Sport

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Tak jak miesiąc temu wszyscy znali się na piłce, tak dziś wszyscy znamy się na sporcie. W mediach znowu jest utyskiwanie na słabą formę naszych reprezentantów, że trzeba przemyśleć system szkoleń, treningów, żeby wychowywać mistrzów.

Może należałoby sobie najpierw zadać podstawowe pytanie. Po co nam te medale? Jaki mamy korzyści z tego, że Polska jest w jakimś tam rankingu medalowym?

Niektórzy mówią, że mamy dzięki temu dumę narodową i że dlatego warto łożyć pieniądze na sport i na emerytury olimpijskie.

Oczywiście Polacy tworzą społeczność i mogą być z czegoś zbiorowo dumni i to promować. Pytanie tylko czy to taka wielka duma, że jeden z członków naszej społeczności od 20 lat katował się treningiem pt. podnoszenie ciężarów, żeby w wieku 30 lat być kaleką z niesprawnymi stawami i połamanym kręgosłupem, niezdolnym do pracy zarówno fizycznej jak i umysłowej, gdyż dawno już wypadł z obiegu? Czy to jest sport? Czy rzeczywiście należy to nagradzać dotacjami? Co nam daje to, że zdrowy chłop zajmuje się codziennie pchaniem żelaznej kuli na trawę. Co nam daje to, że finansujemy jakieś kluby w których ludzie dotykają się drutami, albo rzucają oszczepem w dal?

Trzeba bowiem rozróżnić dwie sprawy. Sport wyczynowy od sportu rekreacyjnego. Osobiście byłbym bardziej dumni gdyby Polacy byli masowo usportowieni, biegali, jeździli na rowerach czy pływali, niż z tego, ze ktoś na olimpiadzie strzelił z flinty w 10tkę.

Podczas pobytu w Norwegii jedno bardzo mnie uderzyło. Każdy uprawia sport. Popołudniami czy wcześnie rano na ścieżkach jest mnóstwo ludzi, którzy wykonują jakiś wysiłek fizyczny. Biegają, jeżdżą na rolkach czy na rowerze czy nawet na nartach letnich. Na korytarzach rządkiem stoją narty dla wszystkich członków rodziny. Wielu na nartach “dojeżdża” do pracy. Słowem, usportowienie narodu jest ogromne, jednak na olimpiadzie Norwegów jak na lekarstwo. Nie widać tam norweskich sztangistów, miotaczy kulą, dyskoboli, zapaśników czy innych dziwnych sportów. Dlaczego? Inne priorytety. Inne rozumienie sportu.

Polska za to ma ambicje do “wyhodowania” mistrzów w każdej dziedzinie i łoży na to pieniądze. Ale przecież nas na to stać. Lista związków jest naprawdę imponująca:

  • POLSKI ZWIĄZEK BADMINTONA
  • POLSKI ZWIĄZEK PŁETWONURKOWANIA
  • POLSKI ZWIĄZEK BILARDOWY
  • POLSKI ZWIĄZEK SKIBOBOWY
  • POLSKI ZWIĄZEK SPORTÓW SANECZKOWYCH
  • POLSKI ZWIĄZEK SUMO
  • POLSKI ZWIĄZEK KRĘGLARSKI
  • POLSKI ZWIĄZEK WARCABOWY
  • POLSKI ZWIĄZEK WUSHU
  • POLSKI ZWIĄZEK MUAYTHAI
  • I wiele innych

Pełna list tutaj. Oczywiście związki utrzymują się z różnych źródeł, ale jednym z nich jest dotacja z Ministerstwa Sportu. Jakiego sportu? Sportu wyczynowego, czyli takiego, że oto chcemy pokazać jacy to jesteśmy najlepsi.

Jestem przekonany, że gdyby na olimpiadzie wciągnięto dyscyplinę w postaci gry w bierki to od razu byśmy mieli w Polsce “Polski Związek Gry w Bierki” I tu również byśmy chcieli pokazać, że jesteśmy najlepsi. I karuzela by się zaczęła kręcić: Rauty, spotkania, bankiety, poczęstunki, zagraniczne zgrupowania itp.

Trzeba napisać sobie jasno, że łożymy pieniądze na fanaberie jednostek, a nie na sport. Sport to tzw “popular movement” w którym masy są usportowione, a nie jednostki. Nasza “Duma” jest zogniskowana nie na tym co trzeba.

Your ads will be inserted here by

Easy Plugin for AdSense.

Please go to the plugin admin page to
Paste your ad code OR
Suppress this ad slot.

Przykład pierwszy z brzegu sportu, który ma więcej zawodników jak kibiców. Kolarstwo torowe

Oto wybudowaliśmy sobie misia tor, który z racji tego że nie jest wykorzystywany, przynosi straty i będzie sprzedany za ułamek wartości po jakiej został zbudowany. A wyłożyliśmy bagatela 100 mln złotych. Tak rozumiemy sport? Chcemy mieć koniecznie mistrzów olimpijskich w tej dziedzinie? Po co?

Zawsze gdy się czyta takie rzeczy, to otwiera się moje liberalne serce i widzi tych przeciętnych Kowalskich, którzy pracują na dwie zmiany, żeby utrzymać rodzinę, opłacić rachunki, składki i podatki. Oni na żaden sport nie mają szansy. Nie mają już czasu ani pieniędzy, ale za to finansują budowę takich torów, żeby potem za ileś lat zobaczyć jak im jakiś kolarz pomacha flagą na ceremonii otwarcia igrzysk.

O charakterze państwa wiele mówi jego podejście do obywateli. Im ten charakter jest bardziej inkluzywny, tym silniejsze społeczności tworzy. Mówi o tym nam historia. Dotowanie sportowców takim podejściem na pewno nie jest. Mamy związki, mamy wielki tor kolarski, natomiast ścieżki rowerowej po centrum miasta dla zwykłego Kowalskiego nie ma.

Przy okazji igrzysk warto sobie poczytać, jak sport jest zorganizowany w różnych krajach.

Muszę przyznać, że najlepsze podejście jest w Niemczech. Cytuje:

 In Germany the sporting authorities finance themselves from the revenues that they earn. The State is neither directly nor indirectly involved in financing them and does not exercise any financial control

Czyż to nie najczystsze podejście? Może Niemcy nie mają aż tak dużo medalistów, za to ścieżek rowerowych, boisk czy basenów mają aż nadto, a i Bundesliga nie najgorsza. No ale to kwestia podejścia. My chcemy medali !!!

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video