Skip to content


A jednak będzie bailout Grecji

A jednak na bankructwo któregoś z kraju kwitnącego europejskiego papieru poczekamy trochę dłużej. Europejski Fundusz Walutowy własnie powstaje z bardzo jasną misją… Oddajmy głos Sarkozy-emu:

Jeśli stworzyliśmy Euro nie możemy pozwolić, żeby któryś z krajów strefy euro zbankrutował. W innym przypadku nie było by sensu stwarzać Euro.

Czyżby już nadchodził czas szczerości, gdzie gadające głowy mówią jak jest? Chyba jeszcze trochę za wcześnie. EFW będzie potrzebował finansowania, a to finansowanie będzie miał z krajów strefy Euro właśnie. Oczywiście można narazie siać zamęt i ogłaszać, że państwa członkowskie nie dołożą centa do funduszu, ponieważ EFW będzie się samodzielnie finansował zaciągają kredyty na rynkach finansowych. Układ jest taki, że Fundusz jako ciało o bardzo wysokiej wiarygodności będzie mogło się zapożyczać na bardzo niski procent, no i te pieniądze z pożyczek będzie pożyczało własnie Grecji na wyższy procent. Każdy jednak, który ma łeb na karku a nie w piasku wie, że żeby móc pożyczyć od kogoś to trzeba mieć wiarygodność, a w przypadku sztucznego ciała jakim będzie EFW ta wiarygodność będą zapewniały kraje strefy Euro udzielając na przykład gwarancji.

Tym oto sposobem odpowiedzialność za bankructwo Grecji została przerzucona na wszystkie kraje strefy Euro, a wiemy dobrze, że im bardziej odpowiedzialność jest rozmyta tym ludzie zachowują się bardziej odpowiedzialnie, prawda ;)

To tyle jeżeli chodzi o suwerenność państw w strefie Euro.. Oczywiście wszystko zostanie demokratycznie przyklepane. Jak tonąć to razem, ale jutro.. dziś jeszcze nie.

Ja proponuje w Polsce zrobić taki na przykład Miedzywojewódzki Fundusz Walutowy, albo Międzymiastowy… Na pewno rajcy popuścili by swoją wyobraźnie i urządzili igrzyska piłki kopanej jakie świat nie widział.

No cóż… czas chyba powiększyć swoją złota arkę, bo czeka nas iście biblijna powódź.

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Posted in Ekonomia.

Islandzkie referendum

Islandia to bardzo mały kraj, mały pod względem ludnościowym, gdyż mieszkańców ma tyle co Białystok. To w zasadzie miasteczko, ma zapłacić długi banku Icesave, który tak się składa działał na ich terytorium. Długi te to oczywiście pieniądze depozytariuszy, głównie z Holandii i Wielkiej Brytanii. Co się stało z pieniędzmi to wszyscy wiemy. Icesave zainwestował w kupno długu opartego na nieruchomościach, czyli pośrednio udzielił kredytu jakiemuś bezrobotnemu Joe na dom w Arizonie. Oczywiście wiemy również, że nie wiemy kto to jest ten Joe i czy była w ogóle jakaś nieruchomość. Wall Street w apogeum swojego szaleństwa produkowała papiery dłużne, które oderwały się od zabezpieczenia i nie wiadomo, czy te CDO to w ogóle nie papier zabezpieczony powietrzem… Jest takie stare porzekadło, że w firmie, gdzie pracuje w administracji więcej jak 1000 osób nie potrzeba wcale klientów, żeby pracować. Sami dla siebie produkują sobie pracę i być może tak było, że w ferworze walki zapomnieli o domach ;)

Tak więc Icesave przyciągnęło klientów na lokaty za 5 % do siebie, kupiło hipoteki, które okazały się nic nie warte i zbankrutowało. I tak się powinna zakończyć ta historia, jednak niepotrzebnie Islandzcy politycy zaczęli wychodzić na ambony i zapewniać, że wszytko gwarantują. Jak wiadomo politycy odpowiadają przed Bogiem i historią, a nie własną kieszenią, stąd mogą mówić wszytko. Jednak przychodzi owy czas zapłaty, a pieniędzy nie ma. W Referendum prawie 100 % osób wypowiedziało się że Islandia nie ma płacić 5 mld $ długów banku Icesave, a wypowiedzieli się prawie wszyscy. Islandczycy mają oczywiście racje, gdyż po pierwsze Islandia nie ma tych pieniędzy to jak niby ma zapłacić, a po drugie to co ich obchodzą pieniądze Holendrów czy Brytyjczyków. Nikt ich w referendum nie pytał, czy mają pożyczać pieniądze od Brytyjczyków i kupować za to CDO, to dlaczego teraz mają niby komuś coś płacić? Zatem najlepsze co powinni zrobić rok temu politycy, to siedzieć cicho i pozwolić na krach banków zlokalizowanych w Islandii. Nie było by wtedy żadnych podstaw do wysuwania żądań pieniężnych od zagranicznych depozytariuszy. Na masę upadłościowa banków wszedłby syndyk, wyprzędałby z biur wszystkie kubki do kawy, spinacze i segregatory i zgasił światło nie ruszając Islandczyków.

Jak narazie gwarancje przejęły brytyjskie i holenderskie rządy i wypłacają odszkodowania jednocześnie strasząc Rejkiavik zapisami o EOG, co jest dość ciekawe w zderzeniu z casusem greckim. Jak to? To daleką Isladnię nie będąca ani w Unii,  ani w strefie Euro wybailotowano, a Greków, będących w jednej rodzinie nie?

Posted in Ekonomia, Polityka. Tagged with , , .

Oczekiwania społeczne

Ostatnio miałem okazje uczestniczyć w konferencji organizowanej przez brytyjską izbę gospodarczą. Konferencja poświęcona była odnawialnym źródłom energii i temu, gdzie jesteśmy na drodze do dmuchania eko-bańki ;) Jednak nie analiza unijnych dyrektyw była ciekawa, lecz broszura, która wszystkim uczestnikom konferencji była rozdawana, a w broszurze artykuł ministra Rostowskiego o sekrecie polskiego sukcesu. Jako, że większość uczestników konferencji to napchani funtami inwestorzy brytyjscy to i artykuł jest napisany w języku Szekspira. (kliknij aby powiększyć)


Cóż.. artykuł jest bardzo ciekawy… konstrukcja formy z klasycznym wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. Są pytania retoryczne, budowanie napięcia, trochę danych, dementowanie plotek z objawianiem prawdy i puentą na koniec. Styl powiedziałbym że blogowy ;)

Szczególnie esencja jest istotna z puentą:

Ta polityka była oparta na głębokiej wierze z wolnorynkową ekonomię.

Polityka fiskalna jest dobrym przykładem naszego podejścia. Większość krajów uchwaliło programy stymulacyjne na początku kryzysu. Te które nie uchwaliły, nie robiły tego z powodu niemożności zdobycia finansowania na przykład Węgry czy kraje bałtyckie. Polska była prawdopodobnie jedynym krajem w Europie, która mogła pozwolić sobie na dodatkowe finansowanie i na program stymulacyjny, ale tego nie zrobiła.

Przeciwnie… zrobiliśmy dokładnie odwrotną rzecz poprzez cięcia budżetowe w samym szczycie kryzysu w wysokości 1 % PKB.

(…)

Zamiast programów stymulacyjnych uruchomiliśmy efektywny program oszczędnościowy, jak również wprowadziliśmy szereg kluczowych reform strukturalnych. To jest sekret polskiego sukcesu.

Trudno się nie zgodzić z ministrem. Rzeczywiście w czasie kryzysu rząd nie musi robić nic ekstra. Przeciwnie..powinien robić mniej i do tego sprowadza się program oszczędnościowy, który raczej powinien być immanentną cechą konstruowania budżetu, a nie wprowadzany od święta czyli kryzysu. Takie pytanie jednak z boku.. co to za “kluczowe reformy”??? Czy ktoś coś o nich słyszał? anybody?

Czy nie czujemy lekkiego dysonansu pomiędzy tym co jest napisane w artykule a tym co serwowano nam w mediach w tamtym czasie, również poprzez usta premiera?

Przecież wyraźnie trąbiono o Polskim bailout’cie bezrobotnych, o programie stymulacyjnym na 90 mld (prawie 10 % PKB), o programie rodzina na swoim i innych stymulansach. Oczywiście większość tych zapowiedzi pozostała zapowiedziami po to żeby spełniać oczekiwania społeczne… A oczekiwania były takie, żeby rząd działał, chronił i wybawił. Nie było mowy o zaciskaniu pasa. Chwile szczerości można wyłowić dopiero z broszur dla obcokrajowców i z gazet londyńskich.

Powstaje pytanie… Czy do nie-wyborców można mówić szczerze, a do wyborców to co chcą usłyszeć? Być może lepiej odpowiedzieć na inne pytanie… Czy źródło postrzegania i opinii na temat polityki i wolności osobistej u ludzi jest endogeniczne czy egzogeniczne? Czy dzisiejszy człowiek jest w stanie samodzielnie wyrobić sobie zdanie, czy raczej to media i wypowiedzi rządowe kształtują świadomość? Bardzo bym chciał wierzyć, że w długim terminie masy same wiedzą, co jest dobre a co nie. Gdzie kończy się rozsądek, a za zaczyna szaleństwo. Obawiam się jednak, że nasza świadomość kształtowana jest przez czynniki zewnętrzne, które są tak intensywne, że zakłócają naszą naturalną zdolność nad zastanowieniem się nad rzeczami fundamentalnymi. Takie właśnie komunikaty jak o polskim bailout’cie, lub pakiecie antykryzysowym żłobią w naszych świadomościach piętno, piętno państwa opiekuńczego, gdzie państwo jest od tego żeby pomagać, żeby wspierać. Kiedyś może być za późno, żeby to postrzeganie łagodnie zmienić. Parafrazując ministra, trudno będzie z zupy rybnej odtworzyć akwarium.

Aktualny przykład idzie z Grecji; bankrutującego państwa, gdzie lata rozpusty i postrzeganie socjału jako nadanej im przez Boga manny z nieba zrobiły niewyobrażalne szkody mentalne. Politycy odpowiadali na oczekiwania społeczne, jednak po części sami te oczekiwania wyhodowali. Gdzie kończy i zaczyna się odpowiedzialność jednej i drugiej grupy? Dziś już mało kto rozumie, że trzeba z socjalem skończyć, że państwo po prostu zbankrutuje i nikt nie otrzyma wypłaty. Wyjścia są trzy. Albo EBC/MFW wydrukuje dla Grecji euro/sdr i skupi ich obligacje, albo strefa euro zrobi zrzutkę, albo latem Ateny będą płonąć, a kontrolę przejmie wojsko, bo wojsko zawsze otrzymuje wypłatę.

Ehh… zrobiło się sentymentalnie to i sentymentalny kawałek:

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video



Posted in Ekonomia, Polityka. Tagged with , , , .