Sztywne kursy

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Robi się już z tego nie mal tradycja, że Trystero pisze prowokujący wpis o standardzie złota, a ja na tą prowokacje odpowiadam. Niech i będzie tak samo i tym razem. Nie chce być tu jakimś Ordonem na reducie, bo bronienie standardu złota robi się powoli bronieniem jakiejś krainy jednorożców. Mieliśmy w nowożytnych czasach kilka upadków waluty, lecz pomijając kilku wieśniaków w Zimbwawe, ofiary hiperinflacji przechodzili na rozliczanie się po prostu w innej walucie. Także złoto raczej nie wróci, co oczywiście nie oznacza, że nie można w nim parkować oszczędności. Można, a nawet trzeba w ramach emerytalnej dywersyfikacji.

Trystero popełnił wpis, zarzucający zwolennikom standardu złota, czy wolnej waluty niekonsekwencje. Niekonsekwencja miała by polegać na tym, że złotomaniacy chcą z reguły opuszczenia strefy Euro, która to strefa euro ma cechę bardzo podobną do standardu złota. Stałe kursy wymiany, gdyż oparte na jednej i tym samej jednostce rozliczeniowej.

Na ten paradoks można odpowiedzieć bardzo prosto. Standard złota, nie jest aż tak podobny do strefy Euro, żeby strefę Euro polubić kosztem przeniesienia władzy nad pieniądzem jeszcze dalej od obywateli. Z Warszawy do Frankfurtu. Cecha stałych kursów to jedno, ale kompletnie to nie przeważa utraty wpływu na druk waluty i na kupno aktywów za ten druk. Przykład jest bardzo prosty. Co ma przeciętny Słowak z tego, że Merkozy zadecydował, że ECB będzie kupował greckie i włoskie obligacje? Dlaczego nie kupuje słowackich? Słowacki rząd i sami Słowacy bardzo by się ucieszyli gdyby ECB obniżył odsetki od ich własnego długu. Ale niestety. Oni już nie mogą decydować. Standard złota, czy standard wolnego pieniądza zawsze polegał na tym, że to ludzie decydują co chcą używać za jednostkę rozliczeniową. Z perspektywy standardu złota im bliżej ta decyzja jest ludzi tym lepiej, a trudno dyskutować z faktem, że wpływ Polaków na swoją walutę jest znacznie większy, gdy jest ona emitowana w Warszawie niż nad Menem. Wydawało mi się to oczywiste, jednak widać trzeba te niby paradoksy wyjaśniać. Oczywiście można argumentować, że mamy demokracje i że wybór tego że mamy narzuconą walutę w postaci PLN czy oddaną za Odrę w postaci Euro jest wyborem nas samych; ludzi. Można. Ale można też być w mniejszości i prezentować inne zdanie.

O zaletach płynnych kursów wymiany Trystero pisze

Przed powstaniem strefy euro niezbędne mechanizmem dostosowawczym były wahania kursów walutowych – kursy walut państw, których gospodarki traciły konkurencyjność spadały, zwiększając konkurencyjność eksportu i zmniejszając konkurencyjność importu. Dokładnie taki mechanizm, w postaci gwałtownej przeceny złotego, znacznie pomógł polskiej gospodarce w latach 2008-2009.

Cóż, myślę że chyba Trystero przespał to, co się działo w czasie tego kryzysu. Skoro płynny kurs walutowy to taki super mechanizm dostosowujący, to kursy euro i dolara w 2008-2009 roku powinny spadać. W końcu tam był kryzys i spadek PKB. Widzieliśmy coś znacznie przeciwnego. Dolar i Euro umacniały się bardzo szybko, a polski złoty się osłabiał, mimo ze w Polsce przecież nie było recesji i wręcz przeciwnie – powinien się umacniać. Nie wspominając już o przypadkach franka szwajcarskiego czy korony norweskiej. Wzrost ich waluty kompletnie nie odzwierciedlał wzrostu ich nadwyżki eksportowej. Dlaczego się tak działo to już oczywiście inna kwestia.

Mając na myśli Hiszpanię Trystero pisze:

Kryzys na rynku długu publicznego jest skutkiem opisanego wyżej problemu strefy euro. Część państw strefy euro przez kryzysem finansowym prowadziło wzorową politykę fiskalną (politykę nadwyżek budżetowych).

Ale zapomina dodać, że Hiszpania ma jeden z największych długów wśród gospodarstw domowych i firm prywatnych:

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

A inwestorzy pomni doświadczeń amerykańskich czy europejskich już wiedzą, że dług prywatny łatwo przeistacza się w dług publiczny poprzez różne bailouty. I ten dług jest przez nich dyskontowany. Oczywiście kwestia bailoutów czy nadmiernego zadłużania tak samo jak w standardzie złota tak samo w strefie Euro jest wynikiem głupoty decydentów, a nie samej waluty. Standard złota powodowałby po prostu szybsze bankructwo, gdyż zamknięta by była ścieżka spłaty długów przez ich dzikie drukowanie w centrali. Dzięki drukowaniu nie rozwiązujemy problemu, a wręcz przeciwnie… dalej Europa brnie w strukturalne problemy, kosztem wszystkich..też i Słowaków. Dalej Trystero pisze..

W standardzie złota, tak w jak w strefie walutowej, państwo tracące konkurencyjność nie może skorzystać ze spadku kursu walutowego. Może dokonać bolesnej wewnętrznej dewaluacji – próby takich działań doprowadziły do Wielkiego Kryzysu w latach 30’ albo opuścić standard złota – tak jak robiły to kolejne państwa w czasie Wielkiego Kryzysu w celu odzyskania konkurencyjności.

Musze przyznać, że powoływanie się na Wielki Kryzys i wskazanie na jego przyczynę w standardzie złota to wielce karkołomna teza. Czekam na jakieś głębsze badania, bo publikowania kila wykresów, rzekomo mającą udowadniać związek przyczynowo skutkowy to zwykłe cherry picking.

Teoretycznie zmiana jednostki miary nie zmienia stosunku wymiany, jednak zanim się ten stosunek na nowo ustabilizuje mija trochę czasu. Problem z tym, że inflacja i ciągłe zwiększanie bazy monetarnej nauczyły nas tego, że płace mogą iść tylko w górę, a jak nie idą to sami wychodzimy na ulice. Problem z dewaluacją waluty poprzez druk czy płynne kursy polega na tym że tnie wszystko po równo jak leci. tnie oszczędności jak i płace we wszystkich sektorach, tych dochodowych i tych faktycznie wymagających dewaluacji. „Bolesna dewaluacja”, jest dlatego bolesna tylko z tego przyzwyczajenia. Gdy widzimy na pasku od wypłaty ze dostajemy mniej, to jest to o wiele bardziej wkurzające od tego, jakbyśmy dostawali więcej, ale mniej mogli za to kupić. Natomiast jedną z zalet wewnętrznej dewaluacji jest to że, powinna działać tylko tam gdzie jest to potrzebne. I tak, jeżeli informatycy zarabiają relatywnie dużo, lecz ich branża jest dochodowa a informatyków mało, to ich płace nie spadają. Jeżeli górnicy zarabiają relatywnie dużo, a ich branża jest niedochodowa i dodatkowo potencjalnych górników dużo, to ich płace maleją. Społecznie nierealne? Być może tak. Być może jesteśmy za głupi na wolny pieniądz i stąd lepszy jest pieniądz pusty? Na pewno w obecnym stanie zbiorowego umysłu globalnej społeczności. I na koniec.

Naturalnie, część zwolenników standardu złota będzie argumentować, że problemem nie jest żadna konkurencyjność lecz poziom długu publicznego. Warto im więc pokazać pierwszy wykres z artykułu This Time is Different, który udowadnia, że kryzysy na rynku długu publicznego występowały także w standardzie złota. W XIX wieku zdarzały się okresy, w których nawet 40%-50% państw restrukturyzowało swój dług lub odmówiło jego spłaty:

Wręcz przeciwnie. W systemie fiat money państwo zawsze może nałożyć podatek w postaci wydrukowania swoich zobowiązań, co powinno się przełożyć na mniejszą ilość bankructw. W końcu nie każdy druk od razu wywala całą walutę.

******************

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video