Tax burden

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Trzeba się cieszyć, że jeszcze można legalnie mówić o sytuacji finansowej państwa i trapiących go problemach. Wkrótce może to zostać zakazane i rodem z PRLu o państwie będzie można mówić wszystko, bele nie krytycznie.

Gus podał na wniosek komisji europejskiej, informacje o stanie długu i deficytu państwowego na wszystkich szczeblach, a więc centralnym, samorządowym oraz funduszy społecznych. Co widzimy w nim? Przede wszsytkim to, że podniecanie się czy deficyt budżetowy wyniesie 45 czy 50 mld nie ma sensu. W 2010 roku wyniósł 45 tylko co z tego skoro resztę wypchnięto poza zapisy księgowe budżetu. Dziura ziejąca w 2010 roku to okrągłe 111 mld złotych.

Idźmy dalej. Całkowite wpływy i wydatki przechodzące przez maszynkę państwową.

Co ciekawe, lekko upada mit, jakoby ogrom pieniędzy szło w okresie 2009-2010 na inwestycje. Z wzrostu deficytu pomiędzy rokiem 2008 a 2009 o jakieś 65 mld, raptem 35 mld poszedł na wzrost inwestycji. Resztę pompowano w świadczenia społeczne.

Na podstawie tych danych można obliczyć wskaźnik obciążenia podatkowego oraz obciążenia wydatkowego, które z kolei pozwalają na obliczenie dnia wolności podatkowej. Jeżeli zestawimy te wskaźniki na jednym wykresie zachodzi ciekawa zależność.


Jak widać, wbrew wszelkiej maści krytykantom (wink wink), obciążenie podatkowe nam z roku na rok spada z 42% dochodów w roku do 37,52%… Oczywiście, szaleństwo po stronie długu i deficytu powoduje, że wskaźnik obciążenia wydatkowego wzrasta do 42,19 %. I to 45,37 % jest faktycznym obciążeniem podatkowym, bo dług dzięki któremu takie wydatki są możliwe będzie trzeba kiedyś spłacić, a czym spłacimy jak nie podatkami?

 You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video