dwa etaty a pieciu innych z rozpaczy sie rozpije i zacznie wyzywac na zonie i dzieciach. I to nie sa jakies odosobnione przypadki, wystarczy pojechac w pewne rejony Polski (i nie tylko zreszta Polski) zeby zobaczyc, jak to wyglada.

    Odnosnie malzenstwa: mam juz jedno za soba, i to takie wiesz, z milosci, ze wspolna kasa i tak dalej. Wyszlam na tym jak Zablocki na mydle i moje poglady obecne sa dokladna odwrotnoscia tego, co Ty mowisz a w co wierzylam kiedys dawno temu, bedac naiwnym dziewczęciem i sluchajac takich bajdurzeń, jak twoje.

    Jak swiat swiatem, przewage ma i dyktuje warunki ten, kto ma kase. Ja nie wierze w ludzi-aniolow – byc moze jakis tam procent sobie ich istnieje, ale wszystkie doswiadczenia z zakresu psychologii spolecznej pokazuja jedno: ludzie w okreslonych sytuacjach reaguja bardzo ale to bardzo podobnie (vide eksperymenty Milgrama czy Zimbardo).

    Np. Arabia Saydyjska ma ogromny problem z przemoca w rodzinie. Pomyslalby ktos – no ale jak to? Przeciez to taki bogaty kraj, kobiety nie pracuja, tylko zajmuja sie domem, a jesli pracuja, to hobbystycznie, zadne tam prace fizyczne, wszystko ladnie pieknie. Skad wiec problem? Czy to dlatego, ze saudyjczycy to sa jakies wynaturzone potwory?
    Alez nie.
    Problem bierze sie glownie z faktu, ze kobiety sa calkowicie zalezne od kogos przez cale ich zycie. Najpierw od ojca/brata, potem od meza (pelnia oni role mahrama czyli prawnego opiekuna).
    Obowiazkiem meza jest zapewnic utrzymanie rodzinie, obowiazkiem kobiety jest zajmowac sie domem i dziecmi. Niestety, w KSA nie ma nawet sladu rownouprawnienia. Kobieta bez zgodny mahrama nie moze podjac pracy, wyjechac za granice ani do innego miasta, podjac studiow, nie moze sama o sobie decydowac. Maz moze sie rozwiesc wypowiadajac jedna formułę, wystarczy mu dwoch swiadkow. Zona zeby sie rozwiesc, musi miec „powazny powod”, isc do sadu, a jak juz rozwod dostanie, to musi mezowi zostawic majatek, ktory wniosla jako wiano. Na dodatek zabieraja jej dzieci (po skonczeniu karmienia piersia).

    Nic dziwnego wiec, ze wiele kobiet woli byc maltretowanych niz sie rozwiesc i zyc na wlasny rachunek (zwlaszcza, jesli nigdy nie pracowaly). To oczywiscie przyklad skrajny, ale pokazuje jedno: zaleznosci ekonomiczne i socjalne maja ogromny wplyw na jakosc zycia.
    Wladza deprawuje, a wladza absolutna deprawuje absolutnie.

  30. @futrzak
    Sorry, ale ciezko z Toba dyskutowac, w momencie gdy opinie na temat ogolu kobiet i malzenstwa budujesz przez pryzmat swojego nieudanego zwiazku. Nieswiadomie (a moze swiadomie?) nakreslasz pewien wzorzec, a potem wmawiasz sobie i nam, ze to jest standard.
    Piszesz o tym jak to kobiety sie ucza byc niezalezne, bo inaczej to za kilka lat bedzie ponizanie i „zaleznosc”. To jest sugerowanie wprost, ze zwiazek/malzenstwo z prawdopodobienstwem rownym niemal jeden sie rozpadnie, a facet sie okaze chamem/pijakiem/damskim bokserem/diablem wcielonym. Wiec o czym my mamy rozmawiac? To jest Twoj swiat – tzn. swiat jakim Ty go widzisz. I spoko, wolna wola – wolny wybor. Ja tylko nie chce sie godzic na nachalne promowanie wlasnie takiego podejscia do zycia, a niestety to postepuje. Wmawia sie ludziom, ze niezaleznosc, wlasne „ja” jest najwazniejsze. Nawet gdy ma sie meza/zone i dzieci! Jakie wydumane „kariery”, „realizowanie sie”, a reszta potem.

  31. Obawiam się tego samego co Adam w końcówce wpisu. Świadczenia społeczne są potrzebne, ale niektóre przypadki w połączeniu z podwyższeniem podatków sprawiają żezapala mi się czerwone światełko w głowie.

  32. @Łukasz Sikora
    „Świadczenia społeczne są potrzebne, ale niektóre przypadki w połączeniu z podwyższeniem podatków sprawiają żezapala mi się czerwone światełko w głowie.”

    No to Adam ma zagwozdkę, jak wytłumaczyć ów dysonans poznawczy, kiedy PO ciagle mówi o zmniejszeniu podatków i administracji, a stale administracje rozbudowuje i teraz podwyższa podatki. Z pewnością wkrótce czekaja nas ustawy ograniczajace wolność i wprowadzające cenzurę. Zdaje się, iz nadeszła pora, aby większość zrozumiała, iż z PO tacy liberałowie jak z koziej d. trąba. Zreszta na horyzoncie już czają się zastepcy przygotowani przez tych, co pociagają za sznurki, najprawdopodobniej Olechowski i Poskorski.

    Czy Adamie uwzgedniasz to w swoich politycznych kalkulacjach?

  33. @Magnum
    Wydaję mi się że nie masz racji. Po pierwsze:
    The average home has almost quadrupled in value, having risen by 273% since 1959 in real terms, the Halifax found. In today’s money, a typical home would have cost about £43,000 in 1959.
    average/typical house mogło oznaczać zupełnie co innego w 1959 a zupełnie co innego w 2009, przykład:
    50 lat temu mogło to oznaczać klitkę 50 m2 dla rodziny wielodzietnej, dzisiaj może to oznaczać 120 metrowy dom na przedmieściach dla rodziny 2+1.
    inny przykład TV. 50-60 lat temu posiadanie telewizora w domu oznaczało, że masz lampowy, czarno-biały odbiornik, gdzie odbierasz 2 programy (UK), jeden (cała reszta Europy). Jeśli USA to od 2 do 7 (tak, tak, w USA już 1949 w NY czy LA było 7 stacji telewizyjnych, gdzie w \Polsce dopiero w latach 90-tych mogłeś tyle odbierać). Dzisiaj oznacza wysokiej klasy telewizor do odbioru w jakości HD oraz kina domowego i 100 kanałów w jakości cyfrowej. To samo z samochodami. W latach 60-tych we Francji kupiłeś sobie Renault 4 i byłeś gościu. Dzisiaj kupujesz większy, lepszy, bardziej zaawansowany Ford Mondeo albo VW Passat a drugi samochód kupuje sobie żona. W USA rodziny mają po 3-4 samochody, w latach 50-tych mało kto mógł sobie na dwa pozwolić, a w Europie nawet jeden samochód to był wydatek.
    Podsumowując: jakość życia się w wyraźny sposób poprawiła przez ostatnie 50 lat. Takie porównania (wzrost realnych zarobków i kosztów) mało co mogą pokazać, ponieważ nie biorą pod uwagę:
    – skłonności hedonistycznych: chce mieć nowy fajny telewizor, chcę mieć nowe auto, większy dom. W latach 50-tych takie skłonności nie były tak bardzo widocznie, teraz są (to oczywiście niczym niepodparte, żadnymi statystykami nie opisane własne spostrzeżenia, a więc zupełnie fałszywe i jałowe :-));
    – wzrostu jakości i technicznego zaawansowania produktów.
    @Adam
    Pełna zgoda z treścią wpisu. Można dodać tylko, że wypychanie ludzi zdolnych do pracy poza rynek trwało już od początku lat 80-tych (karty górnika, szkutnika, wcześniejsze emerytury). Potem trwało również w latach 90-tych – słynna ustawa o bezrobotnych absolwentach. No i miał tu swój udział śp. Jacek Kuroń, bez wątpienia wybitny człowiek, ale niestety jako minister pracy akceptujący chore zasady przyznawania rent. Jeśli chodzi o ilość lewych rent to pamiętam, że za czasów Hausnera, kiedy było coś koło 1,8 mln rencistów (tylko w ZUS! KRUS ma swoich beneficjentów, osobno liczonych), mówiło się że jakieś 600 tyś to „lewizny”. Doszło do kuriozalnej wtedy sytuacji: ludzie którym należały się renty byli odrzucani a w systemie dalej tkwili oszuści biorący na lewo renty. Ot, kuroniowska sprawiedliwość społeczna.
    pzdr,

  34. Jeszcze jedno jeśli można: sielski obraz lat 50-tych, jest budowany na opiniach i wspomnieniach baby boomers. Charakterystyczne, ze jeśli sobie pooglądasz filmy z tamtego okresu: „Na Nadbrzeżach”, „Asfaltowa Dżungla”, „Easy Rider” kino włoskie lat 60-tych czy nawet „Okno na Podwórze” to widać, że bieda była a ludzie wcale nie żyli na jakiś niewyobrażalnych poziomach a reżyserzy tamtych lat nie uważali, że ich świat jest najlepszy. Obecne i późniejsze filmy natomiast kreują jakiś niewyobrażalny obraz bogactwa i szczęścia tamtych lat. W „Powrocie do Przeszłości” czy „Do Diabła z Miłością” jest to wręcz uderzające. Ot, Baby Boomers, którzy wracają pamięcią do czasów młodości. A u nas? Panie za PRL-u to było życie.

  35. Mak:
    Zgadzam się z Tobą. Przekonywanie, że realne zarobki są niższe niż w latach 50, bo wtedy pracowało mniej kobiet niż teraz i określanie tego mianem „dowodu”, to rażące uproszczenie.

  36. magnum napisał(a):
    2 sierpnia 2010 o godz. 11:19

    Panowie @mak, @ja, wyglada na to, ze macie racje! Byc moze faktycznie mit lat 50-tych to mit.

    Domy staja sie coraz wieksze, kiedys mielismy 3-4 dzieci, a teraz 1-2, w miedzyczasie powierzchnia domu wzrosla niemal dwukrotnie.

    http://www.zillow.com/blog/smaller-families-living-in-larger-homes/2007/02/20/

    Cena elektroniki poszla w dol i teraz rozsadny komputer, laptop, telewizor, dvd i komorke razem mozna kupic za jedna pensje, a sluza nam kilka dobrych lat.

    Zatem subiektywne odczucie natezenia „wyscigu szczorow”, bardziej stresujacej pracy etc, to tylko zludzenia poznawcze….

  37. unknown napisał(a):
    2 sierpnia 2010 o godz. 18:42

    @magnum
    @mak
    Nawet to co mak napisał jest sporo zawyżone.
    W latach ’50 większość amerykańskich rodzin nie miała samochodu w ogóle. Ilość gospodarstw domowych posiadających samochód przekroczyła próg 50% dopiero w latach ’60. Gdzieś widziałem porównanie podstawowych wskaźników takich jak ilość linii telefonicznych, ilość samochodów, ilość telewizorów, produkcja elektryczności itp. na 1000 mieszkańców. Ameryka początku lat ’50 miała te wskaźniki niemal identyczne jak dzisiejsze Chiny.

  38. Piotr napisał(a):
    4 sierpnia 2010 o godz. 15:42

    @magnum
    @mak
    @unknown

    Po prostu jest to kwestia nie do zmierzenia, ponieważ trzeba by uwzględnić wpływ technologii. Każdy wie że USA lat 50 były najbogatszym państwem na świecie (i nadal są) a niemożna tego powiedzieć o dzisiejszych Chinach :). Wskaźniki wskaźnikami a świat idzie do przodu i produkcja wielu rzeczy staje się tańsza i pojawiają się nowe produkty. Może porównamy statystyki ilości łączy szerokopasmowych na 1000 mieszkańców ?

    A co do filmów to w polskich filmach jest bardzo idealizowane 20 międzywojenne każdy w garniturze przestronne mieszkanie itp. Film to Film i nie jest to żadna wykładnia

  39. unknown napisał(a):
    4 sierpnia 2010 o godz. 20:52

    @Piotr
    > Po prostu jest to kwestia nie do zmierzenia, ponieważ trzeba by
    > uwzględnić wpływ technologii. Każdy wie że USA lat 50 były
    > najbogatszym państwem na świecie (i nadal są)…
    Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że pod względem mierzalnych wskaźników (% obywateli posiadających telefon, telewizor, samochód, sprzet AGD; statystyczny rozmiar mieszkania przypadający na jednago obywatela) dzisiejsza Polska bije Stany lat ’50 „na głowę”.

    > a niemożna tego powiedzieć o dzisiejszych Chinach
    No chyba nic dziwnego, że nie są osiągając dzisiaj tę samą ilość telefonów na 1000 mieszkańców, czy tę samą produkcję elektryczności na 1000 mieszkańców jaką amerykanie mieli już 60 lat temu.

  40. panache napisał(a):
    5 sierpnia 2010 o godz. 18:07

    Irlandię już wyprzedzilismy:
    stawki Vat w UE
    Cypr / Luksemburg 15
    Hiszpania 16
    Wielka Brytania 17,5
    Estonia / Łotwa / Litwa / Malta 18
    Czechy /Niemcy/ Grecja /Holandia /Rumunia / Słowacja /
    Francja 19,6
    Bułgaria / Włochy/ Węgry /Austria / Słowenia20
    Belgia / Irlandia / Portugalia 21
    Polska / Finlandia 22
    Dania / Szwecja 25

  41. Piotr napisał(a):
    6 sierpnia 2010 o godz. 12:41

    @unknow
    No i co tego że bijemy na głowę USA lat 60 porównaj wskaźniki z tych samych lat. Widzę że nie zrozumiałeś mojego wpisu ja mówię tylko to że nie jesteśmy w stanie zmierzyć wpływu technologii a to powoduje że mamy więcej samochodów, większe domy itd. a wy chcecie porównywać lata 60 z 2010 rokiem.

  42. kujawianin napisał(a):
    8 sierpnia 2010 o godz. 19:26

    To co w końcu z tymi domami? Wypisujecie tutaj, że nam się dobrobyt poprawił, bo mamy samochody itd., ale w końcu stać nas bardziej na większy dom czy nie? Czy kosztuje on nas więcej niż w ’50 czy nie? Reasumując: czy produkty mało wrażliwe na postęp technologii, jak żywność i domy są bardziej dostępne?
    Ja np. z własnej działki słyszę o różnych ludziach, którzy pracowali na uczelniach w latach ’70 i mieli mieszkania w wieku lat 30stu, ja ze swojej pensji uczelnianej w Polsce chyba przez całe życie nie zarobię na wielką płytę. Nie wiem jak jest w innych sektorach gospodarki, ale na uniwersytetach jest gorzej.

  43. @Piotr,
    Oczywiście, masz rację, że film to nie wykładnia ale trzeba zwrócić uwagę na coś takiego, jak niezamierzone świadectwo. Czasem w filmie można dostrzec rzeczy, które po iluś latach rzucają się w oczy, podczas gdy ani reżyser ani scenarzysta w ogóle nie brali ich pod uwagę, bo w ich czasach było to oczywiste. Na przykład na starych filmach nosi się kapelusze. Dla reżyserów było to normalne – tak się ubierali wtedy mężczyźni, dla nas – ludzi współczesnych – od razu to „bije” po oczach.
    @unknown
    Dzięki za info, a czy pamiętasz może gdzie można znaleźć taką informację?
    Nie zgodzę się z Tobą do końca tylko w jednym. To, że bijemy obecnie Amerykanów z lat 50-tych na głowę. Owszem obiektywnie bijemy ale subiektywnie… to już inna para kaloszy. Dla Amerykanina symbolem statusu było wtedy mieć samochód i dom, ale dzisiaj uznajemy, że posiadanie samochodu to nie jest synonim bogactwa, tylko elementarna konieczność. Po prostu postęp.

  44. @Piotr,
    A o polskim kinie przedwojennym to najlepiej się chyba wyraził Kałużyński, niestety nie mogę przypomnieć sobie cytatu, ale nie było to najlepsze określenie.

  45. alus napisał(a):
    13 sierpnia 2010 o godz. 15:10
  46. […] resztę artykułu: Frajerzy narodu | Prologos Tags: a-pracowac-oboje, gdy-wymyslono, latach-50-tych, mieszkanie-musza, normalnym-poziomie-, […]

  47. […] this article: Frajerzy narodu | Prologos No Comments    Read […]

Zostaw odpowiedź