Hipokryzja unijnej polityki energetycznej – profesor Żmijewski

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Bardzo ciekawy wywiad na wnp z profesorem Żmijewskim. Ciekawy, bo rzadko takie głosy rozsądku przewijają się w mediach. Być może wnp, to nie media szerokiego nurtu stąd   przekleję tutaj trochę tez z wywiadu (nie żeby prologos był w szerokim nurcie, ale zawsze 😉 )

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, jak daleko sięgają konsekwencje znaczącej redukcji emisji CO2. (…) Trzeba sobie zdawać sprawę, że likwidacja produkcji w Europie nie oznacza likwidacji tej produkcji w ogóle, tylko jej przeniesienie w inny rejon świata, co nie spowoduje redukcji emisji CO2. Dlatego trzeba zadać sobie pytanie, po co UE ma ograniczać w tak wysokim stopniu emisje CO2.

Jest to klasyczne zamykanie oczu na problem i rozwiązywanie go pokracznymi sposobami. Jeżeli w celu zmniejszenia emisji CO2 likwiduje hutę stali (bo się nie opłaca ze względu na opłaty za emisję) i w zamian importuje stal z Chin to zmniejszyłem emisje?

Zdaniem KE ograniczenie CO2 oznacza rozwój gospodarki i powstanie nowych, zielonych miejsc pracy.

To jest kwestia przyjętej metodologii. Mamy tu do czynienia ze stwierdzeniem, że jeżeli jedną nogę trzymamy we wrzątku a drugą w lodowatej wodzie to średnia temperatura powinna być przyjazna. Jeżeli będziemy mieli taką sytuację, że w niektórych krajach Europy zachodniej wystąpi wzrost zatrudnienia w obszarach gospodarki postindustrialnej a w Polsce i w kilku innych krajach wzrośnie bezrobocie w obszarach gospodarki industrialnej, to być może per saldo będziemy mieli do czynienia ze wzrostem gospodarki unijnej. To będzie jednak oznaczało, że wzrost gospodarczy państw postindustrialnych będzie opłacony recesją gospodarczą państw industrialnych.

Świetna analogia 🙂 Dodać należy, że to się teraz dzieje. Potrzebną technologię na biogaz, fotowoltaikę i wiatr mają Niemcy i od nich to importujemy.

Oni zakładają, że utratę miejsc pracy spowodowaną tzw. carbon leakage, czyli emigracją przemysłu z UE do innych krajów spowodowaną regulacjami dotyczącymi emisji CO2, uda się zastąpić zyskiem z know how, patentów, licencji i nowych niskoemisyjnych technologii. To byłoby może i prawdziwe, gdyby UE sama funkcjonowała na globalnym rynku, ale na tym rynku jest jeszcze kilka innych państw jak Chiny. Jestem przekonany, że rynek, na którym dzisiaj liczy się UE, zostanie przejęty wkrótce przez Chiny. To w Chinach obecnie produkuje się laptopy, tablety, smartfony. W Chinach zbudowano najbardziej ekonomiczny samolot, który być może będzie konkurencją wobec Airbusa i Boeinga. Chiny produkują siłownie wiatrowe w cenie 50 proc. siłowni europejskiej. Co się stanie wtedy, kiedy wszystkie działania UE otworzą rynek, ale nie dla technologii brytyjskiej czy francuskiej, ale dla technologii chińskiej?

No właśnie.. Co się stanie jak zarżniemy sobie bez reszty przemysł i otworzymy rynek? Ja nawet powiem co się stanie jak nie otworzymy. W jednym i drugim przypadku zbankrutujemy.

Do tego dochodzi jeszcze kwestia o charakterze etyczno-gospodarczym. Wszystkie wyliczenia dotyczące emisyjności w sposób milczący przyjmują, że emisyjność liczy się z perspektywy produkcji – kto produkuje ten emituje, kto nie produkuje to nie emituje. Poziom emisyjności można liczyć także z perspektywy konsumpcji – kto konsumuje ten inicjuje emisje, a kto nie konsumuje ten oszczędza. Takie wyliczenia są trudniejsze, ale możliwe. To poziom konsumpcji decyduje o emisyjności a nie poziom produkcji. Ale UE, w szczególności jej wiodące państwa członkowskie, nie namawiają do ograniczenia konsumpcji. Nie przestajemy czegoś używać dlatego, że się zużyło, tylko dlatego, że nam się znudziło.

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Jest to jasne jak drut i wielokrotnie przywoływane tutaj na blogu. Emisja jest w konsumpcji. Nie konsumujesz, nie emitujesz. Obojętenie czy to co konsumujesz pochodzi z Chin, z kraju czy z UE

Z taką polityką energetyczną gospodarka UE nie ma szans w starciu z takimi krajami jak Chiny czy Indie…

Istnieje wiele dużych, szybko rozwijających się gospodarek, jak Brazylia, Chiny, Indie, RPA, jest też kilka innych grup państw silnie się rozwijających, wszystkie one kompletnie ignorują działania UE w zakresie redukcji emisji, ponieważ te działania dla nich nie mają żadnego sensu. Te kraje mówią, że jak UE chce, to niech sobie ogranicza emisje CO2, ale one na takie mechanizmy się nie zgodzą…

Warto zwrócić uwagę także na tzw. dualność argumentacji. Komisarz Connie Hedegaard podkreśla, że rozwój technologii niskoemisyjnej w Stanach Zjednoczonych i Chinach jest tak duży – co jest prawdą – że UE musi się z nimi ścigać i wprowadzać limity znacznie bardziej ograniczające emisje. Nie tłumaczy ona jednak, dlaczego w krajach, w których nie ma limitów na emisje CO2 technologie niskoemisyjne się rozwijają, a w krajach, gdzie limity obowiązują, te technologie się nie rozwijają. Odpowiedź jest znana (…)

Jak się Connie Hedegaard chce z kimś ścigać, to za swoje pieniądze. Poproszę.

Lepiej szukać takich mechanizmów, gdzie nie ma adresowania dotacji, dlatego Szwedzi zdecydowali się na dramatyczne posunięcie i wprowadzili podatek węglowy, bardzo wysoki, wynoszący ok. 100 euro za tonę CO2. Po jego wprowadzeniu wszystkie problemy z dotowaniem czegokolwiek, w tym OZE i działań zwiększających efektywność energetyczną, się skończyły, ponieważ OZE stały się automatycznie opłacalne a efektywność energetyczna gwałtownie wzrosła. Wzrósł też poziom energetycznego wykorzystywania odpadów, w efekcie czego spalanie śmieci jest jednym z głównych źródeł ciepła w Szwecji. Szwedzi zapowiadają, że w 2020 r. w ogóle nie będą zużywali paliw kopalnych do produkcji ciepła.

Dokładnie to samo postulowałem półtora roku temu we wpisie „kto robi do strumyka ???” Z oczywistych powodów KE chce, żeby Niemcy i ewentualnie Francja miała rynki zbytu na swoje technologie. Fukushima trochę pokrzyżowała plany Francuzom, ale w sumie kto w tej UE poważnie traktuje Francuzów.

Skoro KE mówi o redukcji CO2 to niech pokaże co zrobiła przez ostatnie 5 lat w obszarze, gdzie możliwe są największe oszczędności energii, mogące doprowadzić do dużej redukcji emisji CO2. To energia przeznaczana na ogrzewanie budynków. Budynki pochłaniają ok. 40 proc. energii, a mogą być one źródłem 60 proc. oszczędności energii. UE nie zrobiła jednak nic, aby to zrobić. Zamiast tego wprowadzono miękkie standardy i zobowiązania, których nikt nie kontroluje. Przyjęto cele 3×20 ale dwa znich (ograniczenie emisji CO2 i wzrost wykorzystywania energii z OZE) są obowiązkowe a trzeci – czyli zmniejszenie zużycia energii – jest nie obowiązkowy. To pokazuje sposób myślenia KE i jej hipokryzję. Działania UE nie służą ochronie klimatu.

Działania EU służą Niemcom i nakręcaniu rynków na ich technologię. Dlatego EU nie wprowadza podatków od paliw kopalnych tylko kolorowe certyfikaty, handel emisjami i dotacje do instalacji „ekologicznych”. Profesor wydaje się bystry i niedługo sam do tego dojdzie, albo dojdzie mu odwagi żeby o tym głośno powiedzieć.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video