Podatek od kopalin, czyli o rąbaniu prawa trzonkiem od tępej siekiery

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Dziś zapraszam do przeczytania wpisu gościnnego kolegi AAA222 na temat podatku od kopalin. Wpis ma swój rodowód w wpisie „Regalia„, w którym to GTC oraz AAA222 prowadzą do dnia dzisiejszego wysoce merytoryczną i specjalistyczną dyskusję. Sygnalizowałem w tym wpisie, że samo wprowadzenie podatku od kopalin poprzez zmianę prawa górniczego jest krokiem słusznym. Cieszę się, że co do samego tego faktu jest zgoda. Trudno jednak uznać za normalne obecne wybiórcze ruchawki na temat spec-ustawy które łamie wszystkie dobre obyczaje legislacji cywilizowanego państwa. Zapraszam do lektury:

*****************************

Co by tu jeszcze spieprzyć, Panowie
Prawdopodobnie takimi właśnie słowami rozpoczęła się pod koniec ubiegłego roku narada rządowych ekspertów, na której naszkicowano koncepcję podatku od wydobycia kopalin, „niektórych” kopalin. Dlaczego tylko „niektórych”. Otóż moim zdaniem wynika to z głębokiej troski rządu o zachowanie konstytucyjnej zasady równości wobec prawa, troski o to, żeby wszystkie podmioty zajmujące się w Polsce wydobyciem „niektórych” kopalin potraktowane zostały dokładnie w taki sam sposób. I udało się tak, że lepiej nie można ! Z pewnością tak idealnego poszanowania zasady równości nie udałoby się osiągnąć, gdyby do kopalin „niektórych” dorzucono jeszcze jakieś inne kopaliny.

Ciekawych problemów, które przy okazji tej ustawy można byłoby poruszyć, jest multum – od analizy funkcjonujących na świecie modeli podatków górniczych (i dlaczego „nasz” jest wśród nich najgorszy), przez niekompetencję rządowych ekspertów i arogancję władzy (która jak widać demoralizuje, i dlaczego pozostawianie tej samej ekipy na drugą kadencję to karygodny błąd), przez słabość systemu stanowienia prawa (czyli skąd się bierze legislacyjne brakoróbstwo, a także problem maszynki do głosowania – po co nam w zasadzie tylu posłów/senatorów ?), przez drażliwą zapewne kwestię „kto i za ile może kupić parlament” (jak widać rząd, za 7,5 mln zł dziennie do budżetu, może), aż po pouczające doświadczenie „nawiąż kontakt z posłem/senatorem” (ćwiczyłem ;)) i jaki morał z tego doświadczenia wynika. Ponieważ na opisanie wszystkich godnych opisania problemów nie starczyłoby ani miejsca, ani czasu, napiszę tylko w skrócie dlaczego ustawa o wydobyciu „niektórych” kopalin jest zła.

Grzech pierworodny, czyli „małe dwa miliardy”

Wszyscy są zgodni co do tego, że Polsce potrzebne jest uporządkowanie systemu pobierania renty surowcowej. Konstrukcja obecnego sytemu, w którym wysokość opłat za użytkowanie górnicze (naszego odpowiednika royalties) ustala się według wewnętrznej instrukcji ministerstwa, nie przystaje do obecnych czasów i trzeba to zmienić. Czy taki właśnie cel uporządkowania przyświecał twórcom naszej ustawy ? Z pewnością nie, bo gdyby o to właśnie chodziło, to rząd dokonałby zmian w prawie geologicznym i górniczym (pgig), w szczególności wykorzystałby lub/i zmienił znajdujące się w nim i funkcjonujące od dawna mechanizmy pobierania opłat za ustanowienie użytkowania górniczego i opłat eksploatacyjnych. Naturalnym miejscem implementacji „podatku od wydobycia” jest pgig. „Podatek” ten, jak wiadomo, nie jest żadnym podatkiem, tylko kolejną opłatą eksploatacyjną – świadczeniem pieniężnym będącym ekwiwalentem za korzystanie z własności Skarbu Państwa, do którego podmiot zajmujący się wydobyciem nabywa prawa w oparciu o pgig (koncesja). Dlaczego rząd nie poszedł tą, wydawałoby się oczywistą i logiczną, ścieżką ? Bo wtedy w 2012 r. do budżetu nie trafiłaby z opłaty ani jedna dodatkowa złotówka. Żeby wywiązać się z zapowiedzianych przez pana Tuska i doprecyzowanych przez pana Vincenta „dwóch małych miliardów” ekstra wpływów w 2012 r. rząd musiał pójść na skróty, omijając pgig i tworząc coś obok istniejącego systemu.

Czas, to pieniądz (300 tys. zł/h), czyli „małe dwa miliardy” po raz drugi

Żeby wyhaczyć w 2012 r. owe dwa miliardy trzeba było działać szybko, ustawa musiała trafić do Sejmu już na początku stycznia, żeby po przepchnięciu przez parlament zaczęła obowiązywać najpóźniej w kwietniu. Tusk ogłosił podatek 18 listopada, a po niecałym miesiącu, 14 grudnia, projekt leżał już na stole. Zamiast wyważonych rozwiązań systemowych dostaliśmy zmajstrowaną na kolanie specustawę, która mogłaby się z powodzeniem nazywać o wyjęciu dwóch małych miliardów z KGHM. Czy w tak krótkim czasie mogło powstać coś sensownego ? Oczywiście, nie. Tym bardziej, że tworzenie ustawy powierzono ekspertom Ministerstwa Finansów, których wiedza o branży „niektórych” kopalin ograniczała się do informacji przeczytanych na stronie internetowej PIGu , w większości skopiowanych zresztą potem do uzasadnienia ustawy. Wypadałoby w tym momencie bezczelnie zapytać, nad czym rząd pracował przez ostatnie lata, skoro nad ustawą, którą planował wprowadzić tuż po rozpoczęciu nowej kadencji, jak widać nie pracował ?

Model podatku, czyli „małe dwa miliardy” po raz trzeci

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

To chyba oczywiste, że rządom wszystkich krajów zależy na maksymalizacji wpływów z renty surowcowej. Istotna różnica pomiędzy rządem naszym i innymi polega jednak na tym, że konsekwencje podejmowanych decyzji inne rządy starają się zwykle rozpatrywać nieco szerzej i w horyzoncie czasowym nieco dłuższym niż okres trwania kadencji lub najbliższy rok. Celem rządu powinna być maksymalizacja korzyści płynących z funkcjonowania firm wydobywczych, czego jak wiadomo nie da się osiągnąć wprowadzając nieprzemyślane podatki, bo podatnicy zabierają wtedy swoje zabawki na inne podwórko. Firmy wydobywcze inwestują naprawdę duże pieniądze, na długie lata, inwestują jeśli ufają władzy i wierzą w stabilność systemu. Dlatego w normalnych krajach proponowane zmiany w systemach opłat ogłasza się na długo przed ich wprowadzeniem, analizuje się konsekwencje dla skarbu i podatników, negocjuje warunki, wypracowywanie kompromisu trwa często latami. W normalnych krajach, bo są też i takie, w których się po prostu nacjonalizuje. Nasz rząd postanowił z podatnikami niczego nie uzgadniać, nie konsultować i o zdanie nikogo nie pytać. Jak widać bliżej nam do krajów nienormalnych, co podkreślił pan Tusk poprzez ogłoszenie „podatku” w stylu à la Chavez.

Co można zrobić w niecały miesiąc ?

Ano, co najwyżej pobawić się w Excelu wzorami. No to się chłopaki pobawili, i to tak skutecznie, że w pierwszej wersji przy cenach miedzi powyżej 10500 $/t wraz ze wzrostem cen miedzi zysk przedsiębiorcy malał, podobna „anomalia” tkwiła w podatku od srebra. Potem to poprawili żeby totalnego obciachu nie było. Ponieważ cel był jasny, potrzebne dwa małe miliardy na 2012 r. udało się oczywiście skutecznie „wymodelować”.

Słuchając pana Tuska, jego ministrów i posłów mówiących o opodatkowaniu zysków, lub nawet nadzwyczajnych zysków, a potem czytając uchwalona ustawę, popaść można w stan lekkiej schizofrenii, bo w ustawie, mimo zapowiedzi rządu, opodatkowano coś jakby innego niż zysk, czyli coś jakby przychód. Przedsiębiorca nie będzie więc dzielił się ze Skarbem Państwa wypracowanym zyskiem lub nadzwyczajnym zyskiem, lecz znaczną częścią przychodu. Model podatku w żaden sposób nie uwzględnia tego, że przedsiębiorca wypracowując przychód ponosi w związku z tym jakieś koszty, że te koszty mogą pochłaniać znaczną część przychodu, i co najgorsze, że będą stale i szybko rosły.

W dyskusjach o ustawie rząd z opozycją spierają się zawzięcie o to, czy po wprowadzeniu „podatku” KGHM padnie, czy nie padnie, rząd triumfalnie dowodzi, że wszystko jest ok., bo w nie padnie. Jest to stawianie problemu na głowie, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. KGHM prawdopodobnie jeszcze długo nie padnie, i co z tego ? Prawidłowo postawione pytanie powinno brzmieć, jak długo KGHM będzie jeszcze w Polsce wydobywał ? Czy obciążenie „podatkiem” nie zmniejszy na tyle rentowności wydobycia w Polsce, że firmy wydobywcze poszukają sobie innych miejsc do inwestowania ?

Żeby „wydobyć” w 2011 r. 445 tys. t miedzi i 1260 t srebra KGHM wydał blisko 16 mld zł. Te pieniądze, to jest czyjś dochód, zysk, podatek, dzięki tym pieniądzom kręci się gospodarka sporej części Polski, firmy funkcjonują, ludzie płacą podatki, inwestują, nie tkwią na zasiłkach. To o te „duże miliardy” w tej zabawie chodzi, a nie o „małe”, to o te „duże miliardy” rząd powinien się przede wszystkim troszczyć. Wprowadzając „podatek” należało przede wszystkim rozważyć, czy potencjalne straty spowodowane jego wprowadzeniem nie będą przypadkiem większe od potencjalnych korzyści. Ale oczywiście rząd takiej analizy nie przeprowadził, bo na branży się nie zna i wzrokiem poza koniec kadencji nie sięga. Zamiast dobrego i przemyślanego prawa dostaliśmy głupią, żałosną, dedykowaną prowizorkę, która wyjdzie nam bokiem.

Korzystając z okazji chciałbym serdecznie pozdrowić pana Tuska oraz wszystkich jego ministrów, a w szczególności Vincenta-Rostowskiego, Grabowskiego i Budzanowskiego, których wypowiedzi dostarczyły mi ostatnio sporo niezapomnianych wrażeń i pozwoliły zweryfikować polityczne sympatie, posła Rosatiego, którego innowacyjna poprawka „waloryzacyjna” dodała szczególnego blasku ustawie, posła sprawozdawcę Gieradę, który z zetesempowskim zapałem opowiadał innym posłom o ustawie w Sejmie oraz, last but not least, ekspertów z Ministerstwa Finansów, którzy ustawę pisali.

Serdecznie dziękuję Gospodarzowi bloga za zachętę do napisania powyższego komentarza i udostępnienie forum, pozdrawiam wszystkich czytelników.
AAA222

************************************

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video